PONIEDZIAŁEK? NIE TAKI STRASZNY!

Wstanie z łóżka nigdy nie bywa tak trudne, jak w pierwszy dzień tygodnia. Na myśl o powrocie do pracy chowasz się pod kołdrę. Lenistwo? Byłoby pięknie, ale twarde fakty mówią co innego. Co piąte samobójstwo i co trzeci zawał wydarzają się w poniedziałek rano. Spokojnie. Na ten stres są sposoby.

Getty Images/Flash Press Media

„Ósma piętnaście, od razu kaszlę” wyznaje w swojej piosence „Nie lubię poniedziałków” raper Adam Ostrowski. I nie jest sam. Bob Geldof śpiewał o tym 30 lat temu w słynnym hicie „I Don’t Like Mondays”, a rok później tytuł „Nie lubię poniedziałku” otrzymała pamiętna komedia Tadeusza Chmielewskiego. Początek tygodnia cieszy się złą sławą. Niezależnie od czasów i miejsca na Ziemi, kojarzy się z obniżeniem nastroju, przytłoczeniem i stresem. Z furą papierów na biurku, groźnym szefem czy trudnym klientem, do któremu po weekendzie znów trzeba stawić czoło. Na krakowskim Zwierzyńcu jest nawet ulica pod nazwą Poniedziałkowy dół. I wszystko byłoby dobrze, gdyby wystarczyło się z tego pośmiać. Statystyki są jednak alarmujące.

Fatalna sława…

…poniedziałkowego przedpołudnia nie wzięła się z nikąd. Niemieccy naukowcy z Uniwersytetu w Bonn zbadali 5 tys. 600 „sercowców” i odkryli, że w tym momencie tygodnia ryzyko wystąpienia zawału jest o 33 proc. wyższe niż w inny dzień. Bo stresy związane z pracą wracają do nas wtedy ze zdwojoną siłą po dwóch dniach wolnego, w ciągu których niekoniecznie się zrelaksowaliśmy. Inny test, przeprowadzony przez zespół dra Richarda Steina, kardiologa z Beth Israel Medical Center wykazał, że najbardziej niebezpieczne w poniedziałek są trzy pierwsze godziny po przebudzeniu. Mamy podwyższony poziom hormonu stresu kortyzolu i gęstszą niż później krew, skłonną do tworzenia skrzepów. O tym, że „szewski poniedziałek” potrafi dać w kość mówi też John McIntosh, profesor psychologii na Uniwersytecie Indiana, który przeanalizował dni tygodnia pod względem liczby samobójstw. Najmniej popełniamy ich w sobotę. Najwięcej - bo aż o 10 proc. więcej niż wynosi średnia dla tygodnia – w poniedziałek. Zanim jednak dojdzie do ostateczności, przechodzimy kolejne stadia zestresowania i przemęczenia pracą, na które niestety nie reagujemy.

Na jakim jesteś etapie?

Jak napisał pewien satyryk, poniedziałek to dzień długi już z samej nazwy. Charakterystyczny splin tego dnia, odczuwają prawie wszyscy pracownicy. Zaczyna się od fazy pierwszej - lekkiego zniechęcenia w drodze do pracy. To znak, że w zawodowych sprawach coś przestało działać. Brakuje nowych wyzwań, szef krytykuje, zapał do projektu słabnie, masz konflikt z klientem. Może praca zaczęła cię nudzić albo zbyt dużo bierzesz na siebie, nie potrafiąc odmówić. Jeśli na czas tego nie naprawisz, masz szansę przejść do fazy drugiej, czyli frustracji. W piątek będziesz wybiegać z biura na skrzydłach, odreagowywać w weekend, zażywając życia i nie myśląc o pracy, a w poniedziałek rano czuć głębokie przygnębienie. Faza trzecia to opuszczanie pracy w piątek w stanie roztrzęsienia, nieumiejętność zrelaksowania się w weekend i powracanie do niej w poniedziałek w podobnym stanie. Faza krytyczna w najcięższej postaci objawia się bezsennością z niedzieli na poniedziałek. Wtedy ciężko dobrze pracować, nie mówiąc o satysfakcji z życia.

– Poniedziałkowy stres jest czymś naturalnym, gdy jego optymalny poziom mobilizuje do działania. Problem pojawia się, gdy napięcie z biegiem czasu eskaluje, sięgając zenitu – mówi psycholog i psychoterapeutka Żaneta Żukowska z Centrum Spotkań Pozytywnych w Warszawie. – Ale nawet jeśli sytuacja zabrnęła daleko, nie znaczy, że nie można jej odwrócić.

Umiejętnie zamknij tydzień

Pamiętaj, że to, z jakim poziomem satysfakcji opuścisz pracę w piątek, odbije się na jakości najbliższego poniedziałku. Spiętrzone, nie załatwione sprawy czy nie rozstrzygnięta różnica zdań między tobą a współpracownikiem… Jeśli będziesz uciekać od tego w uroki weekendu, dogoni cię to po przekroczeniu progu biura w poniedziałek i uderzy ze zdwojoną siłą. Poza tym, nawet jeśli myślisz, że w taki weekend odpoczniesz, jesteś w błędzie. Nawet jeśli tego nie czujesz, nie załatwione sprawy zalegają w tyle twojej głowy. Żeby o nich nie pamiętać, zagłuszasz stres towarzystwem, używkami, nadaktywnością. O spokój najtrudniej. Co z tym fantem? Planując tydzień pracy, uczyń piątek dniem „czyszczenia spraw”. Ugoda z klientem, dokończenie rzeczy, które leżą odłogiem, zaległe mejle. Jeśli to zależy od ciebie, nie zaczynaj tego dnia niczego nowego. Dobrze też zastosować strategię koleżeńskiego uczynku. Zrób coś miłego dla kogoś. Najlepiej dla osoby, która nie posądzi cię o interesowność. Poświęć jej dwadzieścia minut. Dużo? Efekty będą niewspółmierne. Może to być pomoc w czymś, co sprawia komuś kłopot albo zrobienie herbaty temu, który nie wyściubia nosa zza biurka. Zakończysz tydzień poczuciem wpływu na relacje i atmosferę w pracy. Dobrze przed wyjściem posprzątać swoje miejsce i spisać na kartce najważniejsze trzy rzeczy do zrobienia w przyszłym tygodniu. W poniedziałek zastaniesz rzeczywistość służbową ogarniętą i wstępnie zaplanowaną. To cię uspokoi.

Moc weekendu

Podobno jesteśmy narodem, nie potrafiącym wypoczywać. W statystykach na tle Europy plasujemy się na jednym z ostatnich miejsc. Tymczasem, relaks w weekend powinien być na tyle solidny, by nasze tkanki choć na kwadrans uzyskały tzw. minimum energetyczne. W takich chwilach wzmacniamy organizm i „ resetujemy” nerwy. Co nas wprowadzi w taki stan? Intensywny sport przez godzinę, długi, szybki spacer albo spotkanie towarzyskie, zapewniające godzinę szczerego śmiechu. Według uznania wybrać można głęboką medytację, mocny masaż relaksujący lub… czuły, kilkugodzinny seks. Po takich czynnościach ciało wchodzi w minimum energetyczne na kilka godzin. Wprawdzie w weekend czeka nas moc atrakcji, dla niektórych jednak pracujący poniedziałek zaczyna się już w sobotę. Planują pracę, nadganiają zaległości, wpadają na pomysły, dorabiają. Pięknie, ale nie teraz. Weekend to czas na zadbanie o bliskich i zdrowie. Rozrywki, teatr, koncert, sprzątanie, wycieczka będą doskonałe. Od zaglądania ukradkiem do terminarza lepsze będzie nawet oglądanie telewizji. Dobre rezultaty przyniesie też tzw. „nicnierobienie”, czyli „dolce far niente”, zapożyczone od zrelaksowanych Włochów. Warto pomyśleć o diecie antystresowej. Wybierajmy produkty z paletą witamin B, potasem i magnezem. Planujmy 5 posiłków dziennie. Najlepiej, żeby zimą przynajmniej trzy były na ciepło.

Antystresowe planowanie

Plan pracy na tydzień rób najlepiej jeszcze w piątek (w ostateczności w poniedziałek godzinę przed rozpoczęciem służbowych aktywności). Nie wpisuj najważniejszych spotkań i najtrudniejszych zadań w pierwszy dzień tygodnia. Znajdź na nie miejsce w środę i pozwól sobie rozkręcać siły powoli. W poniedziałek poświęć czas na wszystko co spośród rzeczy do zrobienia najprzyjemniejsze. Strategia „od poniedziałku na głęboką wodę” niekoniecznie wychodzi na zdrowie. Na ogół od razu wpadamy w duży stres i do końca tygodnia jesteśmy mało wydajni. Świadomość frajdy w poniedziałek całkiem inaczej ustawi nas już od piątku. Istotne też, by na początek tygodnia nie planować wielu domowych zajęć popołudniowych. Raczej kino.

Znajduj napęd w czymś innym niż stres

„Jeśli myślisz, że żyjący bezstresowo ludzie o łagodnym usposobieniu nie są w stanie osiągnąć niczego wielkiego w życiu, jesteś w błędzie. Nie zadręczaj się drobiazgami” pisze amerykański psychoterapeuta Richard Carlson. I ma na myśli tych, których stres napędza. Być może w firmie nic szczególnie trudnego się nie dzieje, a twój poniedziałkowy skurcz brzucha jest nawykowy. Słowem „nakręcasz się” już od niedzieli wieczór, automatycznie szukając powodów do zdenerwowania. Po to, by kolejnego dnia i przez cały tydzień działać w szybkim tempie. Uwaga. Z adrenaliną jest jak z narkotykiem. Coraz więcej jej trzeba, by pobudziła. Nie tędy droga.

Poczynając od dzisiaj twórz nową motywację do pracy. Nie tylko kijek w postaci stresu zdaje egzamin. Lepiej pracować dla marchewki i pod wpływem inspiracji. Efekt będzie nie tylko szybki, ale też prawdopodobnie bezbłędny. Wiesz, że stres zawęża świadomość? Pod wpływem negatywnego napięcia nie stworzysz niczego równie kreatywnego, co w spokoju i z ochotą. Niezależnie od tego, jak trudne masz otoczenie, zadanie czy szefa, wypisz na kartce powody, dla których przyjemnie jest oddawać się urokom zajęcia, jakie wykonujesz. Weź pod uwagę zarówno własne talenty, umiejętności, relacje z innymi. Potem zapisz konkretne zadanie do wykonania i wszystkie najcudowniejsze rzeczy, które mogą się wydarzyć lub które możesz dostać, gdy wykonasz robotę świetnie. Czytaj tę listę za każdym razem, gdy nie konstruktywne myśli pukają do twojej głowy.

Zlokalizuj źródło stresu i pracuj nad nim

Jeśli nie wyrwiesz zęba w dzień, rozboli cię w nocy. Na podobnej zasadzie działa stres. Jeśli nie rozwiążesz swoich długofalowych problemów w pracy, cotygodniowy poniedziałkowy atak paniki i niechęci nie opuści cię. Zlokalizuj gdzie leży problem. W tobie, w zwierzchnikach, w kiepskiej organizacji czasu a może w jednej z twoich służbowych relacji? Sformułuj problem, zawierając go w jak najmniejszej liczbie słów. Potem stwórz plan naprawczy. Jeśli masz z tym problem, poproś o poradę do profesjonalnego coacha.

Twórz poza biurem kotwice bezpieczeństwa

Praca nie może być w życiu wszystkim. A do takiej właśnie postawy ma skłonność pokolenie X, czyli ludzie urodzeni w latach 1962-1980. Biznes, kariera, stan posiadania, pieniądze gwarantujące status społeczny to często główne wartości, na jakich opierają swoje życie. Wśród nich znajdziemy najliczniejszą grupę poniedziałkowo zestresowanych. Należysz do niej? Zadaj sobie pytanie. Co bym robił, gdyby pieniądze nie były dla mnie ważne albo gdyby nie istniały. Niezależnie od tego, czy w odpowiedzi pojawi się gra na skrzypcach, prowadzenie antykwariatu, wspinaczka, gry fabularne czy grzybobranie, inwestuj w to regularnie swój czas wolny. Oddając się spontanicznie temu, co sprawia nam frajdę, tworzymy dla siebie bezpieczne zaplecze wolne od stresu i dające dystans od spraw zawodowych.

Blue Monday

…to wprowadzone przez angielskiego psychologa Cliffa Arnalla z Cardiff University określenie najbardziej depresyjnego dnia w roku, przypadającego w poniedziałek ostatniego pełnego tygodnia stycznia. Uczony uwzględnił tu czynniki meteorologiczne, czyli krótki dzień i niskie nasłonecznienie, psychologiczne, czyli świadomość niedotrzymania postanowień noworocznych oraz ekonomiczne. Czas, który upłynął od Bożego Narodzenia powoduje, że kończą się terminy płatności kredytów związanych z zakupami świątecznymi.

Tematy:

Nieprawidłowy email