Projekt Mokotowska - Prawdziwe Historie: Dominika Buczak

Dziennikarka, matka 4 letniego Feliksa i sześciomiesięcznego Ludwika, pracuje nad projektem pisma dla rodziców, które ma skłaniać do refleksji nad rodzicielstwem.

Dominika Buczak/ fot. Marek Pietroń

Lubię mieć pomalowane paznokcie. Teraz bardziej niż kiedykolwiek. Szminka i lakier na paznokciach to drobne elementy, które pomagają mi przypomnieć sobie, że jestem również kobietą, a nie wyłącznie mamą. Dużo czasu spędzam z moimi synkami, buduję zamki z klocków, przewijam, przytulam. Zwykły lakier do paznokci przetrwałby na moich dłoniach może trzy godziny w nienaruszonym stanie. Hybrydowy – do dwóch tygodni. Lubię ten moment, kiedy w salonie siadam na fotelu i, dla odmiany, ktoś zajmuje się mną.

Zwykle spacerujemy z Ludwikiem po ulicach – Mokotowska i okolice. Ale kiedy jesteśmy razem z Felkiem, najczęściej lądujemy na placu zabaw w parku Ujazdowskim. Sporo mam jest tam wręcz ostentacyjnie zadbanych i modnych. Zdarzało mi się spotkać kobiety na bardzo wysokich obcasach siedzące na murku piaskownicy. Myślę, że macierzyństwo nie zmieniło ich poglądów czy charakterów, tylko bardziej je zradykalizowało. Ale jak widzę kobietę z wózkiem i w szpilkach, to wiem, że nie może być jej wygodnie. Choćby miała najmodniejsze, najdroższe buty świata. Pewnie boi się, że nie może sobie pozwolić na kompromis, bo przestanie być sobą, zmieni styl jeśli założy balerinki albo trampki.

Tymczasem macierzyństwo wpływa na styl, bo eliminuje niektóre ubrania: choćby te obcasy, czy bardzo wąskie spódnice. Jest taki etap, na którym odpadają białe ciuchy. Jest inny, na którym czarne. Karmienie piersią też wymaga odpowiedniego stroju. Ja mam opracowany system, w którym dobrze się czuję karmiąc piersią i to niekoniecznie musi być sweterek na guziczki. Pod spód wkładam obcisłą fitnessową koszulkę na ramiączkach, na wierzch luźną bluzę, jedno zsuwam w dół, drugie podciągam w górę i karmię dziecko nie świecąc gołym brzuchem. Karmię w miejscach publicznych. Może nie jest to ostentacja, ale czuję się zupełnie swobodnie i karmię synka za każdym razem, kiedy tego potrzebuje. Każdy, kto opiekował się malutkim dzieckiem wie, że trudno dokładnie zaplanować, kiedy niemowlę się obudzi, kiedy będzie głodne, kiedy będzie domagało się jedzenia. Wiem, że niektórzy traktują karmienie piersią jako czynność zbyt intymną i czują się źle, kiedy w pobliżu kobieta karmi dziecko. Trudno. Ich komfort jest dla mnie mniej istotny niż komfort mojego synka. Staram się być dyskretna, ale jak dziecko prosi o mleko – dostaje je.

Za pierwszym razem, cztery lata temu, miałam większy problem z karmieniem synka w knajpce czy w parku. Trochę obawiałam się reakcji innych ludzi (nigdy nikt nie zwrócił mi uwagi ani nie skomentował, zdarzają się za to uśmiechy). Przeszkadzał mi też mój obraz jako osoby karmiącej publicznie piersią, wydawało mi się, że mnie to odziera z kobiecości i elegancji. Karmiłam, bo musiałam, ale nie czułam się w tej sytuacji dobrze.

Borykałam się z tym aż do momentu, kiedy kilka dni po otwarciu wybrałam się do restauracji Delikatesy przy TR Warszawa. Musiałam nakarmić Felka, poszłam więc do z nim do toalety. To był nas pierwszy i ostatni raz – żaden człowiek nie powinien jadać w toalecie, bo to uwłacza jego godności. Wyszłam stamtąd z dużym poczuciem dyskomfortu prosto na Maję Ostaszewską, która karmiła swoją córeczkę piersią spokojnie siedząc z przyjaciółmi przy stole i popijając latte. Dało mi to do myślenia, nie powiem. To był moment, w którym się wyluzowałam. Przestałam się przejmować swoim wizerunkiem oraz tym, co pomyślą inni ludzie. Ubieram się tak, żeby i mnie i Ludzikowi było jak najwygodniej. Choć …tęsknię za sukienkami. Mam ich dużo, lubię je nosić i kiedy przestanę karmić piersią, z przyjemnością do nich wrócę.

Dominika Buczak/ fot. Marek Pietroń

Tematy:

Nieprawidłowy email