Projekt Mokotowska: Fanny Vaucher

Dlaczego dziewczyna z Lozanny postanowiła zamieszkać w bloku na warszawskiej Woli? Po co jeździ tramwajem na Rondo Wiatraczna? I co ma wspólnego Mokotowska z jej „Polskimi pigułkami”?

fot. Marek Pietroń

W takim stylu Fanny prowadzi od października 2012 roku swój blog http://pilulespolonaises.blogspot.ch: każdy wpis zaczyna pytaniem. Pierwsze – czy to prawda, że są pigułki, dzięki którym można zostać Polką? – opatrzone rysunkiem biało-czerwonych ampułek, jest mottem i daje nazwę całemu blogowi, który prowadzi w formie komiksu: cienka, czarna kreska podkolorowana akwarelkami i komentarze w języku francuskim. Fanny jest zawodową rysowniczką, skończyła wyższe studia artystyczne w Genewie i literaturę w Lozannie. Do Warszawy przyjechała na zaproszenie swego przyjaciela, a później chłopaka Przemka Dzienisa, który jest absolwentem łódzkiej Filmówki, zajmującym się fotografią artystyczną i mającym na swym koncie kilka wystaw, ale też kojarzonym ze zdjęciami robionymi dla Malemana czy Kikimory.

Od początku blog był działalnością artystyczną, starannie zakomponowanym komiksem, choć Fanny twierdzi, że jest również bardzo prywatny; – Nie jestem osobą, która się zwierza i lubi dużo mówić o sobie, ale znajomi uważają, że w „Pilules Polonaises” otworzyłam się bardziej, niż kiedykolwiek przedtem. Moja przyjaciółka napisała: „O, narysowałaś siebie! Nigdy przedtem tego nie robiłaś!”. To prawda, nigdy nie publikowałam swoich portretów, to bardzo prywatne.”

Prywatne są również zapiski, bo dotyczą codziennego życia Fanny. Jej pytania – na które starannie wyszukuje odpowiedzi, w głowie, w googlu i wśród znajomych – są proste: dlaczego zestaw warzyw, które wkładamy do zupy, nazywamy włoszczyzną? Kto by się spodziewał, że po Warszawie latają mewy i kormorany? Dlaczego warszawskie staruszki złoszczą się, przeklinają i są miłe tylko dla swoich piesków? Czy mamy sentyment do pamiątek po komunizmie? Po co młodzi mężczyźni tatuują sobie na skórze symbol Polski Walczącej z 1942 roku?

Do tego rysunki. Czasem zabawne, jak historyjka obrazkowa: dwie kobiety rozmawiają ze sobą na wernisażu, z kieliszkami wina w ręce. — A więc postanowiłaś teraz żyć w Warszawie? – Tak. – Hahahahaha… Czasami po prostu piękne, jak ilustracje szarych wron czy kamiennych niedźwiedzi, które autorka wyszukuje na mieście. W miarę upływu czasu liczba pytań, które Fanny sobie zadawała, zmalała z dwudziestu kilku do pięciu-sześciu w ciągu miesiąca, ale odpowiedzi uzbierało się tyle, że przyjaciele zaczęli namawiać ją, by wydała część bloga w formie książki. Fanny poszła więc na Mokotowską do Fundacji Bęc Zmiana („to była jedna z pierwszych wystaw, przed którą po przyjeździe do Warszawy przystanęłam, bo wyłożone były interesujące książki w kilku językach”) i zaproponowała, by zostali jej wydawcą. Po kilku miesiącach starań i szukania funduszy, we współpracy z wydawnictwem Noir sur Blanc, szwajcarskiej Fundacji dla Kultury „Pro Helvetia” i Instytutem Polskim w Paryżu, Bęc Zmiana wydała pod koniec grudnia ubiegłego roku trójjęzyczne – obok francuskiego oryginału, po polsku i angielsku – „Polskie pigułki”. Pierwszy tysiąc egzemplarzy sprzedał się w ciągu trzech miesięcy.

Zapytana o decyzję przyjazdu do Polski (w dodatku pod koniec października! Przypominam, że w ubiegłym roku śnieg stopniał w połowie kwietnia…) Fanny Voucher wyjaśnia; – Zrobiłam właśnie dyplom z ilustracji komiksów w Ecole des Arts Appliques, kończyła się moja umowa na wynajem mieszkania w Genewie. Było jasne, że muszę zacząć nowy etap. A ponieważ w Szwajcarii wynajęcie dobrego mieszkania w przystępnej cenie to zajęcie wymagające dużo czasu i starań, równie dobrze mogłam przedtem pojechać do Warszawy. Na długo? Nie myślałam w ten sposób, nie planuję tak dokładnie swego życia. Pomyślałam, że po prostu odwiedzę Pszemka (w tej wersji imię figuruje w blogu), z którym pisywaliśmy do siebie od dłuższego czasu, innych znajomych. Co będzie dalej? Zobaczę…

Nadal jeździ tramwajem po warzywa na targ przy Wiatracznej, zamawia racuchy w barze mlecznym, cieszy się z każdego nowego wegańskiego baru w mieście (jedno z pytań: Czy to nie dziwne, że w Genewie nie ma ani jednej wegetariańskiej restauracji, podczas gdy w Warszawie jest ich ponad tuzin???), pracuje jako wolny strzelec, a po południu spotyka się ze znajomymi albo chodzi po mieście. „Polskie pigułki” nie przyniosły jej dodatkowych ofert pracy, ale miała wernisaż swoich rysunków w galerii „Mito”, udziela dużo wywiadów. Nadal, na bieżąco prowadzi swój francuskojęzyczny blog: jeden z ostatnich wpisów, mój ulubiony, to ten z rysunkiem Młota, modernistycznego wieżowca z lat 70-tych, wybudowanego przy ulicy Smolnej, z widokiem na całe Powiśle i Pragę i pytaniem – Kto ma klucze od pomieszczeń na ostatnim piętrze?

„Polskie pigułki”, tak bezpretensjonalne i świeże w swych spostrzeżeniach, miłe w lekturze dla Polaków, rozchwytywane przez mieszkających w Warszawie cudzoziemców, spodobały się też za granicą. Pod koniec kwietnia Fanny Voucher wydaje swoje „Pilules Polonaises” w Szwajcarii, na początku maja – we Francji.

I czy to nie zabawne, że obywatelka zamożnej Szwajcarii przyjeżdża do Polski i stąd zaczyna międzynarodową karierę rysowniczki komiksów? (Nie, Fanny, nie przedrzeźniam Cię! No, może trochę…)

fot. Marek Pietroń

Tematy:

Nieprawidłowy email