L'Wren Scott: Tajemnicza śmierć ukochanej Micka Jaggera

Nie zostawiła listu pożegnalnego. Trzy miesiące po samobójstwie L’Wren Scott jej przyjaciołom z tym właśnie najtrudniej się pogodzić.

Tajemnicza śmierć L'Wren Scott

Częściowo wydaje się to sprzeczne z jej charakterem. Ci, którzy ją znali, opisują Scott jako osobę miłą i troskliwą. Pamiętała o urodzinach znajomych i wysyłała bez okazji SMS-y, że o nich myśli. Podczas rozmowy czuło się, że człowiek znajduje się w centrum jej zainteresowania. Jeśli Scott kogoś lubiła, stawała na głowie by mu pomóc.

Jej przyjaciel i fryzjer John Vial wspomina, że zawsze starała się przedstawić go ”zamożnym miliarderom”, którzy mogli pomóc mu rozwinąć firmę: Wysyłała mi SMS, że właśnie poznała takiego i takiego i że mnie przedstawi, albo że znalazła jakiś nowy krem i muszę go wypróbować. Była dobrą osobą.

Simon Kneen, były dyrektor kreatywny Banana Republic, który zbliżył się ze Scott w zeszłym roku, podczas jej współpracy z marką, pamięta doskonale długi, stresujący dzień wypełniony sesjami zdjęciowymi: Akurat były moje urodziny, a kiedy wróciłem do domu w mieszkaniu czekał piękny bukiet peonii od niej.

Podczas nabożeństwa żałobnego w maju w Nowym Jorku brat Scott, Randall, mówił o jej wielkim sercu, zwłaszcza dla pokrzywdzonych i słabych. Opowiadał, jak jako dziecko zaprzyjaźniła się z sąsiadem z zespołem Downa. Przyjaciółka z czasów szkolnych, Julie Nichols Thompson, wspominała Scott jako „wysoką, szczupłą kruczowłosą nastolatkę”: Ja byłam okrągłą blondynką, ale jej to nie przeszkadzało i nigdy nie dała mi odczuć, że jestem brzydsza. Czasami pytała tylko: co dziś masz na głowie? I pomagała z fryzurą. A w tym wieku mogła z łatwością się ze mnie nabijać.

-Jej talent- mówi Joanna Coles, naczelna Cosmopolitan- polegał na sprawianiu, że ludzie czuli się wyjątkowo. Była ciepła, zabawna i współczująca. Kładła ludziom rękę na ramieniu albo obejmowała ich w pasie. Doskonale dogadywała się z kobietami.

Tajemnicza śmierć L'Wren Scott

- Promieniowała z niej pogoda ducha – zgadza się uznana krytyczka mody Suzy Menkes – a to stoi w sprzeczności z jej nagłą śmiercią.

W branży znanej z powierzchowności, częstych złośliwości, zapędzenia i konsumpcjonizmu wyróżniały Scott spokój i troska o innych. Nie musiała niczego udowadniać: w wieku 49 lat była piękną kobietą sukcesu i partnerką gwiazdy – Micka Jaggera. Na czerwonym dywanie jej kreacje znane z klasycznego kroju i kosztownych wykończeń nosiły najgłośniejsze nazwiska Hollywood, jak Sarah Jessica Parker, Nicole Kidman czy Renee Zellweger.

Chociaż firma projektancka generowała straty, to samą Scott określić można było jako osobę zamożną. Była właścicielką wartego 5,6 mln dolarów apartamentu przy 11 Alei w Nowym Jorku, a także luksusowych domów w Paryżu i Londynie, które dzieliła z Jaggerem.

Tajemnicza śmierć L'Wren Scott

Wszystko to sugeruje określony styl życia, daleki od szarej codzienności, niemniej, jak zapewnia Kneen: L’Wren nigdy nie była diwą. Umiała doskonale słuchać i interesowała się ludźmi, od szwaczek po projektantów. Nie była pretensjonalna. Mój zespół uwielbiał z nią pracować.

>

Tym dziwniejsze, że Scott miałaby wybrać takie a nie inne zakończenie. Zastanawiać może zwłaszcza, że w dniu swojej śmierci o 8.30 wysłała SMS do asystentki z prośbą, by ta do niej przyszła. Był poniedziałek 17-tego marca i kiedy Brittany Penebre dotarła o godzinie 10 do apartamentu pracodawczyni, ta była już martwa. Znaleziono ją w pełni ubraną, jej mierzące 190 cm ciało leżało skulone na podłodze. Powiesiła się na czarnym jedwabnym szaliku. Penebre zadzwoniła po pogotowie, ale ratownicy nie mogli już nic zrobić.

Gdy wieści o śmierci Scott zaczęły się roznosić, jej przyjaciele nie mogli otrząsnąć się z szoku. Nikt się tego nie spodziewał. Dopiero co wróciła z wakacji na karaibskiej wyspie Mustique. W wieczór poprzedzający śmierć wydała kolację dla grona bliskich przyjaciół. Trochę się o nią niepokoili – wydawała się przybita – lecz nic nie zapowiadało tragedii, jaka miała się wydarzyć w tym samym apartamencie zaledwie kilka godzin później.

Dzień po śmierci Scott, Mick Jagger przebywający w trasie ze Stonesami w Australii wydał oświadczenie, że nie potrafi pojąć jak jego ukochana i najlepsza przyjaciółka mogła zakończyć życie w tak tragiczny sposób.

Niektórzy kładli jej decyzję na karb problemów finansowych. Deficyt brytyjskiego oddziału jej formy wynosił 3,5 mln funtów, a w lutym zmuszona była odwołać pokaz podczas londyńskiego tygodnia mody, jako powód podając opóźniania produkcyjne. Choć ubierała wiele celebrytek na czerwonym dywanie, raczej nie płaciły jej one za ten przywilej. Sprzedaż nie szła dobrze: kreacje Scott należały do kosztownych, w zakresie cen dostępnym tylko dla wyjątkowo zamożnych klientów.

Tajemnicza śmierć L'Wren Scott

Krytyczka mody New York Timesa Cathy Horyn twierdziła, że to kłopoty z firmą przybijały Scott, która miała planować wręcz likwidację marki. Zaprzecza temu zdecydowanie rzeczniczka zmarłej, twierdząc że w chwili jej śmierci długofalowe perspektywy biznesowe były bardzo korzystne, częściowo dzięki nawiązanej współpracy z markami takimi jak Banana Republic i Bobbi Brown. Kneen przekonuje, że zadłużenie nie było specjalnie wysokie jak na ten rodzaj start-upu, zaś sama Scott znajdowała się dopiero na progu prawdziwej kariery.

>

Ponadto, gdyby rzeczywiście dopadł ją kryzys finansowy, zawsze miała wokół ludzi gotowych jej pomóc, chociażby Jaggera. Nie wydaje się, by długi mogły być wystarczającym powodem, by pchnąć Scott do samobójstwa.

- Nie mam pojęcia, dlaczego to zrobiła. – mówi Vial, potrząsając głową – Byłem w szoku. Nic tego nie zapowiadało. Nic a nic.

Ma tylko jedno wytłumaczenie: że zrobiła to pod wpływem impulsu: Uważam, że nie zamierzała tego zrobić – dodaje bezradnym tonem – To musiała być chwila szaleństwa, nie wiem….

Wszyscy wracają do jednego faktu: jak dziwne jest to, że Scott – tak współczująca i dobra – miałaby zawezwać asystentkę, nie myśląc o tym, jakiej traumy dozna ona odkrywając ciało. To nie pasowało do jej osobowości. To, oraz brak listu pożegnalnego.

Tajemnicza śmierć L'Wren Scott

W przypadku L’Wren Scott, tajemnicę jej śmierci pogłębia jeszcze tajemnica otaczająca samą osobę modelki i projektantki. Choć była kochana i podziwiana, przyjaciele przyznają, że istniały rzeczy, którymi się nie dzieliła. Zazdrośnie strzegła prywatności i doskonale wychodziło jej przywdziewanie maski. Jej adoptowana siostra Jan Shane opisała Scott jako ”superwoman”: - Nie widywało się jej od innej strony, nie dopuszczała do tego. Także Sarah Jessica Parker wspominała, że wyczuwała w przyjaciółce trudną do określenia tajemnicę. Nawet bliskim wyznaczała niepisane granice, których uczyli się nie przekraczać. Czasami ten dystans interpretowany był jako oziębłość.

Przytłaczać potrafiła też jej imponująca fizyczność: 190 cm wzrostu, ciemne włosy do pasa, wdzięk baleriny. Nie czuła potrzeby wtapiania się w otoczenie. Cechowało ją ironiczne i sarkastyczne poczucie humoru.

Kiedy w 2001 roku podczas sesji zdjęciowej poznała Jaggera, nie wiedziała wiele o jego twórczości. Później, kiedy już się spotykali, przyszli wspólnie na pokaz mody w Paryżu, gdzie modelki paradowały po wybiegu w takt hitów Rolling Stonesów. Scott zidentyfikowała poprawnie ”Gimme Shelter” dopiero za trzecim razem.

Była niezależną kobietą i bardzo nie chciała być znana tylko jako dodatek do legendy rocka. Niektórych raziło to, co postrzegali jako chłód. Podobno Keith Richards nazywał ją ”LeMan”, odnosząc się do rozmiaru jej stóp. Inni narzekali, że ma zbyt wielki wpływ na Jaggera, który w jej obecności staje się bardziej wycofany i przygaszony.

Perfekcjonizm sprawiał, że dążyła do absolutnej kontroli. Projektując sceniczne stroje Jaggera, potrafiła pociąć 25 par jeansów, zanim usatysfakcjonowała ją wersja ostateczna. Kiedy odnawiała ich apartament w Paryżu, dziewięć miesięcy trwało zanim wybrała farbę do salonu, ponieważ oceniała jak każdy kolor wygląda w różnym świetle, przy różnej pogodzie, w rożnych porach roku (w końcu wybrała cztery subtelnie odcienie szarości).

Jednak ci, którzy ją znali twierdzą, że tak wysokie ustawianie poprzeczki samej sobie płynęło z poczucia niepewności. W końcu mowa o kobiecie, którą tuż po urodzeniu oddano do adopcji. Jakkolwiek szczęśliwa by nie była w przybranej rodzinie, często zdarza się, że osoby adoptowane nie radzą sobie ze świadomością pierwotnego odrzucenia i czują nieustanną potrzebę udowadniania swojej wartości.(…)

Menkes wspomina, że Scott miała bardzo dobre relacje z dziećmi Jaggera – ”nie macierzyńskie, po prostu naturalne”. Pojawiały się jednak sygnały, że pragnęła więcej.

- Przez cały ten czas kiedy ją znałam, dwukrotnie udało mi się zobaczyć to, co głęboko skrywane – mówi przyjaciółka. – Raz, kiedy parę lat temu oprowadzała mnie po paryskim apartamencie. Kilka pokoi w głębi korytarza jeszcze urządzała i powiedziała wówczas: „Oczywiście te będą dla dzieci”. Zapytałam, czy często do nich wpadają uznając, że ma na myśli dzieci Micka, a ona dziwnie na mnie popatrzyła i powiedziała: ”Cóż, nigdy nie wiadomo”. Poczułam, że palnęłam gafę.

- Drugi raz nastąpił trzy lata temu w jej pracowni. Wydawała się smutna, jak nie ona, pełna niepewności. Tak mnie zaniepokoiła, że zapytałam wspólną znajomą, czy u L’Wren wszystko w porządku. Odpowiedziała, że pewnie Mick znowu pogrywa. Były to jedyne widoczne oznaki, że nie zawsze była szczęśliwa.

>

O tym, jak bardzo Scott strzegła swojej prywatności najlepiej świadczy fakt, że jej przyjaciele są podzieleni co do tego, czy zerwała z Jaggerem czy nie. Z równym przekonaniem jedna osoba deklaruje, że ”zdecydowanie zakończyli związek” kilka tygodni przed jej śmiercią, podczas gdy inne źródło zapewnia mnie, że to ”na 100 proc. fałszywe plotki”. Oświadczenie o podobnej treści wydała też rzeczniczka Jaggera. Nie zmienia to faktu, że niedawno pojawiły się głosy, jakoby muzyk bardzo zbliżył się z 27-letnią baletnicą, Melanie Hamrick, którą miał poznać podczas tournée w Japonii, na kilka dni przez śmiercią Scott.

L’Wren przyszła na świat jako Luann Bambrough w liczącym 37 tys. mieszkańców mieście Roy w stanie Utah. Jej adopcyjny ojciec Ivan był weteranem II wojny światowej. Pracował jako księgowy w firmie ubezpieczeniowej, zaś jej matka Lula była urzędniczką w banku. Obydwoje praktykujący mormoni, adoptowali jeszcze dziewczynkę Jan i chłopca Randalla.

Scott szybko przerosła skromne otoczenie. W wieku 12 lat mierzyła już 180 cm, o ponad 20 cm więcej niż jej matka. W kinie płaciła za bilet dla dorosłych, ponieważ bileter nie wierzył, że jest dzieckiem.

- Często wyśmiewano się z jej wzrostu – wspomina przyjaciółka Julie Nichols Thompson. – Nie twierdzę, że okrutne, ale pytano ją na przykład: jaka jest pogoda tam na górze?

Wzrost oznaczał również, że nie pasowały na nią ubrania ze sklepu. Matka zachęciła ją do samodzielnych przeróbek.

Tajemnicza śmierć L'Wren Scott

- Bardzo kochała mamę – mówi Vial. – Matka mówiła jej: ”Noś się prosto, pierś do przodu, załóż obcasy!”. Były ze sobą bardzo blisko. Nie było między nimi tematów tabu. Nie sądzę, by fakt że była adoptowana stanowił dla niej problem. W każdym razie nigdy o tym nie mówiła. (…)

W 1985 roku legendarny fotograf Bruce Weber zauważył Scott podczas wycieczki do Utah. Potem sfotografował ją w sesji dla Calvina Kleina, za co dostała 1500 dolarów. Przeprowadziła się do Paryża, gdzie agencja zmieniła jej imię na L’Wren. Choć uznano ją za zbyt wysoką na normalne pokazy na wybiegu, długie do nieba nogi gwarantowały pracę.

To je widać na przykład w legendarnej reklamie rajstop Pretty Polly, gdzie przedstawione są jako wskazówki zegara.

- Widujemy tysiące dziewczyn- mówi fotograf David Bailey, autor wspomnianego zdjęcia - ale ona miała najlepsze nogi na świecie. Pamiętam tamtą sesję, było ciężko ponieważ znajdowałem się 10 metrów nad ziemią i fotografowałem ją z góry, ale ona nie narzekała. Zaskoczyła mnie jej śmierć. Wydawała się pozbieraną osobą.

W połowie lat 90. Scott przeprowadziła się do Los Angeles i zaczęła pracować jako stylistka, miedzy innymi dla fotografów takich jak Herb Ritts, Helmut Newton and Mario Sorrenti. Jej stylizacje trafiały na łamy ”Vanity Fair” czy ”W”.

W 1993 roku poślubiła przedsiębiorcę Anthony’ego Barda, ale po trzech latach para się rozwiodła. W 2001 roku los zetknął ją z Jaggerem. Pięć lat później ten pomógł jej założyć własną markę.

Coraz rzadziej odwiedzała Utah, zwłaszcza po śmierci rodziców (jej ojciec zmarł w 2002 roku, matka sześć lat później), kiedy kariera projektantki zaczęła nabierać tempa. Ciężko i długo pracowała na sukces, tym bardziej frustrowała ją etykietka ”dziewczyny Micka Jaggera”. Nigdy jednak nie powiedziała złego słowa o muzyku, ewidentnie go uwielbiając. Doświadczenie w modelingu dało jej doskonałe wyczucie sylwetki i na większości wspólnych fotografii widać, jak Scott z wdziękiem zgina kolano, by odwrócić uwagę od pokaźnej różnicy wzrostu. Jak mówią jej przyjaciele, czerpała radość z upiększania rzeczy. Pod wieloma względami sama była swoją najlepszą kreacją.

- Nigdy nie widziałem jej w dresie czy obszarpanej – śmieje się Vial - Jej pokazy były kwintesencją szyku. Zawsze podawała lunch wszystkim uczestnikom, serwując pieczone ziemniaki z kawiorem. Jej wyczucie szczegółu zapierało dech w piersiach: wazony z bukietami róż, osobny kelner dla każdego gościa i oczywiście elektryzująca perspektywa pojawienia się Jaggera. Przy całym powierzchownym glamour jej życia, przy wrażeniu kontroli i sukcesu, pod spodem kryła się jednak wrażliwość.

- Naprawdę cierpiała, kiedy ktoś powiedział coś podłego – daje Vial – Jak wiele silnych kobiet, pod pozorami twardości skrywała delikatność.

W miesiącach poprzedzających śmierć po raz pierwszy do emocjonalnej kruchości dołączyła ta fizyczna. Przeszła operację łąkotki. Tygodniami poruszała się o kulach.

- Chyba po raz pierwszy poczuła, jak ciało odmawia jej posłuszeństwa – uważa osoba z kręgu znajomych. – W kwietniu miała skończyć 50 lat, być może ciążyła jej ta świadomość.

Mimo to pracowała nadal. Utrzymywała kontakty z przyjaciółmi. 4 stycznia wysłała e-mail do André Leon Talley’a informując, że właśnie odwiozła ”swojego wnuka Zaka” [ośmioletniego wnuka Jaggera] na lotnisko i odleciał do domu do LA. Kilka tygodni później rozmawiała przez telefon z Cathy Horyn. Miała wówczas sprawiać wrażenie przybitej i zniechęconej, opowiadała o problemach, przez które musiała odwołać pokaz w Londynie. 3 lutego wysłała sms do Viala, przepraszając że nie odzywała się wcześniej i narzekając na ”okropną infekcję zatok”. Podpisała się: ”Mam nadzieję wkrótce cię zobaczyć, buziaki”.

To był ostatni znak życia od niej.

Tajemnicza śmierć L'Wren Scott
Tajemnicza śmierć L'Wren Scott
Tajemnicza śmierć L'Wren Scott
Tajemnicza śmierć L'Wren Scott
Tajemnicza śmierć L'Wren Scott
Tajemnicza śmierć L'Wren Scott

tłum. Agata Bader

Tematy:

Nieprawidłowy email