Plany? Są mi niepotrzebne

Marzyła, że będzie lekarzem. Próbowała swoich sił jako piosenkarka, ale w finale została prezenterką telewizyjną. I chyba dokonała dobrego wyboru, bo widzowie pokochali tę drobną brunetkę o miłym uśmiechu. W rozmowie z Pauliną Sykut pytamy, czy w jej życiu zawsze świeci słońce, dlaczego mówi tyle o mężu i w jakiej intencji zmawia codzienną modlitwę. Spokojnie, pytanie o dzieci też pada.

mwmedia

Wykurzają cię pytania o bycie pogodynka?

Jest to cześć zawodu, który wykonuję, więc byłoby to dość dziwne, gdybym reagowała na pytania o moją pracę nerwowo. Zawsze staram się prezentować pogodę na swój sposób i udaje mi się to, bo formuła prezentowania pogody w Polsce nie jest już "sztywna". Robię wywiady, pokazuję ciekawe miejsca, więc jestem reporterem, prezenterem telewizyjnym. Mam duży dystans do mojej pracy i robię masę rzeczy, które odbiegają od pogody. Prowadzę "Must Be The Music". Myślę, że ludzie nie patrzą na mnie wyłącznie przez pryzmat pogodynki.

Często jesteś nazywana przez media "uroczą".

To bardzo miłe (śmiech). Bo urocza, to nie słodka! Pamiętam że po pierwszym sylwestrze, który prowadziłam z Tomaszem Kammelem, powiedział o mnie: “mała ma jaja” (śmiech). Coś w tym jest, bo chętnie podejmuję trudne zawodowe wyzwania. Jestem zarazem silna i delikatna.

Mówisz szczerze, że nie jesteś taka słodka? Nie wyobrażam sobie ciebie przeklinającej.

Coś ty! Potrafię rzucić mięsem!

Jakie masz ulubione przekleństwo?

Jest jedno… W tej sytuacji nie wypada mówić!

Podobno jako mała dziewczynka byłaś cała w siniakach i strupach, bo się często wywalałaś. Byłaś pierdołą czy chłopaczarą?

Byłam dziewczynka, która stawiała nóżki do środka i cały czas się o nie potyka. Miałam takie strupy na kolanach, że raz moja mama zabrała mnie do lekarza, aby coś z nimi zrobić (śmiech). Pierdołą na pewno nie byłam. Byłam wrażliwcem, który wychowywał się z braćmi. Musiałam sobie z nimi radzić. Na dobre mi to wyszło.

Masz już na karku skończone 30 lat. Martwi cię to?

Wcale, choć czasem zapominam, ile mam lat. Żyję w biegu, bywam bardzo zmęczona, ale czuję się jak 20-latka? Z wiekiem tylko coraz częściej dopada mnie refleksja, że czas biegnie coraz szybciej i szkoda go marnować.

Ale z wiekiem zmienia się również nasze ciało, co jest dużym dowodem dla każdego z nas na to, że się starzejemy.

Można temu zapobiec w bardzo łatwy sposób – sportem, dietą. Udało mi się zahamować ten proces. Chodzę na siłownię, dużo biegam, biorę udział w maratonach i triathlonach. To też moja odskocznia od pracy, mój sposób na oddech..

To dlatego jesteś taką chudziną.

Jestem chudziną, ale wysportowaną! (śmiech) Gdy przygotowuję się do maratonu, ćwiczę codziennie.

A zmarszczki, które się pojawiają?

Zupełnie nie boję się procesu starzenia. Dbam o siebie. Chodzę do kosmetyczki. Są to zabiegi nieinwazyjne, a pielęgnacyjne. Zawsze używałam odpowiednich kremów. Każdy z nas powinien się w pewnym momencie przebudzić i zrozumieć, że trzeba o siebie dbać, zwyczajnie, tak dla siebie! Ja tak miałam. Już jako nastolatka stosowałam kremy nawilżające, balsamy. Inwazyjne zabiegi odkładam na później.

Ale byłabyś w stanie zrobić sobie operację?

Na pewno nie odessałabym sobie tłuszczu czy powiększyła piersi. Możliwe, że w wieku 60 lat będą opadać mi powieki i nie będę w

stanie otworzyć oczu. Wtedy pomyślę, czy nie iść pod skalpel. Popieram zabiegi tego typu, jeżeli są one wykonywane w odpowiednim wieku. Nie popieram natomiast młodych dziewczyn, które pompują sobie wszystko, a w finale wyglądają dość dziwnie. Medycyna estetyczna jest dla osób, które tego rzeczywiście potrzebują.

Gdy słyszysz słowo "luksus", co pojawia ci się w myślach?

Luksus kojarzy mi się z bogactwem. Luksusem są drogie samochody, ogromne apartamenty w centrach wielkich miast oraz czas, który jest zawsze w niedomiarze.

Jesteś kobietą, która umie powiedzieć o sobie, że lubi luksusu?

Zawsze przyznaję się do wszystkiego. Trochę śmieszą mnie hipsterzy, bo udają, że ich moda nie dotyczy, a naprawdę są bardzo blisko mody. Nie cierpię zachowań tego typu. Dla mnie luksus nigdy nie był najważniejszy, nie dążę do niego. Niespecjalnie lubię otaczać się bardzo drogimi przedmiotami. Jeansy za kilka tysięcy czy samochód za kilkaset tysięcy złotych są dla mnie skrajną głupotą.

A pamiętasz chwilę, kiedy pozwoliłaś sobie zaszaleć tak na maksa?

Zakupy robię w granicach zdrowego rozsądku. No, ostatnio pozwoliłam sobie na torebkę znanej i drogiej marki, ale jej cena nie była z serii tych zawrotnych.

15 tysięcy złotych?

Nie! Była dużo, dużo tańsza.

Jesteś pragmatyczna?

Słyszałam, że ludzie, którzy wiedzą więcej, mniej potrzebują do życia.

Paulino, pamiętasz chwilę, kiedy pomyślałaś o niej: "to jest coś wyjątkowego!"?

Mój ślub i moment, gdy stałam razem z Piotrem przed ołtarzem. Tego nie da opisać się słowami. Zawodowo było kilka takich momentów, kiedy stałam na scenie i doznałam olśnień, że jest fantastycznie i spełniam moje najskrytsze marzenia.

Miałaś wtedy wrażenie, że jesteś królową świata?

Wraz z momentem, kiedy unoszę się nad ziemią, staram się szybko na nią wrócić. Takie „podróże” dla nikogo nie kończą się dobrze. Poza tym mam w sobie dużo pokory i szacunku do wydarzeń dziejących się wokół mnie, a to nie pozwala mi zwariować. W ogóle niewiele rzeczy jest w stanie oderwać mnie od rzeczywistości. Mocno stąpam po ziemi.

A wyobrażasz sobie życie bez kamer?

Uwielbiam swoją pracę, ale mam nadzieję, że nigdy nie poczuję pustki, kiedy będę pracować mniej. Sfera rodzinna nigdy nie stanie się dla mnie mniej ważna. Nie miałabym nic przeciwko prowadzeniu z moim mężem przytulnej knajpki w jakimś ciepłym zakątku świata. Tak też sobie wyobrażam starość. Ale jak to będzie? Nie wiem. Nie warto snuć scenariuszy na życie. Trzeba mieć marzenia i je realizować. Bo przecież los potrafi przynieść rzeczy zupełnie niespodziewane. Działanie według schematu nigdy się nie sprawdza.

Afirmujesz swoje marzenia?

Modlę się codziennie. Spotyka mnie w życiu tyle dobrego. Dziękuję za to Bogu.

Do dość odważne wyznanie.

Nie boję się ocen innych ludzi. Żyjemy dla siebie i swoich bliskich. Opinię, że jestem beznadziejna, bo się modlę, zupełnie mnie nie

interesują. Wrogowie zawsze byli i będą, a szczególnie w naszym środowisku.

Nie miałaś nigdy ochoty zemścić się na kimś?

Ochotę… Oczywiście, że miałam, ale nigdy się nie zemściłam, bo nie prowadzi to do niczego.

Będziesz więc udawać, że twój wróg jest dla ciebie powietrzem?

Nie patrzę na innych jak na wrogów. Mam dobre relacje z ludźmi, z którymi pracuję. Po za tym wcale nie jest tak, że dookoła są same źle i zawistne osoby. W pracy spotykam wielu wspaniałych, szczerych, dobrych ludzi, bardzo pracowitych, pełnych pasji. To oni stanowią fundament ważnych programów TV.

Sukces boli nas - Polaków?

Nie można wszystkich stawiać pod jedną kreską. Ludzi spełniających się życiowo czy zawodowo cieszą sukces innych. Tych zakompleksionych, niespełnionych trawi zazdrość.

Często w wywiadach mówisz dużo o swoim mężu. Takie odkrywanie prywatności jest również bardzo niepolskie.

Mój mąż jest dla mnie powodem do dumy i dlatego o nim mówię. To dla mnie naturalne.

Nadal myślisz o swoim mężu jako posiadaczu najładniejszego uśmiechu na świecie?

Piotr jest dla mnie najładniejszy, najfajniejszy i najmądrzejszy.

Pozwalasz sobie czasem na niewinny flirt z innymi mężczyznami?

Czystość w związku jest dla mnie bardzo ważna i nie wyobrażam sobie, że może ktoś może się wkraść między mnie i Piotra.

Masz pewność, że twój mąż to miłość na wieki?

Mam taką pewność.

Mówiąc to rozmarzyłaś się.

Mam w swoim mężu ogromne wsparcie. Wiele ludzkich istnień kończy się, bo nie mają kogoś bliskiego sercu.

Każdemu człowiekowi potrzeba jest miłość?

Ludzie są różni, ale większości tak. Jednakże teraz każdy łatwo rezygnuje z uczucia, gdy pojawiają się problemy, a to błąd.

Piotr to też twój najlepszy przyjaciel?

Największy.

Ile razy byłaś zakochana w życiu?

Raz.

Jakie masz niespełnione jeszcze marzenia?

Chciałabym, żeby wszyscy moi bliscy byli zdrowi. Może to brzmi banalnie, ale dzięki temu można zrobić wszystko!

Ile masz dzieci w marzeniach?

Tyle, ile Bóg da (śmiech). Chyba fajnie byłoby mieć z dwójkę pociech. Zawsze śmieszą mnie pytania o planowanie dziecka. Wiesz dlaczego? Bo nie wyobrażam sobie wpisać słowo "dziecko" do kalendarza.

To kiedy je planujesz?

(śmiech) Wkrótce!

Zdradź mi teraz, jak ty to robisz, że zawsze dobrze wyglądasz. I to nawet o 6.00 rano!

Liczy się dobra organizacja. Gdy mam poranki, muszę wstać o 4.30. Nigdy nie zdarza mi się przestawić budzika. Mam już naszykowane ubranie, kanapki czekają w lodówce, nawet wodę w czajniku mam już nalaną. Rano szykuję się do pracy maksymalnie 30 minut.

I ty mówisz, że nie lubisz planować!

To nie jest planowanie, a przygotowanie się. Nawet moje koleżanki zaczęły praktykować moje rady.

W twoim życiu teraz świeci słońce czy jest czasem deszcz?

Świeci, świeci, a jeśli pojawia się deszcz, to tylko przelotny.

Mocne to słońce?

Bardzo. Słoneczko Polsatu, jak wiesz! (śmiech) A mówiąc serio, mam nadzieję, że będzie świecić wiecznie. Jej! Przeszedł mi ból głowy właśnie. Jak widać, taki seans terapeutyczny czasem dobrze robi! (śmiech)

Tematy:

Nieprawidłowy email