LIDIA POPIEL: LUBIĘ NIEOCZYWISTE PIĘKNO

Uwielbia pracować na sto procent. Trudno uwierzyć, że jej doba trwa tylko 24 godziny. Lidia Popiel opowiada o dwóch swoich największych pasjach – fotografii i modzie, bez których nie mogłaby żyć.

BLESSUS

Fotografuje, pozuje, szefuje lifestylowemu magazynowi „fineLIFE”. Im więcej pracuję, tym lepiej umiem się zorganizować, przyznaje. W ciągu dnia ma niewiele czasu, ale kiedy umawiamy się na spotkanie w jednej z jej ulubionych kawiarni na warszawskim Placu Konstytucji, nie daje mi odczuć, że się spieszy. Jest uśmiechnięta i pogodna. W tym roku kończy 54 lata. Wszędzie jej pełno – ma mnóstwo nowych pomysłów, które chciałaby zrealizować. Energetyczna i piękna. Zaraża swoim optymizmem. Lidia Popiel w wywiadzie dla VU Maga.

Damian Gajda / VU MAG: Fotografka, wykładowczyni, modelka, redaktor naczelna. Trudno uwierzyć, że wystarczy doba, żeby pogodzić tyle zajęć. Pani się to udaje. Jak?

Lidia Popiel: Im więcej muszę zrobić, tym więcej mam zapału do pracy i umiem się zorganizować. Wszystkie moje zajęcia krążą wokół fotografii – wzajemnie się uzupełniają, na zasadzie naczyń połączonych. Każdy projekt jest osobną pracą i zgromadzone doświadczenia pozwalają mi na szersze spojrzenie. Staram się pracować na sto procent. Uwielbiam proces tworzenia czegoś od podstaw, nawet jeśli jest to tylko jedno zdjęcie portretowe. Kiedy wiem, że warto je zrobić, rzucam wszystko i jadę na sesję.

VU MAG: Może dlatego, że praca nie jest dla pani wykonywaniem rutynowych obowiązków, ale czystą przyjemnością? Podobno, kiedy jedzie pani na sesję, nie mówi pani, że wybiera się do pracy, tylko robić zdjęcia.

Być może gdybym myślała o fotografowaniu jak o pracy, byłabym zmęczona. W ten sposób staram się sobie uświadomić, że robię coś, co mnie interesuje i rozwija.

Lidia Popiel na sesji zdjęciowej do kalendarza charytatywnego Gehwol / materiały prasowe

VU MAG: Swoją przygodę z modą zaczynała pani w latach 70., kiedy w Polsce zawód modelki był praktycznie nieznany.

Ludzie wiedzieli bardzo dobrze, kim są modelki, ale rzeczywiście ten zawód nie był tak popularny jak dziś. Świat modowych sesji czy pokazów ograniczał się zaledwie do niewielu firm, głównie do Mody Polskiej. To wszystko działo się trochę dookoła mnie, miałam znajomych fotografów i projektantów. W pewnym momencie zabrakło modelki do zdjęcia do „Przyjaciółki” i Maciek Osiecki poprosił mnie o pomoc. Od tego wszystko się zaczęło. Potem była okładka „Walki Młodych” (śmiech) – prezent na rozpoczęcie roku szkolnego i propozycje występowania w pokazach kolekcji młodzieżowych.

VU MAG: Dziś wiele nastolatek marzy o karierze modelki. Nie czuła pani, że złapała pana Boga za nogi?

Nigdy nie postrzegałam tego, co osiągnęłam w kategoriach sukcesu. Wolę myśleć, że pewne rzeczy mi się przytrafiają – są albo ich nie ma. Mam szczęście do ludzi, którzy zjawiają się i stwarzają ciekawe sytuacje – także te związne z zawodowym rozwojem. Sukces to nie cel, tylko odpad. Istotą jest praca.

Wystawa zdjęć Lidii Popiel / mwmedia

VU MAG: W Polsce przecierała pani szlaki w zawodzie modelki.

Niezupełnie. Wpadłam do małej, zwartej grupy, która rządziła się swoimi zasadami. Kilka osób egzystowało w tym świecie od lat. Byłam trochę odszczepieńcem, ale z wielu stron czułam życzliwość.

VU MAG: Jaki miała pani plan na życie, zanim pojawiła się w nim moda?

Chciałam być ekonomistką. Do tej pory nie omijam informacji związanych z problemami ekonomicznymi, jednak nie żałuję swoich wyborów.

VU MAG: Od 30 lat pracuje pani po drugiej stronie obiektywu. Czy na przestrzeni lat modelki bardzo się zmieniły?

Kiedy zaczynałam, modelingiem zajmowała się garstka dziewczyn. Myślę, że nie różniłyśmy się pod względem charakteru od dzisiejszych modelek. Może zmieniać się strój, trendy, ale nie ludzki charakter. Powroty w dzisiejszej modzie do lat 80. i 90. odkurzyły tamte trendy i granica się zatarła.

VU MAG: Wyjechała pani do Paryża w latach 80. Jak dziewczyna z Polski czuła się w Paryżu?

Fatalnie, jak śmieć – ktoś, kto przyjechał z wiochy zabitej dechami. Brakowało mi znajomości wszystkiego. Nie miało to jednak wpływu na moje relacje z ludźmi. Myślę, że nieźle wykorzystałam ten czas, ucząc się wielu rzeczy i wykonując drobne prace jako modelka.

Miałam możliwość oglądania wspaniałych projektów, dotykania świetnych tkanin. Chodziłam na wspaniałe wystawy. Już drugiego dnia zaczepił mnie ktoś z dużej agencji Prestige i zaproponował współpracę. Mogłam spotykać fajnych fotografów, zobaczyłam, jaka jest różnica między francuskim a polskim rynkiem mody.

VU MAG: Zdecydowała się pani jednak wrócić do Polski.

Tak, kiedy sprawy nabierały już tempa moje plany – tak jak zresztą wielu osobom w tym czasie – pokrzyżował stan wojenny.

Lidia Popiel i Bogusław Linda / mwmedia

VU MAG: Czyli stan wojenny przerwał pani karierę modelki?

Moda nie była dominującym tematem, ale już wcześniej robiłam wiele innych rzeczy obok modelingu – występowałam w popularnym programie da młodzieży, w którym pokazywałam, jak projektować dla siebie drobne rzeczy.

Współpracowałam z galerią Grażyny Hase, projektując głównie dzianiny. Pewnego dnia zapragnęłam robić zdjęcia koleżankom, które nosiły moje rzeczy. Od razu dostałam pracę w „Modzie”, jednym z najpopularniejszych kobiecych magazynów, w którym mogłam pokazywać te sesje. Potem współpracowałam ze „Sceną” i fotografowałam gwiazdy na okładki.

VU MAG: Kiedy stanęła pani po drugiej stronie obiektywu, nie żałowała pani, że zakończyła karierę modelki?

Ale ja niczego nie zakończyłam – przeciwnie, równolegle robiłam wiele rzeczy, łącznie z organizacją pokazów, stylizacją artystów, makijażem do zdjęć… Nawet dzisiaj trudno mi odmówić, kiedy ktoś proponuje pracę w charakterze modelki.

Kocham to i nigdy się tego nie wyrzekłam. To jak wiatr w plecy – jeśli to robię, ludzie mnie akceptują właściwie za nic, za wygląd. Daje to sporą dawkę wiary w siebie i siłę do innych zajęć. Przyznam jednak, że nie żałuję, że skupiłam się na fotografii – ta praca daje dużo więcej możliwości.

VU MAG: Mówi pani, że lubi nieoczywiste piękno, ludzi ze skazą. Dlaczego?

W nieoczywistym pięknie jest tajemnica, która mnie uwodzi. Ładne rzeczy nie zostają w pamięci, te ze skazą – owszem.

VU MAG: Bogna Sworowska powiedziała mi, że jest pani odkrywczynią jej talentu. To prawda?

W zasadzie tak. Spotkaliśmy Bognę w Rembertowie, na słynnym targu z ciuchami. Razem z Markiem Czudowskim grzebaliśmy w pachnących zagranicą stertach, poszukując ciekawych ubrań do zdjęć. Przez przypadek robiłam z nią pierwszą profesjonalną sesję. Jedno ze zdjęć wykorzystano w kampanii firmy kosmetycznej. Już wtedy musiałam zacząć uczyć się fotografii.

Wystawa zdjęć Lidii Popiel / mwmedia

VU MAG: Wasze spotkanie trwało zaledwie kilka minut. Już wtedy była pani w stanie ocenić, czy nieznajoma dziewczyna nadaje się na modelkę?

Bogna oprócz fantastycznej figury, zjawiskowej urody miała i ma w sobie masę wdzięku, czegoś, co przyciąga uwagę – błysk w oku, słynne kości policzkowe i piękne włosy. Również idealny wzrost. Bliżej poznana okazała się osobą komunikatywną, wesołą, zrównoważoną i dobrą. Czegóż chcieć więcej?

VU MAG: Ma pani zdjęcie, z którego jest pani najbardziej dumna?

Do wielu zdjęć mam bardzo osobisty stosunek. Uwielbiam je czasami oglądać i przypominać sobie okoliczności, w których powstawały. Jedno z moich ulubionych to portret do plakatu krakowskiego festiwalu Opera Rara. Kampania z tym zdjęciem została nagrodzona na prestiżowym, amerykańskim festiwalu.

VU MAG: Na przestrzeni lat zmieniło się podejście do fotografii mody. Dziś żyjemy w królestwie Photoshopa. Kiedyś chyba

trudniej było zadowolić gwiazdy, którym nie podobały się ich zdjęcia.

Photoshop i inne programy do obróbki zdjęć to najważniejsze narzędzia współczesnej fotografii. Traktuje się je jako ciemnię cyfrową. Wszyscy załamują nad nim ręce, myśląc, że służy jedynie do poprawiania urody. Nie mam nic przeciwko fotografiom, które przedstawiają gwiazdy w ich wymyślonym imagu. Wszystko zależy od sytuacji. Jednak moim faworytem są zdjęcia odzwierciedlające prawdę – szorstkie i piękne.

Tematy:

Nieprawidłowy email