Pary skazane na porażkę?

Toksyczne związki, paradoksalnie, bywają trwalsze od tych, w których ludzie się szanują i cenią. Dlaczego?

Getty Images/Flash Press Media

Bo partnerzy w sposób chory przylegają do siebie. Bo zadawanie sobie bólu wiąże, a oni nie potrafią inaczej. Zaradna i mądra kobieta tkwi w „układzie”, w którym zamiast ciepła, bezpieczeństwa i wsparcia dostaje poczucie zagrożenia i poniżenie. Patologię więzi tworzą ludzie w każdym środowisku. Można ją znaleźć również tam, gdzie nie ma alkoholu i bezrobocia. W willowych dzielnicach, na prestiżowych uczelniach, w tak zwanym „dobrym towarzystwie”.

Mówi się, że faza zakochania – zauroczenia trwa dwa lata. Potem płynnie przechodzi w intymność i zaangażowanie. Wtedy miłość staje się pełniejsza. Prawda jest taka, że wzorcowy model zdarza się rzadko. Są ludzie, którzy nie potrafią być blisko. Po 2-3 latach związku wchodzą w stan kryzysu, który trwa nawet całe życie. Wyniszczają i udręczają siebie nawzajem. Scenariusz komedii romantycznej zamienia się w horror. Szwajcarski terapeuta, psychoanalityk Jürg Willi w swojej książce „Terapia pary” opisał kilka typów relacji, tworzonych przez ludzi, którzy – mówiąc najogólniej – nie dostali w dzieciństwie tego, co im się należało – bezpieczeństwa i bezwarunkowej miłości. Przez całe życie próbują to nadrobić, a prawda jest taka, że bezwarunkowa miłość jest możliwa tylko w relacji rodzic – dziecko. Mogą też chcieć się zemścić na swoim partnerze za krzywdy wyrządzone rodziców. Jak?

Uroczy mężczyzna mający zaborczą matkę, której nie potrafił się przeciwstawić karze swoją żonę, zachowując się jak zbuntowany małolat wymagający wszystkiego, nie dający niczego. Kobieta, która była „córeczką tatusia”, zamiast szukać partnera dla siebie, wybiera męża, który nie podoba się jej, tylko ojcu. Konfiguracji jest wiele. Czy na pewno? Willi mówi w swojej książce o koluzjach – tak nazywa typy patologicznych relacji.

Wylicza: koluzję oralną, analno-sadystyczną, falliczno-edypalną, narcystyczną. Jej nazwy pochodzą od faz rozwoju dziecka, które nazwał jeszcze Zygmunt Freud. Każdy etap życia uczy małego człowieka tzw. kompetencji emocjonalnych, dzięki, którym może potem kochać, pracować, mieć przyjaciół. Jeśli coś poszło nie tak, mamy w życiu pod górkę i zamiast tworzyć bliskości, tworzymy koluzję.

Mama i synek

Wspólne życie Sabiny i Roberta było jak świetnie prosperująca firma do czasu pojawienia się dzieci. Wtedy Sabina, mistrzyni logistyki przestała już sobie radzić. Jako prawniczka w korporacji nie mogła zażądać ani urlopu wychowawczego, ani pracy na pół etatu. Skarżyła się koleżankom, że podpiera się nosem. Robert z kolei zachęcał bezdzietnych kolegów do rodzicielstwa, twierdząc, że bycie ojcem niczego nie zmienia i człowiek dalej może żyć, jak poprzednio. Jako dziennikarz-freelancer i człowiek wielu pasji miał pracę. Niezależnie od tego emocjonalnie był nieobecny – non-stop siedział przed komputerem wymyślając projekty, konspekty itp. Dzieci były na głowie żony. Podobnie, jak kredyt we franku, rachunki, zakupy, gotowanie… itp. Do Sabiny dotarło, że nie ma dwójki, a trójkę dzieci. Robert zachowywał się jak wściekły nastolatek, któremu „mamusia” czyli Sabina powinna zapewnić bezpieczeństwo. Nie interesowało go nic poza swoją pracą i portalami społecznościowymi, od których był specem. Zwalał na Sabinę odpowiedzialność za wszystko – począwszy od kupna mieszkania, skończywszy na wyborze przedszkola dla dziecka.

Początkowo odpowiadało jej wycofanie Roberta, bo czuła, że dzięki temu ma wszystko pod kontrolą. Poza tym wierzyła, że nigdy jej nie zostawi, bo „jak on sobie poradzi”. Jürg Willi nazywa to koluzją oralną. Para, która funkcjonuje jak mamusia i synek nie potrafi tych ról oddać. Ona wyręcza, a on miga się od partnerstwa. Gdy zmęczona życiem się buntuje, on czuje się niezrozumiany. Zwykle pary takie, albo trwają w tym nieproporcjonalnym układzie, albo synek zamienia mamusię na inną.

Sadysta z masochistą

W tego typu koluzji nie chodzi oczywiście o sado-masochistyczny seks, tylko układ, w którym jedno stosuje przemoc, niekoniecznie fizyczną, a drugie uważa, że nie zasługuje na więcej. Iza powtarzała zawsze, że „Nie można mieć wszystkiego”. Z czasem okazało się, że nie miała niczego, nawet szacunku do samej siebie. Jak to ambitna kobieta, która zrezygnowała z pracy zawodowej, szybko zorganizowała sobie życie tak, że „Perfekcyjna pani domu” mogłaby jej pozazdrościć. Koleżanki uważały ją za szczęściarę, bo ma faceta, który nie dość, że zarobi, to jeszcze potrafi zająć się domem i dzieckiem. Ale tylko ona wiedziała, ile ta gra pozorów kosztuje.

Tomek nigdy nie był z niej zadowolony i chociaż uchodził za człowieka z poczuciem humoru, w domu wesoło nie było. Gdy tylko przekraczał próg dostawał szału. Wyżywał na niej i córce – tresował i strofował. Prawie czterdziestoletnia kobieta i dziesięcioletnia córka bały się go, choć nigdy ich nie uderzył. Twierdził, że w domu jest syf, bo na listwie przypodłogowej znalazł kurz, że pieczeń, którą Iza zrobiła to wiór, że jest nieodpowiedzialna, bo za prąd zapłaciła dwa dni po terminie, że nieustannie tyje i powinna przejść na dietę… Iza żyła w nieustającym napięciu. Wstawała godzinę przed nim, żeby na stole pojawiło się śniadanie, a ona sama miała już makijaż. W domu była zawsze przed nim, bo gdyby zostawiła filiżanki po kawie na marmurowym blacie, usłyszałaby, że nie szanuje niczego. Tomek wciąż powtarzał, że Iza nie potrafi być za nic wdzięczna, że on poświęca się dla rodziny i nie ma dla niego za grosz szacunku. Iza robiła wszystko, żeby zadowolić męża. Zerwała kontakty z koleżankami, bo przestała mieć czas, całe życie kręciło się dookoła Roberta. Jej małżeństwo przypominało więzienie, a mąż strażnika. Ale jak udowodnić przemoc psychiczną, gdy jest się niepracującą żoną dyrektora, mieszkającą w luksusowej willi pod Warszawą? Poszła po antydepresanty. Zachęcona przez psychiatrę do terapii powiedziała, że „nie można mieć wszystkiego”.

Córeczka tatusia

Marcie trudno było zaufać rówieśnikom płci przeciwnej. Poza tym, facet to musi być ktoś, a nie chłopak na dorobku. Jako córeczka pana profesora z szacownej uczelni wyniosła z domu przekonanie, że zasługuje na coś lepszego. Mimo, że w wieku 32 lat została dyrektorem marketingu i ekonomicznie była samodzielna, to interesowali ją tylko panowie ok. pięćdziesiątki. Z kasą. Wyszła za mąż za rozwodnika, Szweda, Andersa. Podziwiała go za wiedzę, klasę i styl. Tylko on mógł dorównać jej ojcu. Zamieszkali w Polsce, choć on często bywał u siebie w kraju z powodu interesów. Życie z Andersem kręciło się dookoła jego pracy i pasji – był kolekcjonerem dzieł sztuki i antyków. Szybko sama poczuła się jak antyk. Seks początkowo raz na tydzień zmienił częstotliwość raz na kwartał, potem raz na pół roku.

Anders nie miał większych potrzeb, również takiej, żeby posiadać dziecko. Nawet na kota nie mogła go namówić. Marta zorientowała się, że w małżeństwie pełni rolę gejszy. Ma męża zabawiać i być niczym trofeum. Bo ładna, mądra, wykształcona i zaradna. Mimo związku z Andersem, dawała szanse innym poszukiwaczom gejsz. Flirtowała, uwodziła, choć nie romansowała. Powtarzała, że „najważniejsza jest aura i klimat przed pójściem do łóżka, bo potem to już tylko śmieszne ruchy”. Seks służył jej do osiągnięcia celu, którym nie było poczucie bliskości, tylko bycie zaopiekowaną. Trochę też jakby szukała partnera do dyskusji dla swojego taty, sama nie musiała już w niej uczestniczyć. Na jednym z luksusowych bankietów poznała konesera win - 60-letniego mecenasa, wdowca. Po wspólnym weekendzie w Paryżu i Barcelonie poczuła, że to jest jej prawdziwy królewicz z bajki. Lepszy od nieobecnego Andersa. Edward imponował jej bardziej, pozwalał odgrywać rolę zafascynowanej „córeczki”, która uznaje, że „tatuś” i tak wie wszystko lepiej. Willi nazywa koluzją falliczno-edypalną. Takim kobietom trzeba imponować, nawet samodzielne finansowo nie są niezależne emocjonalnie i intelektualnie, trochę jak śpiące królewny czekające na królewicza-wybawcę.

Duet narcystyczny

Mogłoby się wydawać, że osobą narcystyczną jest ktoś, kto zachwyca się swoją urodą, ale to coś więcej. To skupienie wyłącznie na sobie i swoich potrzebach, zwykle kosztem innych. Patryk poznał swoją żonę Basię jeszcze na studiach doktoranckich, gdy wykładał na prywatnej uczelni. Była jego najpilniejszą i najładniejszą studentką. Pięć lat starszy Patryk był, w jej przekonaniu, mądrzejszy, bardziej zaradny. Rozkręcał firmę, pisał książki i robił karierę naukową. Do tego zwierzęco męski. Kobiety za nim szalały. Czuła się dowartościowana tym, że wybrał właśnie ją! O pierwszym romansie Patryka dowiedziała się przypadkiem. O drugim, wertując jego maile. O trzecim nie chciała wiedzieć, bo była w ciąży. Znalazł się życzliwy. Miała jednak przekonanie, że dziecko ich połączy. On sam też tak twierdził. Ale poza niedzielnym spacerem nie znajdował czasu dla rodziny. Patryk jest wyjątkowo zajęty. Na różne sposoby np. uwielbia męskie wypady do Ameryki Południowej i Azji. Nigdy nie brał pod uwagę towarzystwa żony. Wychodząc w tygodniu też nie, ucina pytania niby troską: „przecież i tak wolisz zostać w domu, kochanie”. I ma rację, Basia jest domatorką. Zostawił jej kartę kredytową – miała zrekompensować jego nieobecność. W pewnym sensie tak było, bo zaczęła przypominać gwiazdę filmową – ciuchy, botoks, sztuczne rzęsy, paznokcie i włosy. Jakby z braku pomysłu na siebie zainwestowała w Barbie-wygląd. Gdy synek skończył cztery lata Patryk odszedł do koleżanki z pracy. Wrócił po roku. Tamta powiedziała: dość.

Barbara nigdy tego nie zrobi. Choć wykształcona, ma przekonanie, że największym jej życiowym sukcesem jest Patryk. Tylko dzięki niemu jest kimś i ma coś. Choć pracuje i dobrze zarabia, ma znajomych, nie bierze pod uwagę życia bez męża.

Dlaczego o takim związku mówi się narcystyczny? Bo narcystyczna osoba, jaką jest Patryk, wybiera sobie podobną, tyle, że rewers siebie, dowartościowującą się jego sukcesami. Uzależnienie od drugiego człowieka, który skupia się wyłącznie na własnych potrzebach, to też rodzaj narcyzmu. Patryk poszukuje uwielbienia i je dostaje, ale niczego nie oddaje, bo to on jest w relacji najważniejszy. Basia wie, że to nie fair, ale mówi, że to miłość. Prawdziwa.

Tematy:

Nieprawidłowy email