Moda w czasie wojny

Czerwona szminka w czasie kryzysu? Sukienka z wykrochmalonym kołnierzykiem na pogorzelisku? Kolorowa broszka i modna fryzura na zgliszczach zbombardowanego miasta? Życie pokazało, że czysta bluzka i staranny makijaż to w sytuacjach ekstremalnych jedyne kotwice, które łączyły – i wciąż łączą - kobiety z normalnością. Z życiem.

vintag.es

Warszawa

Kilka tygodni temu, przy okazji 70-tej rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim internet obiegły archiwalne zdjęcia z ulic ówczesnej dzielnicy żydowskiej. Na zdjęciach widzimy kobiety niczym wyjęte z paryskiego żurnala z lat 40. Są eleganckie, uśmiechnięte, starannie uczesane i ubrane w najlepsze sukienki. Pozują na rikszach lub spacerują z równie eleganckimi młodzieńcami. Jak to możliwe? Czy naprawdę w czasie wojny ludzie mieli czas i głowę do tego, żeby myśleć o nowej sukience i czystej koszuli? Czy zdjęcia były prawdziwe? A może ktoś pomylił miasta? Sytuacje? Może to jakaś mistyfikacja, fotomontaż? Nie, to działo się naprawdę. Okazuje się, że w trudnych momentach, szczególnie tych, które zagrażają naszemu życiu chcemy trzymać się go najmocniej. Chcemy utrzymać pozory normalności, bo tylko ta normalność daje nam nadzieję na przetrwanie.

Przed wojną Żydzi stanowili 1/3 mieszkańców Warszawy, a kiedy wszystkich stłoczono w getcie zajmującym powierzchnię stanowiącą 4.5 % powierzchni miasta gęstość zaludnienia była tam dziesięciokrotnie większa niż w pozostałej części miasta. Ludzie mieszkali w skandalicznych warunkach, nieraz w 8 osób w jednej izbie, rozprzestrzeniały się choroby, umierano z głodu, wycieńczenia, bezsilności. Ci, którzy mieli w sobie choć trochę woli życia próbowali funkcjonować tak, jak przed wojną. Dziewczyny zdobywały cudem kupony wełny i szyły sobie nowe płaszcze, mężczyźni dbali o to, aby ich koszule były świeże i czyste. Zapisywano się do prowizorycznych salonów fryzjerskich i na manikiur, zelowano buty, nicowano płaszcze i w domowych warunkach robiono z kilku gałganków i filcu wymyślne kapelusze albo modne wówczas turbany z kolorowych szali. Na modne płaszcze przerabiano również męskie wełniane szlafroki obszywając je futerkiem lub skórą i dobierając ozdobne paski. Moda i modny wygląd stały się odskocznią od przerażającej rzeczywistości. Były bronią. Ludzie próbowali walczyć, również w ten sposób, pokazując, że są nieugięci, że wierzą i nie dadzą się złamać nawet w tak upodlającym miejscu jak getto. Sukienka w kwiatki była przejawem samoobrony, niegodzeniem się z rzeczywistością.Wszystko po to, aby choć przez chwilę zapomnieć i nie widzieć umierających na ulicach oraz nie czuć głodu i strachu przed jutrem. Próbowano udawać, że nic się nie zmieniło, że wciąż można chodzić do kawiarni na herbatę (która była tylko wrzątkiem z odrobiną słodu), albo lampkę wina (czyli wody zabarwionej sokiem z buraków). Działały teatry, kabarety i teatrzyki podwórkowe. W kawiarni „Sztuka“ występowała Wiera Gran, Diana Blumenfeld i Marysia Ajzensztadt, zwana słowikiem getta. Dużą popularnością cieszyły się tajne koncerty szopenowskie urządzane w prywatnych mieszkaniach. Od 1940 r. działał w getcie słynny teatr „Eldorado“, a w miejscu gdzie dziś znajduje się kino „Femina” otwarto teatr, w którym występowali znani żydowscy aktorzy. W uznaniu za ich grę nie dawano im kwiatów lecz... kanapki. Próbowano żyć jak za murami getta, próbowano w ten sposób walczyć z wojną i przeznaczeniem.

Fotografia ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

Warszawa. Ulica Mochnackiego na Ochocie. Widoczne modelki w strojach letnich, rok 1939.

Paryż

Zupełnie inaczej wyglądała sprawa mody podczas II wojny światowej w europejskiej stolicy elegancji i krawiectwa – Paryżu. Przede wszystkim stolica Francji nie ucierpiała tak potężnie jak Warszawa czy jakiekolwiek inne polskie miasto, armia francuska skapitulowała bardzo szybko, więc w mieście panował względny spokój. Oczywiście dochodziło do prześladowań Żydów, mnóstwo paryżan kolaborowało z okupantem, ale nastroje były inne. Choćby z tego powodu, że do Paryża Niemcy przyjeżdżali na urlopy i z uwielbieniem organizowali w nim parady wojskowe. Żołnierze niemieccy ochrzcili Paryż imieniem „la ville sans regard“ czyli miastem bez spojrzenia, bo większość jego mieszkańców odwracała wzrok mijając ich na ulicy. W wydanym kilka lat temu albumie „Les Parisiens sous l’Occupation“ („Paryżanie pod okupacją“) znajdują się kolorowe zdjęcia autorstwa Andre Zucca przedstawiające scenki z życia paryżan w okupowanej przez hitlerowców stolicy. I właśnie na nich wyraźnie widać jak ważną częścią życia mieszkańców była moda i nienaganny wygląd. Kobiety ubierały się z przesadną starannością, nosiły kapelusze zrobione z tego co znalazły w domu (kawałka poskładanej gazety zawiniętej w tiul, zaplecionej celuloidowej wstążki, rękawa starego futra, sztucznych kwiatów i owoców), wymyślały fryzury w taki sposób, aby nie niszczyły się po założeniu masek przeciwgazowych, wykorzystywały fragmenty męskich mundurów do stworzenia superkobiecych kreacji, nauczyły się nosić wygodne spodnie, a oszczędność zmusiła je do wylansowania mody na wąskie spódnice i małe dopasowane żakieciki. Do tworzenia mody wykorzystywano to, co było dostępne, tanie i nieostentacyjne; podeszwy butów robiono z drewna lub korka, a torebki z kawałków cienkiej sklejki, męskie koszule zwężano i haftowano w kolorowe, egzotyczne kwiaty. Niezwykle popularna (również w Polsce) stała się biżuteria z drewna. Wystarczyło dwie drewniane kulki połączyć sznurkiem, pomalować na czerwono i zawiesić na kawałku patyczka z umocowaną agrafką, aby stworzyć broszkę z wisienkami. Kiedy brakowało pończoch, na styl amerykański czarną kredką malowano na tylnej części nogi i łydki czarny szew, który dawał złudzenie... obecności pończoch. Ten pomysł wykorzystali w połowie lat 40-tych najsłynniejsi wówczas producenci kosmetyków – Max Factor i Helena Rubinstein. Ich „Liquid Stockings“ i „Stockings Lotion“ czyli „pończochy w płynie“ były czymś w rodzaju samoopalacza, którym malowano całe nogi. Po tym zabiegu nogi wyglądały jakby obleczone były w najmodniejsze i najcieńsze „nylony“. Wszystko po to, aby poczuć się lepiej, modniej i atrakcyjniej w wyjątkowo nieatrakcyjnych czasach.

vintag.es

Zdjęcie z czasów okupacji Francji przez Niemcy, lata 1940-1945.

Przejawy walki z beznadzieją i szarzyzną można zaobserwować również w czasach współczesnych, bo przecież każdy kryzys jest pretekstem do tego, żeby działać mu na przekór, a każda potrzeba staje się matką wynalazku. Barbara Hoff – dziennikarka i pomysłodawczyni marki odzieżowej Hoffland - w wielu wywiadach wspomina o tym, że moda i nowy styl ubierania był dla niej orężem w walce z komunizmem. W swoich artykułach pokazywała młodym Polkom jak ubierać się kolorowo, modnie i... na przekór. Dzięki niej w ciężkich czasach PRL -u dziewczyny radziły sobie z brakiem modnych ubrań przerabiając np zwyczajne białe tenisówki na supermodne baleriny (wystarczyło wyciąć z tenisówek część ze sznurowadłami, całość obszyć tasiemką i zafarbować czarnym tuszem kreślarskim), albo sportowe koszulki piłkarskie na modne bluzki a’la Sophia Loren. W latach 80-tych w czasie stanu wojennego i totalnego braku zaopatrzenia, pomysłowe studentki – szczególnie szkół artystycznych - nosiły zwiewne spódnice uszyte własnoręcznie z kilku warstw tetrowych pieluch barwionych kolorowymi tuszami do pieczątek. Po kilku praniach w occie kolor na tyle utrwalał się, że spódnica nie farbowała nóg w czasie deszczu. A nawet jeśli, to i tak była modniejsza i bardziej kolorowa od tego co udawało się wówczas znaleźć w sklepach. Białe T-shirty gotowano w barwnikach do tkanin najpierw mocno skręcając je jak do wyżymania i okręcając sznurkiem. Po farbowaniu koszulka barwiła się w psychodeliczne niby-batikowe wzory w kilku odcieniach. Z kolorowych guzików płaszczowych robiono klipsy niemal identyczne z tymi, które nosiły bohaterki serialu „Powrót do Edenu“, a młode „łódzkie artystki“ po tamtejszym wydziale projektowania tkanin na Akademii Sztuk Pięknych wylansowały modę na swetry „ze śmieci“. We włóczkę wplatały kolorowe gałganki, resztki futerka, rzemyki, sznurki i drewniane koraliki – efekt był bardzo... zagraniczny. Pragnienie koloru i modnego wyglądu było w owych czasach bardzo silne i miało działanie niemal terapeutyczne, niosąc myśl: „Jeśli będę wyglądała modnie i kolorowo, może na chwilę uda mi się zaczarować rzeczywistość, sprawić, że zapomnę na moment o tym wszystkim, co wokół“. Tym, którzy wyrażali się przez sztukę i strój, nie wystarczył już opornik wpięty w rozciągnięty sweter z owczej wełny. Oni stawiali opór modą.

Zachwycanie się modą i zajmowanie się nią w sytuacjach kiedy są na świecie „rzeczy ważniejsze“, wydawało mi się próżne, niedorzeczne, a nawet niesmaczne. Trudno było mi uwierzyć, że w czasie wojny, beznadziei i zagrożenia życia, kobiety zwracały uwagę na strój. Dziś wiem, że modny ciuch i dobry wygląd bywają skuteczną terapią. Na chwilę odciągają nasze myśli od rzeczywistości i dają nadzieję. Obyśmy taką terapię przechodzili na własnej skórze tylko w przypadku nic nie znaczących „tragedyjek“ i spadków nastroju... Cieszmy się, że dziś, moda jest po prostu świetną zabawą.

vintag.es

Zdjęcie z czasów okupacji Francji przez Niemcy, lata 1940-1945.

Materiał powstał dzięki współpracy Onet z partnerem - Narodowym Archiwum Cyfrowym, które gromadzi, przechowuje i udostępnia zdjęcia, nagrania radiowe oraz filmy. Posiada m.in. ok. 15 milionów fotografii. Ponad 150 tysięcy można już przeglądać online. Wciąż digitalizowane są kolejne - www.nac.gov.pl

Tematy:

Nieprawidłowy email