Kropki Kreski – jak narysować modę?

Ukrywa się pod pseudonimem Kropki Kreski, bo jego ilustracje to głownie... kropki i kreski stawiane na papierze z wielką cierpliwością, ogromnym ładunkiem emocji i pasją. Skończył wzornictwo przemysłowe na wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych, ale moda stała się mu na tyle bliska, że z nią związał swoją przyszłość i karierę.

Publikacje / Kropki Kreski

Swoje prace publikuje w wielu magazynach modowych, projektuje wzory tkanin i nadruki na koszulki dla znanych firm i projektantów, a niedawno znów wrócił do szkoły. I to nie byle jakiej, bo Królewskiej Akademii sztuk Pięknych w Antwerpii – tej samej, w której studiowała Ann Demeulemeester i Kris Van Assche. Czy Paweł Zawiślak pójdzie w ich ślady czy też pozostanie przy swoich kropkach i kreskach?

Dawid Rosenbaum: Twoje wyjątkowe ilustracje były nagradzane i publikowane w wielu magazynach modowych, a w ubiegłym roku miałeś swoją pierwszą ZAGRANICZNĄ wystawę w Berlinie. Pokazałeś na niej sporo ilustracji związanych z modą, portrety, ilustracje prasowe. Czy myślisz, że dziś kiedy tak łatwo, szybko i tanio można zrobić zdjęcie, ilustracja prasowa ma jeszcze rację bytu?

Mam nadzieję, że tak i że dopóki będą istniały niszowe magazyny modowe, będą poszukiwały nie tylko nowych rozwiązań, aby ilustrować teksty, ale również wciąż będą chętnie wracać do "korzeni", czyli klasycznej ilustracji prasowej. Kryzys dotyczący gazet, spadku czytelnictwa, nakładów i wypieraniu przez Internet dotyczy – mam nadzieję – jedynie kilku segmentów prasowych i myślę, że "kolekcjonerskie" magazyny modowe, wydawane na dobrym papierze, skierowane do grupy czytelników o dość wysublimowanym guście, wciąż będą na rynku. Może nie w mainstreamie, ale w swojej małej niszy. I mam nadzieję, że będę mógł cały czas dla nich pracować. Zaletą tych magazynów jest to, że nie muszą wykazać się gigantyczną sprzedażą, bo nie należą do wielkich domów wydawniczych – niekiedy zakłada je grupa entuzjastów, którzy chętnie inwestują w nie swój czas i pieniądze, traktując pracę jak pasję. A nie presję. Niestety w dzisiejszych czasach jest też trochę tak, że zdjęcie ma bardziej wiarygodny przekaz i niesie ze sobą silniejszą formę informacji.

Co to znaczy?

Podam ci przykład. Jeśli na ulicy zdarzy się wypadek, ludzie chcieliby zobaczyć w gazecie zdjęcia z miejsca wypadku, a nie rysunki, bo zdjęcia w czysto informacyjny sposób potraktują to zdarzenie i będą bardziej wiarygodne. Odnosząc to do mody, jeśli ktoś chce zobaczyć detal, koronkę, strukturę materiału, obszycie lub deseń, na ogół woli obejrzeć zdjęcie, bo ono lepiej odda każdy szczegół. Ilustracja zawsze wprowadzi element interpretacji artysty, jego warsztat i technika mogą przeszkadzać w pełnym oddaniu rzeczywistości. Na szczęście nie zawsze chodzi o wierne oddawanie rzeczywistości i tam, gdzie potrzebna jest artystyczna wizja lub emocjonalny stosunek artysty do przedstawianej rzeczywistości ilustracja sprawdza się lepiej.

Robi to nawet włoski Vogue, publikując kilka razy w roku zupełnie odrealnione, ale za to bardzo inspirujące ilustracje obrazujące trendy na nowy sezon.

Tak, ale włoski Vogue i jeszcze parę innych niszowych gazet mogą pozwolić sobie na taką ekstrawagancję – w przeciwieństwie do wielu pism kobiecych. Nie tylko polskich.

John Galliano / Kropki Kreski

Trudno wejść w środowisko związane z modą?

Raczej tak. To na całym świecie bardzo atrakcyjne "towarzystwo", więc przez to dosyć zamknięte i trzeba ciężko pracować, żeby zostać przyjętym do grona wtajemniczonych. Albo mieć kogoś kto wprowadzi cię tylnymi drzwiami. Właściwie zawsze chciałem zajmować się sztuką i modą i od czasu studiów na wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych mocno "ocierałem się" o te tematy. Moją pracą dyplomową były ubrania jednorazowego użytku wykonane z papieru. Na studiach wygrałem również konkurs Art of Packaging, w którym nagrodą był dwumiesięczny staż w firmie jubilerskiej W.KRUK. Tam poznałem Anię Orską, która wspierała stworzenie aneksu do mojej pracy dyplomowej – jednorazowej biżuterii z papieru, a parę lat później wykorzystała w jednej z kolekcji swojej biżuterii fragmenty moich ilustracji.

No i wszystko doprowadziło do tego, że dziś studiujesz w najlepszej szkole projektowania mody w Antwerpii uznawanej za kuźnię awangardowych talentów.

Niby tak, ale nie było ani łatwo, ani nie trwało to tak szybko. Udało się i studiuję na wydziale Graphic Design.

No dobrze, to zacznijmy od początku.

W czasie studiów we Wrocławiu związałem się z jedną z największych na świecie odzieżową sieciówką i zacząłem pracować tam jako Visual Merchandiser. Do dziś zresztą pracuję w tej firmie i używając słownictwa korporacyjnego można powiedzieć, że zrobiłem tam karierę. Najpierw pracowałem w sklepie we Wrocławiu, później byłem odpowiedzialny za otwarcia sklepów w Polsce i za granicą m.in. pierwszych salonów w Bukareszcie i Moskwie. Robiłem też szkolenia. Potem awansowałem i objąłem stanowisko Country Indoor-Window Responsible w Rosji. To jednak nie dla mnie – wróciłem do sklepu, żeby móc poświęcić więcej czasu na naukę. Świadomie i pokornie wykonałem krok w tył, żeby zrobić kilka kroków do przodu. Żeby otworzyć głowę na „nowe“. Teraz pracuję w w sklepach w Antwerpii. Moda towarzyszy mi od rana do wieczora, bo jednocześnie pracuję, uczę się i robię własne rzeczy związane z modą.

Nadruk na koszulkę dla firmy Polygon / Fot. Marek Makowski

Pamiętam twoje prace z konkursu GrafEx organizowanego w 2011 roku przez nieistniejący już magazyn Exclusive. Dostałeś tam wyróżnienie i mam wrażenie, że więcej zrobiłeś niż ci, którzy zgarnęli główne nagrody.

Ta nagroda dodała mi skrzydeł i trochę uchyliła mi drzwi do tego świata, bo jakoś nie znalazł się nikt kto wpuściłby mnie tam „od kuchni“. Miałem publikacje w różnych magazynach, posypały się propozycje. Pojawiłem się również na Art And Fashion Festival organizowanym przez Grażynę Kulczyk w poznańskim Starym Browarze. Tam poznałem wiele osób, które zainteresowały się moimi pracami: Michała Okraja, który był w ubiegłym roku kuratorem mojej wystawy w Berlinie, czy twórcę marki Polygon, dla której zrobiłem projekty nadruków na koszulki. Dostałem również propozycję od marki Converse i zrobiłem dla nich reklamę, którą wykorzystano w prasie. Zrobiłem też wiele portretów wykorzystywanych jako ilustracje w artykułach prasowych.

To chyba nieźle wykorzystałeś swoje „pięć minut“?

Niezupełnie... Wiesz, moje technika wykonywania ilustracji jest bardzo praco- i czasochłonna. Wykańczam się fizycznie dłubiąc te swoje obrazki, składające się z kropek i kresek – a propos mój blog tak się nazywa (kropkikreski.blogspot.com) – i doszedłem do wniosku, że nie mogę brać zbyt wiele zleceń, bo po prostu się nie wyrabiam. Nie wynikało to z lenistwa, bo jestem pracoholikiem i kiedy zaczynam nad czymś pracować zapominam o całym świecie, ale z ilości czasu, który potrzebowałem na zrobienie ilustracji. Straciłem kilka fajnych propozycji (m.in. okładkę Przekroju), bo rysunek potrzebny był „na już“, a ja muszę mieć co najmniej dwa tygodnie, żeby zrobić pracę tak, abym był z niej zadowolony. Poza tym podczas pracy dla gazet trzeba liczyć się z poprawkami, przygotowaniem kilku propozycji i szkiców wstępnych, przegadaniem pomysłu. To wszystko trwa. Gdybym mógł robić rzeczy w swoim tempie pewnie byłoby mnie więcej w gazetach, bo uwielbiam współpracować z ludźmi, szukać nowych pomysłów i rozwiązań.

Ilustracja modowa / Kropki Kreski

Na czym polega twoja technika? Dlaczego jest taka czasochłonna?

Cała ilustracja sklada się z cieniutkich kreseczek i kropek, które tworzą kolorowe plamy. Niektóre prace wyglądają jak stare drzeworyty - w rzeczywistości są po prostu plątaniną kolorowych kresek narysowanych cienkopisami. Niedawno wprowadziłem do moich prac akryl, akwarelę i markery, ale to wcale nie skraca czasu ich powstawania (śmiech).

A nie możesz zrobić czegoś, żeby twoje prace powstawały szybciej?

Pewnie mógłbym, ale nie chcę. Nie chcę zmieniać rozpoznawalnego stylu tylko po to, żeby mieć trzy razy więcej zleceń. Chcę robić to, co kocham i tak jak lubię. Niestety marketingowiec ze mnie kiepski (śmiech). Teraz, kiedy do obowiązków zawodowych dowalilem sobie jeszcze szkołę, robie tylko naprawdę duże zlecenia, które nie wymagają ode mnie pośpiechu. A i tak śpię po 4/5 godziny na dobę. Mam jednak ogromną satysfakcję z tego, że stworzyłem własną technikę, bo w szkole w Antwerpii to jest bardzo cenione. Jeden z profesorów uznał nawet, że mój styl jest wyjątkowy, a to dla mnie największa pochwała.

Z której ze swoich prac jesteś najbardziej dumny?

Nie wiem. Chyba nie ma takiej pracy, bo raczej dumny jestem z dużych projketów, które stworzyłem. Kiedy mieszkałem w Moskwie zrobiłem serię grafik, które zostały wykorzystane w wystroju moskiewskiego Time Out Bar-u. To była duża, ale bardzo spektakularna praca. Jestem dumny z mojej wystawy w Berlinie, ale też z małych obrazków, które robiłem specjalnie dla bliskich mi osób lub na indywidualne zamówienia. Jestem dumny ze współpracy i projektów dla firmy Czesiociuch, która robi odjazdowe dziecięce ubrania, a ja zrobiłem dla nich projekty nadruków na tkaniny. Jestem dumny z nadruków na koszulki firmy Polygon i koszulki Owsianki. Lubię serię portretów projektantów mody, które wyróżniono na wspomnianym wcześniej konkursie GrafEx. Właściwie lubię wszystkie moje prace, ale być może to największe „dzieło“ jeszcze przede mną.

Niedawno zostałes studentem Królewskiej akademii Sztuk Pięknych w Antwerpii, szkoły, która kojarzy się z genialnymi belgijskimi projektantami.

Akademia Królewska w Antwerpii była od czasu studiów, a może nawet wcześniej moim największym skrytym marzeniem. Nikomu o tym nie mówiłem, żeby nie zapeszyć, ale w końcu udało mi się i tu jestem. Kompletnie nie mam czasu na życie prywatne, bo 4 dni w tygodniu pracuję w dwóch sklepach, a 2 dni jestem w szkole na zajęciach. Ale niczego nie żałuję i jestem naprawdę szczęśliwy, że mogę tu być. Oczywiście fajnie byłoby mieć tyle oszczędności, albo mecenasa, żeby zamiast pracować w sklepach poświęcić więcej czasu na naukę, ale jest OK. Jeszcze panuję nad sytuacją i nie narzekam.

Portret projektantki Ann Demeulemeester / Kropki Kreski

Dlaczego Antwerpia? Wszyscy chcą studiować na londyńskim St. Martin’s College, albo w paryskim ESMOD-zie, a ty wybrałeś Antwerpię.

Dostałem się do dwóch uczelni artystycznych: La Cambre w Brukseli i do Królewskiej Akademii w Antwerpii. Do dwóch od razu na studia magisterskie. Wybrałem jednak Antwerpię, bo moim zdaniem to jedyne miejsce w Europie, które uczy kreowania i myślenia w zupełnie inny, czasem nawet niekomercyjny sposób. Ta szkoła otwiera studentów na bardzo wiele kierunków artystycznych. Ze względu na „ciężki rynek“ i konkurencję nie jest powiedziane, że kiedy ją skończę wciąż będę robił ilustracje, albo projektował nadruki, bo dotykam i uczę się wielu technik. Do tej pory na przykład nie miałem kompletnie doświadczenia związanego z fotografia, a tu okazało się, że jest ona elementem niektórych zajęć. Tak jak i sztuka video. To dla mnie zupełnie nowe terytoria i choć nieznane, bardzo mnie pociągają. Ta ilość bodźców z każdej strony, od każdego z profesorów, zmusza nas do tego, abyśmy myśleli w bardzo szerokim pojęciu nie zawężając się jedynie do projektowania, ilustracji czy fotografii. Tutaj uczę się, że „graphic design“ to nie tylko rysunek, ale odważne łączenie różnych technik. Wzornictwo przemysłowe, które skończyłem na wrocławskiej ASP bardzo mocno ukierunkowywało, tutaj jest odwrotnie, zmusza się nas do ciągłych poszukiwań własnych dróg. Jest to fantastyczne, bo jeśli wciąż będę chciał zajmować się ilustracją mądrzejszy o wiedzę z fotografii, video, typografii czy animacji będę mógł te elementy wykorzystywać w swoich pracach. Nie wiem czy tak się stanie, ale sama świadomość tej wiedzy daje poczucie jeszcze większej wolności wyrazu i ekspresji. Profesorowie antwerpskiej Akademii Królewskiej są naszymi przewodnikami, towarzyszami zmagań i bardzo bacznie nas obserwują pozwalając na naprawdę odważne eksperymenty. To ludzie, dla których sztuka i jej tworzenie jest prawdziwym sensem życia, entuzjaści i pasjonaci. Do każdego ze studentów podchodzą indywidualnie – mnie ukierunkowują na ilustrację i modę. Jeden z profesorów na przykład kupuje od wybranych studentów ich prace dyplomowe. Nie robi tego licząc na to, że kiedyś wzbogaci się na ich dziełach, ale po to, aby mieć w domu, na własność interesujące prace.

A czym chciałbyś się zająć po skończeniu Akademii w Antwerpii?

Coraz poważniej myślę o projektowaniu nadruków na tkaniny i oprawie graficznej pokazów mody. To w tej chwili najbardziej mnie interesuje. Chciałbym projektować coś co będzie docierało do szerokiego grona odbiorców i będzie funkcjonowało w życiu wielu ludzi. Nie interesuje mnie za bardzo elitarna moda dla wybranych i bogatych, albo taka, która jest niedostępną sztuką dla sztuki. Chcę widzieć jak moje projekty żyją noszone przez ludzi.

Chyba udało ci się to w przypadku współpracy z firmą Czesiociuch, dla której zaprojektowałeś tkaniny i nadruki na dziecięce koszulki.

Tak, uwielbiam z nimi pracować. Tym bardziej, że Czesiociuch nie boi się kontrowersyjnych tematów takich jak rasizm, rozwód, wykluczenie, homoseksualizm. Poproszono mnie o zilustrowanie tych tematow, a ilustracje już za chwilę znajdą się na koszulkach Czesiociucha. Nieczęsto zdarza się współpracować z tak otwartą i odważną marką więc tym bardziej im kibicuję i cieszę się, że mogę przyczynić się do ich popularności. Kiedy przypomnę sobie, że przez moją głupotę mogło nie dojść do tej współpracy, dziękuję losowi i uporowi Doroty Zielińskiej, projektantce Czesiociucha.

Nadruk Czesiciuch ROZWÓD / Kropki Kreski

Jak to?

Dorota odezwała się do mnie kiedy mieszkałem w Moskwie i zaproponowała współpracę przy projektowaniu tkanin dla firmy zajmującej się ciuchami dla dzieci. Jakoś nie czułem tego tematu, wyobrażałem sobie różowe i błękitne ubranka w misie i słoniki więc dosyć lakonicznie odpowiadałem na kolejne maile i zwlekałem z decyzją. W końcu zebrałem się na szczerość i napisałem, że się do tego nie nadaję, że trafili pod zły adres. W kilku zdaniach napisałem czym się zajmuję i dostałem odpowiedź, że tego właśnie szukają, że razem z Czesławem Mozilem nie chcą robić cukierkowych ubranek, ale ciuchy z ideologią i przesłaniem. Wszedłem w to.

Nie przeszkadza ci, że projektant tkanin, o ile sam nie jest projektantem mody, zawsze ukrywa się gdzieś w drugim rzędzie, albo za szyldem domu mody?

Zupełnie nie zwracam na to uwagi, bo dla mnie najfajniejsze jest to, kiedy widzę swoje projekty noszone przez ludzi na ulicy. Zdarzyło mi się coś takiego po tym jak zaprojektowałem nadruk na koszulkę Owsianki i jest to bardzo, bardzo miłe uczucie wynagradzające w pełni nieprzespane noce spędzone nad projektem i anonimowość.

A może zaprojektujesz swoją kolekcję ubrań?

Pomysł kiełkuje, ale do tego, żeby w pełni dojrzał minie jeszcze bardzo dużo czasu. Zaprojektowałem kilka rzeczy, które zostały wykonane pod moim okiem, ale to takie pionierskie, jednorazowe akcje. Nie wiem czy kiedyś coś z tego wyjdzie, bo jestem typem perfekcjonisty więc jeśli nie ja miałbym od początku do końca wykonać projekt, wykończyłbym się samym nadzorowaniem czyjejś pracy i poprawkami aż do uzyskania ideału (śmiech).

Polski rynek modowy wciąż się rozwija, przybywa projektantów, stylistów ilustratorów. Podoba ci się to co dzieje się w Polsce?

Muszę się przyznać, że przez ostatnie 2 lata kiedy mieszkałem w Moskwie miałem bardzo sporadyczny kontakt z polską modą. Rzeczywiście pracowałem dla kilku pism, wpadałem do Warszawy czy Wrocławia, ale jakoś bardziej zajmowało mnie nowe i nieznane, czyli to, co działo się w Rosji i na świecie. Sporo podróżowałem, poza tym sama Rosja to kraj o niebywałym wprost dziedzictwie kultury i fascynującej sztuce, również tej współczesnej.

Projekt wzoru tkaniny dla Czesiociuch

Teraz w Antwerpii skupiam się z kolei na tym co dzieje się tutaj, śledzę młodych twórców, uczę się. Jeśli chodzi o polskich artystów związanych z modą czy ilustracją modową to bardzo cenię i podziwiam to co robi Anna Halarewicz. Jestem pod wrażeniem zarówno jej warsztatu jak i... osobowości. Bardzo chciałbym zrealizować kiedyś z Anią wspólny projekt ilustracyjny. Chciałbym zrealizować jeszcze mnóstwo projektów z twórczymi artystami.

Tego właśnie ci życzyć w nowym roku?

Tak, dziękuję. I może jeszcze tego, żeby doba miała 30 godzin?

Tematy:

Nieprawidłowy email