Mademoiselle C

Carine Roitfeld, niegdyś wpływowa szefowa francuskiego “Vogue’a” i jedna z najsłynniejszych stylistek świata opowiada o tym, co liczy się dla niej w modzie, jak zmieniła ją rola babci i dlaczego jest gotowa podzielić się z innymi swoimi sekretami.

News Pix

Carine Roitfeld pachnie zapałkami i waniliowym crème brûlée, jakby właśnie wyszła z przyjęcia urodzinowego. Zamawia kawę w eleganckiej restauracji w pobliżu swego paryskiego mieszkania, a gdy zauważam, jak wspaniałe rozsiewa zapachy, pochyla się w moim kierunku i mówi: – To najcudowniejszy komplement, jaki mogłam dziś usłyszeć – bo Roitfeld pracuje właśnie nad swoimi perfumami, a tego dnia spryskała się testerem: – Wciąż odrobinę za słodki ten zapach, prawda? (…)

Roitfeld, była redaktor naczelna francuskiej edycji “Vogue’a” i założycielka własnego czasopisma “CR Fashion Book”, niedawno wyznaczona na stanowisko globalnej dyrektor kreatywnej w “Harper’s Bazaar” oraz “idealna kobieta” Toma Forda w wieku 58 lat została bohaterką nowego filmu “Mademoiselle C”. Wyreżyserowany przez Fabiena Constanta dokument przedstawia kobietę cieszącą się absolutną kontrolą. Należy do najwybitniejszych stylistek świata, a zasłynęła również niezwykle wystawnym stylem życia, inspirując twórców strony IwanttobeaRoitfeld.com, gdzie można znaleźć między innymi oszałamiającą galerię przedstawiająca mieszkanie gwiazdy. Constant podąża za prowokatorką, znaną m.in. z powodu kontrowersyjnej kampanii dla Gucciego (stylistka umieściła logo projektanta na wygolonym wzgórku łonowym modelki), przygląda się jej, gdy wkracza w rolę babci i opowiada o jej nowej obsesji na tle dzieci. Roitfeld zadziwiła wszystkich wybierając na okładkę “CR” nie srogo spozierającą, seksowną modelkę, lecz znaną z ujęć w kostiumach kąpielowych Kate Upton baraszkującą po polach w otoczeniu prosiaków i szczeniąt. Tematem numeru były “powtórne narodziny”. – Lubię zaskakiwać. Staram się podejmować ryzyko – wyjaśnia z filiżanką espresso w swych idealnie zadbanych palcach. (…) – Wyznaję formułę Steve’a Jobsa: “Pomyśl inaczej”.

News Pix

Jest powściągliwa, jej twarz nie zdradza emocji. A jednak w zdaniach, jakie wypowiada, czai się humor. Twierdzi, że zgodziła się na udział w filmie Constanta popijając z nim zieloną herbatę. – Nawet nie byłam jeszcze pijana, a mimo to powiedziałam “ok” – zauważa. Resztę obsady w “Mademoiselle C” stanowią postaci, które od 10-20 lat nadają ton światowej modzie: Tom Ford, Donatella Versace, Karl Lagerfeld (przedstawiony w towarzystwie wnuczki Roitfeld w wózku – “Jest śliczna, choć za wiele nie mówi”, zauważył projektant). O Roitfeld wszyscy wyrażają się z szacunkiem. – Ci ludzie nie bawią się w gierki, są szczerzy – zauważa główna bohaterka filmu. – Kiedy widzę, jak mnie chwalą, łzy napływają mi do oczu. Osobiście nigdy mi tego nie powiedzieli.

Mario Testino dołożył się jeszcze do tych komplementów w wysłanym do mnie e-mailu: Carine była dla mnie bardzo pomocnym współpracownikiem – napisał. – Razem z Tomem Fordem stanowiliśmy zgraną drużynę. Zapamiętałem zwłaszcza zabawną sesję dla »Face« z 1996 roku, gdy wpadliśmy na pomysł, by ucharakteryzować asystenta Carine, Benjamina, na wzór francuskiej pisarki Françoise Sagan. Oznaczało to dla nas wiele pracy – nie tylko się przy tym bawiliśmy, bo przy okazji pojawiło się dla nas sporo trudnych wyzwań. Benjamin tak bardzo wczuł się w rolę, że do tej pory lubi nosić kobiece ciuszki.

News Pix

Wśród osób przepytanych przed kamerą znaleźli się Christian Restoin, partner Roitfeld od 30 lat (i właściciel marki koszul Equipment), jej córka Julia i syn Vladimir. – Nigdy nie mówią mi “Kocham cię”, a jednak dobrze wiem, że mnie kochają – twierdzi stylistka. – Kiedy syn opisuje mnie jako seksowną mamuśkę… cóż, liczę na to, że widzowie zrozumieją nasze poczucie humoru. Pracujemy na serio, lecz sami siebie nie traktujemy serio. Tak właśnie powinno się postępować w modzie. Bo to coś więcej niż biznes. To marzenie.

Marzenie… Powtarza to wielokrotnie w trakcie naszej rozmowy, której towarzyszy szum Sekwany w tle. (…) Moda jest marzeniem, które ona chciałaby urzeczywistnić. – Zdarza się, że we współczesnej modzie zapominamy o tym marzeniu – wzdycha, zapytana o problemy, na jakie napotykają dziś znane marki. – Niektórzy tracą marzenie z oczu. Tymczasem projektanci są artystami. Przyjrzyjcie się ludziom pokroju McQueena, a zrozumiecie, jak trudno jest tym, co nie są dostatecznie silni albo nie otrzymują dostatecznego wsparcia.

Podobno Roitfeld nigdy nie wie, co powinna wpisać w rubryce “Zawód”. Właściwie jest stylistką – czyli osobą pośredniczącą między fotografem a modelem. Nie zasługuje na miano artystki, choć artystów szczerze uwielbia, zaznacza. Zwłaszcza jej kontakty z fotografami charakteryzuje wielka zażyłość, nawet jeśli po odejściu Roitfeld z “Vogue’a” ta zażyłość została wystawiona na ciężką próbę. Kiedy zapowiedziała stworzenie nowego magazynu mody, “New York Post” podał, że prezes Condé Nast International Jonathan Newhouse zakazał fotografom w rodzaju Testino czy Craiga McDeana pracy dla niej. “Aż zawrzało na temat twardej polityki Condé Nast wobec Carine – podało źródło z »New York Post«. – Ludzie uwielbiają Carine, jednak Condé Nast boją się jak ognia”.

– W modzie trudno znaleźć sobie nową rodzinę, ale ja właśnie tak musiałam postąpić – wspomina Roitfeld. Zamiast przekonywać starych wyjadaczy do “CR”, zdecydowała się postawić na młode talenty. – jestem osobą bardzo rodzinną, także w pracy, dlatego skompletowanie nowej ekipy było dla mnie takie ważne – opowiada. – Wielu fotografów nie mogło dla mnie pracować, ale taki jest ten biznes i tak musi być – mówi tonem, z którego jednak wynika, że jej zdaniem nie powinno tak być. Ta sprawa nadal ją boli. – Współpracuję z tymi osobami w reklamie, wciąż zapraszam je na swoje przyjęcia. Cóż, nie umiem opanować smutku, ale nie ma we mnie goryczy. Plusem w tej sytuacji było to, że musiałam znaleźć dla siebie nowych ludzi. A to dało mi wiele radości. Ci wszyscy młodzi pracownicy wnoszą ze sobą na sesje olbrzymie pokłady energii. I pomagają mi zachować młodość.

I-D cover

Ale nawet jeśli wyszukiwanie młodych talentów bardzo ją ekscytuje, to mówiąc o kilku renomowanych artystach jej twarz aż jaśnieje. Bruce Weber jest dla niej “wielkim bohaterem, bo potrafi stanąć ponad podziałami”. – Nie mam pieniędzy na stałe kontrakty, dlatego stosuję politykę otwartych drzwi. A Bruce lubi dla nas pracować, bo może z nami zrealizować projekty, które gdzie indziej byłyby niemożliwością. Karl jest taki sam. Być może mój talent polega właśnie na tym, że potrafię pchnąć ludzi w nieznanych kierunkach. Pomagam im odkrywać siebie – mówi.

Odpowiadając na pytanie o to, dlaczego zgodził się współpracować z “CR” Weber powiedział mi: - Praca z Carine jest jak jazda kolejką górską, doświadczasz takich emocji jak wtedy, gdy wagonik odwraca się do góry nogami. Całe szczęście, że na koniec znowu wracasz do pozycji głową do góry.

News Pix

W Carine Roifeld jest coś nieokreślonego, coś, co przyciąga. Zdaje się jedynym stałym punktem w wirującym wszechświecie. (…) I przy okazji każdej historii wraca do swojej rodziny. Jest zbyt przesądną osobą, by zawrzeć małżeństwo z Christianem, bo skoro nigdy się nie pobrali, to przecież nigdy się nie rozwiodą. Mimo bardzo napiętego grafiku – Roitfeld mieszka w Paryżu, lecz pracuje w Nowym Jorku – związek tych dwojga stał się podstawą tak dla jej kreatywności, jak i dla zdrowia psychicznego. – Zawsze mnie wspiera. Zawsze podsuwa mi najlepsze pomysły. Jest dobry, kiedy trzeba powiedzieć mi parę gorzkich słów. Gdy stajesz się sławna, ludzie zawsze mówią ci, że wyglądasz fantastycznie i że masz znakomite pomysły. Tymczasem Christian zawsze powie mi, gdy wyglądam fatalnie albo gdy popełnię błąd. Cieszy mnie takie życie.

To życie obraca się teraz wokół jej wnuczki, Romy. – Rola babci sprawiła, że wracam do zapomnianych spraw, które kiedyś były dla mnie bardzo ważne: to natura, zabawa, zwierzęta, patrzenie na wszystko w nowy sposób, powrót do młodości. Wszyscy jesteśmy częścią cudownego cyklu życia, pewne rzeczy wracają do nas po latach. Dostrzegamy szczegóły – wskazuje ręką otwarte drzwi, pokazuje mi chmury, drzewa. – Wcale jej nie znałam – mówi o Romy – a pokochałam ją od pierwszej chwili.

News Pix

W “Mademoiselle C” znajdzie się poruszająca scena, gdy w szpitalnym pokoju, tuż po narodzinach wnuczki, Roitfeld zastanawia się nad tym, czy na obcasach może bezpiecznie nosić dziecko na rękach. – Pracując w modzie stajesz się odrobinę powierzchowna, bo tyle mówi się tu o ciuchach i o urodzie. To nie jest prawdziwy świat. Warto dopuścić do siebie ten prawdziwy świat, znowu go docenić – uśmiecha się. – Zbyt łatwo zapominamy o tym, co w życiu ważne, gdy jesteśmy uwięzieni w złotej klatce. Otwierając się na życie, stajemy się mniej skoncentrowani na sobie – odgarnia ręką włosy odsłaniając swoje uczernione tuszem powieki. – Moja wnuczka nigdy mi nie powie, że jestem zjawiskowa: bo ja jestem tu dla niej po to, by ją uszczęśliwić. Ten film o mnie jest dla niej – za kilka lat to zrozumie. Zobaczy Julię w ciąży, nas obie w szpitalu, siebie – maleńką, mnie, moją obsesję na jej punkcie. (…)

Niewątpliwie dokument Constanta będzie wielokrotnie porównywany z “Wrześniowym numerem”, filmem z 2009 roku o amerykańskim “Vogue”. Ale nawet jeśli oba obrazy dają niewątpliwie wgląd w modowy biznes, pokazując, co dzieje się za kulisami, to “Mademoiselle C” stanowi znacznie bardziej osobisty portret. Chociaż Constant ceni “Wrześniowy numer”, to o swoim filmie mówi: – Chciałem zrobić coś zupełnie przeciwnego. Carine bardziej zależy na procesie tworzenia, podczas gdy Anna Wintour skupia się na polityce.

CR Fashion Book

Różnice między Roitfeld i Wintour są uderzające. A jednak po wielu latach współpracy Roitfeld uważa, że dobrze się obie rozumieją. – Bardzo się różnimy, to fakt. Ona w modzie jest wielkim strategiem, cenię ją. Potrafi być również bardzo ujmująca: zaprosiła moje dzieci na lunch, gdy po raz pierwszy przyjechały do Nowego Jorku, można powiedzieć, że zachowała się wobec nich jak matka. Tym, którzy mówią o niej, że jest wredna, odpowiem tylko, że może będąc taką chroni siebie. A może z czasem stajesz się taka, jaką widzą cię inni – Roitfeld wskazuje na swoje czarne okulary leżące obok, na stole. – Wintour nosi czarne okulary i wiem doskonale, że to kamuflaż. Dlatego nie zamierzam jej oceniać.

W pracy liczą się ludzie i dobre pomysły; ciuchy – w znacznie mniejszym stopniu. – Ważniejsze od ubrań są kobiety – zaznacza. – Wolę, żeby ktoś powiedział mi, że pięknie dziś wyglądam niż żeby piał na temat mojej garderoby.

Pomysły napływają jej do głowy na lotniskach. – Zdarza się, że najgorsza kombinacja podsuwa mi na myśl coś fantastycznego. Dochodzę do wniosku, że można połączyć dres z butami na wysokim obcasie. Że kratę wolno uzupełnić wzorem kwiatowym. Lubię podpatrywać, zawsze jestem uważna. Obserwuję, lecz nie oceniam.

Przygląda mi się o parę sekund za długo, żebym czuła się z tym komfortowo (“Nie ocenia – powtarzam sobie. – Nie ocenia!”) i wskazuje wzory na mojej niebiesko-białej sukience. – Przypomina mi to ceramikę – mówi wreszcie. – Mozaikę. I już mam pomysł na kolejną sesję zdjęciową – cieszy się. Tuż obok kelnerka nakrywa stół do lunchu, a na jej nadgarstku kołyszą się srebrne i plastikowe ozdoby. Roitfeld mówi do mnie szeptem: – Albo to. Bransoletki, jakie dostaniesz w nocnym klubie obok prawdziwej biżuterii? Źródłem moich pomysłów jest zawsze jakiś drobiazg. Lubię bawić się modą, bo moda to przecież fantazja. Co rano ubieram się po to, żeby stać się kimś innym. Moda bardzo w tym pomaga.

Ranek przegadany z Roitfeld wprawia w dobry nastrój. Moja rozmówczyni jest czarująca dla kelnerów, nie spieszy się, o wielkiej modzie mówi tak jakby była ona dla wszystkich, choć doskonale wiemy, że tak nie jest. W pracy przestrzega paru zasad: nigdy nie przedstawia na zdjęciach papierosów (“Chociaż sama uwielbiam zapach tytoniu na palcach”), przemocy czy narkotyków. Nigdy też nie zażąda od młodej modelki, “by była sexy”. Jej zdaniem, dobra strona tego biznesu polega na tym, że kręci się tak szybko. – Jeśli nawet popełnisz błąd, zapomną o tym za miesiąc – podkreśla. Niektórym nie spodobała się jej sesja z Larą Stone ucharakteryzowaną na czarnoskórą modelkę, oburzenie wzbudziły też jej zdjęcia półnagich i bardzo chudych modelek, jednak Roiteld nie żałuje swoich decyzji. Zawsze działała w słusznej sprawie, twierdzi.

Idzie naprzód. Krok za krokiem. – Robiąc coś po raz pierwszy odmładzasz się – powtarza radę, jaką dał jej kiedyś Lagerfeld. – Powiedział: - Pani Roitfeld, może pani robić co się pani żywnie podoba, pod warunkiem, że będzie pani pierwsza. Sam pierwszy stworzył pomost [łączący modę miejską z haute couture] za pomocą swej kolekcji dla H&M. Gdyby teraz H&M poprosiło mnie o coś podobnego, powiedziałabym “nie”. A jednak kiedy “Bazaar” zaprosiło mnie na stanowisko redaktorki odpowiedzialnej za czasopismo wydawane w ponad 30 krajach świata, powiedziałam “tak”. Bo byłam pierwsza.

Jej głos jest dziś donośniejszy niż kiedykolwiek wcześniej: aż 11 milionów ludzi przeczyta jej teksty z “Bazaar”, czasopisma tradycyjnie uważanego za głównego rywala “Vogue”. Czy akceptacja stanowiska redaktorki w konkurencyjnej gazecie była wypowiedzeniem wojny? – Och, rzeczywiście, pamiętam te czasy, gdy “Bazaar” było wpływowe, a teraz bardziej liczy się “Vogue”. Cóż, nic nie trwa wiecznie. Jeśli moja stara ekipa z “Vogue” poczuła się zagrożona, to dobrze, bo znaczyłoby to, że świetnie sobie radzę. (…)

Znowu znalazła się na szczycie, zastanawiam się więc, jak się czuje defilując w blasku fleszy. – Głupio się czuję, gdy ludzie rozpoznają mnie na lotnisku, choć z drugiej strony to bardzo miłe uczucie. Moda zmienia się co sześć miesięcy, dlatego należy cieszyć się z chwil, gdy jesteś zauważana. Teraz przyszedł prawdopodobnie taki moment dla mnie.

Robi krótką pauzę. – Wcale nie jestem gwiazdą – zaznacza. – Pracuję z gwiazdami, więc samej w roli gwiazdy byłoby mi trudno. Gdy ktoś sławny nakłada tę czy inną sukienkę, to liczy się dla danej marki, dlatego czerwony dywan jest terenem zaciekłych wojen. A co ze mną? Sytuacja, w której moda sprowadza się do ubierania celebrytek niespecjalnie mi się podoba. To takie nudne. A jeśli przyjdzie ci usiąść koło kogoś takiego jak Rihanna, na fotografiach posłużysz co najwyżej za tło – wzrusza ramionami, a do mnie płynie fala zapachu jej perfum, teraz głębszego, bardziej zadymionego.

– Mam nadzieję, że “Mademoiselle C” nie zostanie odebrane jako film wyłącznie o mnie – mówi na koniec. – Liczę, że oglądając ten dokument ludzie przekonają się że wielka moda to także sympatyczny świat, nawet jeśli odrobinę zwariowany. Zobaczą, że można pracować w modzie i być matką, przyjaciółką… – bierze łyk kawy i uśmiecha się nieśmiało odsłaniając rząd bardzo białych zębów odcinających się na jej ciemnej karnacji. Gdy przychodzi pora, by się pożegnać, mówi mi jeszcze na do widzenia: – Nauczyłam się wielu sztuczek i teraz przyszedł czas, bym się nimi podzieliła.

Tematy:

Nieprawidłowy email