Top Lista Osobista #27: Marek Pietroń

Powrót klubowej artystki, wiosna w rozkwicie i coraz większa ochota na domówki to w skrócie moja Top Lista Osobista w kwietniu. Przeczytajcie, co jeszcze mnie zainteresowało. Zapraszam!

Foto: Zdjęcia własne VU MAG

1. Reni Jusis powraca. BANG!

Obawiałem się trochę tego powrotu. Bo nie wiedziałem, czego się spodziewać: kołysanek dla dzieci, czy może dźwięku orzechów piorących lub innych instrumentów perkusyjnych wykonanych z tykwy albo łupin ekologicznego kokosa.

Aż tu nagle BANG i zaskoczenie! Reni Jusis powróciła w najlepszej muzycznej formie. Klubowe brzmienia w zupełnie nowym, a co najważniejsze - świeżym wydaniu (do współpracy zaprosiła m.in. Kubę Karasia z The Dumplings). To bardzo przemyślany album, ale nie jest to muzyka dla każdego. Reni Jusis nie należy do artystek masowych. Ona odstaje, eksperymentuje muzycznie i idzie trochę pod prąd, ale wciąż ma pomysł na siebie. Za to ją cenię.

Zanim została eko-mamą, przez dobrych kilka lat królowała w polskich klubach. Pamiętam ten czas, bo pracowałem z Reni przy płytach „Elektrenika” i „Transmisja” (jestem autorem zdjęć do obu albumów). Już wtedy podziwiałem ją za odwagę, bo jako jedna z nielicznych publicznych osób potrafiła ubierać się wbrew obowiązującej modzie (pamiętacie jej stylizacje na lata 80.? Getry, frotki, cekiny, pasek z motylem, wściekły róż i inne neonowe kolory). Jednocześnie zawsze miała styl, który szedł w parze z jej twórczością, i którym przy okazji świetnie się bawiła. I tylko nieliczni dostrzegali w tym wszystkim mrugnięcie okiem.

Po 7 latach muzycznej przerwy wciąż zaskakuje. Nie powraca jako stateczna mama, lecz jako artystka pełną gębą – znów ma dopracowany wizerunek sceniczny, bawi się kolorem i wymyślnymi formami (zobaczcie teledysk „Bejbi Siter”). Jej koncerty z wideo-projekcjami w tle bardziej przypominają performance niż tradycyjny koncert. A jeśli dodatkowo wsłuchacie się w jej teksty, usłyszycie, jak Reni trafnie i dowcipnie komentuje świat, w którym żyje.

To bardzo udany powrót. Obserwuję dalej i trzymam kciuki!

2. Domówko wróć!

Zaliczyłem ostatnio nietypową imprezę. Nietypową, bo odbyła się w zaprojektowanym specjalnie do tego celu żółto-niebieskim kontenerze. To taki koncept Metaxa Party House – wynajmujesz imprezowy kontener i o nic się nie martwisz - drinki i przekąski już na ciebie czekają, a po wszystkim nie musisz zmywać, ani sprzątać. Czy to nie brzmi jak „domówka doskonała”? Nic, tylko zapraszać gości i bawić się razem z nimi. Na razie Party House Metaxy jest testowany w Warszawie, ale być może zagości w Polsce na dobre.

Foto: Materiały promocyjne Kontener Metaxa Party House

Koncept świetny, bo uwielbiam imprezy w gronie znajomych. Tym bardziej zatęskniłem za tymi, które sam kiedyś organizowałem. Przypomniała mi o tym znajoma, którą spotkałem w Metaxa Party House. Zaczęła wspominać domówkę, na której była u mnie kilka lat temu. No i łza w oku się zakręciła na wspomnienie czasów, kiedy moje domowe imprezy były tradycją. Organizowałem je dla przyjaciół, którzy często przyprowadzali swoich znajomych. A wiadomo, że znajomi moich znajomych są również moimi znajomymi. Tak też było.

Czy wiecie, ile ciekawych osób poznałem w moim własnym domu?! Czas najwyższy rozpocząć nowy sezon towarzyski. Szykujcie się!

Zainspirowany imprezą Metaxy znów nabrałem ochoty na zapraszanie gości. Może już nie w takich ilościach jak dawniej, ale dla 10-15 osób z chęcią przygotuję jakieś przekąski i zrobię drinki, zwłaszcza te, które mnie ostatnio zaskoczyły: Metaxa Cucumber (z ogórkiem, bazylią i sokiem z limonki) i Metaxa Spicy (z pomarańczą, limonką i imbirem).

3. Książki

Czytam, bo lubię. Tym razem na mojej Top Liście dwa tytuły. Pierwsza książka już przeczytana, druga niecierpliwie czeka na swoją kolej.

Foto: Zdjęcia własne VU MAG

„Wybieraj wystarczająco dobrze” to seria wywiadów Agnieszki Jucewicz, redaktor naczelnej „Wysokich Obcasów”, z psychologami na temat wyborów życiowych, przerostu ambicji i sztuki eliminowania rzeczy zbędnych. Żyjemy w świecie, w którym wszystkiego jest za dużo. Wygrywa ten, kto potrafi wybrać to, co istotne. I ten, kogo satysfakcjonuje dobre, a nie lepsze. I że książę z bajki potrafi wykończyć.

Druga z książek to „Fatum i furia” Lauren Groff (Wydawnictwo Znak). Każdy związek ma dwie twarze. Każda historia ma dwie strony. Zwłaszcza, gdy kluczem do idealnego związku nie jest prawda, ale mroczny sekret.

Reklamowana jako bestseller „New York Timesa” i najgłośniejsza amerykańska powieść 2015 r. Książka, która zachwyciła Stephena Kinga, i którą Barack Obama uznał za najlepszą powieść 2015 roku. Czy zachwyci i mnie? Mam taką nadzieję. Już się nie mogę doczekać, aby się o tym przekonać.

4. Zapachy na ciepłe dni

Zapachy na wiosnę i początek lata od dawna mam już przygotowane (tym razem wszystkie są typu unisex). Tylko pogody wciąż brak. Czekam zatem na ciepłe dni.

Foto: Zdjęcia własne VU MAG

Dom Rosa francuskiej marki Les Liquides Imaginaires to jeden z najciekawszych zapachów, jakie znam. Otwiera się musującym szampanem, gruszką i pomelo, potem dyskretnie przechodzi w różę damasceńską, nuty żywiczne i wybrzmiewa w pięknych drzewnych akordach. W sam raz na ciepłe (lecz nie upalne) wieczory. W Polsce Dom Rosa dostępne są jedynie w Mood Scent Barze.

Cedre Atlas od Atelier Cologne to zapach na słoneczne dni. Jak sama nazwa wskazuje, głównym bohaterem jest cedr atlaski, który buduję tę aromatyczno-drzewną kompozycję. Piękny i rześki cytrusowo-cedrowy zapach wzbogacony jest m.in. owocami (morela, czarna porzeczka), jaśminem i ambrą.

Trzeci zapach na lato to Virgilio francuskiej marki Diptyque - prawdziwy zapach vintage, bo przeleżał wiele lat nietknięty, jak dobre wino. Dostałem go w prezencie dawno temu, gdy mieszkałem w Wiedniu. Byłem wtedy bardzo młody i to nie był moment, w którym mogłem docenić zapach niszowy. Wydawał mi się dziwaczny, więc odstawiłem go na wiele lat.

Przez ten czas zapach na pewno się zmienił, ale wciąż pachnie intrygująco. Rok temu znalazłem go w szafce. Teraz go lubię i doceniam. To zapach antycznej łąki – tak przynajmniej opisywany jest przez producenta (ciekawe, skąd ktoś wie, jak pachniała antyczna łąka?). Pachnie bazylią, nutami drzewnymi, wetywerią, a całość zaostrzono… kminkiem. Jest rześki, wytrawny, ziołowy i znakomicie sprawdza się w upalne dni. Od tego zapachu zaczęła się moja kolekcja niszowych zapachów, więc to taka podróż sentymentalna.

5. Ray Bany

Gdy tylko słońce zaczyna mocniej świecić, zakładam okulary przeciwsłoneczne. Od lat noszę Ray Bany, bo ich optyka, a tym samym ochrona przed UV, jest po prostu najlepsza. Wciąż noszę czarne klasyczne Wayfarery.

Foto: Materiały prasowe Ray Ban Wayferer

Jednak dla tych, którzy znudzili się klasyką, albo chcą zmiany, Ray Ban przygotował na sezon wiosna-lato 2016 swoje znane modele w nowych odsłonach kolorystycznych i lekko zmodyfikowanej formie. Bardzo ładne! Widziałem, lecz nie przymierzałem. Ale kto wie – jeśli by mi pasowały, to jestem skłonny porzucić klasykę.

Foto: Ray Ban

Tematy:

Polecamy także:

Nie udało się dodać załącznika.
Nie udało się dodać więcej załączników, usuń któryś z już dodanych
Poczekaj chwilę - trwa dodawanie załączników.

Komentarz został wysłany.

Przepraszamy Twój komentarz nie może zostać wysłany

Wkrótce pojawi się w serwisie. Zachęcamy do dalszej dyskusji. Wystąpił błąd i nie można zapisać komentarza.

 









Wpisz, jak chcesz się przedstawić
lub zaloguj się

Nieprawidłowy email