Korpo intrygantka

Sztukę kamuflażu ma opanowaną do perfekcji. Doskonale zna wszystkie manipulacyjne sztuczki. Nic nie zauważyłaś? Czerwone światło zapala się zwykle zbyt późno - dopiero wtedy, gdy człowiek widzi, że jego notowania w firmie spadły, a za plecami przetacza się śniegowa kula. Ludzie dotychczas życzliwi stają się wrodzy, a o awansie można już tylko pomarzyć, bo dostała go ona – manipulantka-intrygantka. Oto historia jednej z nich - ku przestrodze!

ThinkStock

SPÓJRZ PRAWDZIE W OCZY

Zastanawiasz się, jak to możliwe, że osoba niekompetentna tak dobrze sobie radzi, a ciebie szef czepia się o wszystko, choć jeszcze kilka miesięcy temu chwalił. Zdumiewa cię, dlaczego ludzie w biurze patrzą na siebie wilkiem, i to ci sami, którzy witali się z uśmiechem. Nagle orientujesz się, że stoi za tym ona (płeć jest bez znaczenia, może być i on). Dociera do ciebie, że pod tym uśmiechem, pustymi oczami, ugrzecznionymi zwrotami podszytymi agresją, stoi intrygantka. Warto przyjrzeć się schematom jej działania, żeby następnym razem nie dać się uwieść, niczym niewinna licealistka na sztuczki stare, jak świat.

SZTUKA MANIPULACJI

W psychologii opisano je, jako strategie wywierania wpływu i manipulacji. Przed laty głośna była książka Roberta B. Cialdiniego pt. „Wywieranie wpływu na ludzi”, tyle, że chodziło w niej o sprzedaż produktów. Sprzedawanie własnej osoby, czyli to, jak się prezentujemy, po to, by inni nas kupili również ma swoje psychotechniki. Ludzie zorientowani na karierę, dążący po trupach do celu manipulują wywieranym wrażeniem w sposób bezwzględny - kłamią. Liczy się tylko cel, nie współpraca z ludźmi czy wartości, które dzięki niej powstają. Prawie każdy z nas poznał w życiu kogoś, kto wyłudził zaufanie, wykorzystał nas i poszedł dalej. Nie jest łatwo stawić jej czoło, bo to mistrz. Równi w walce są tylko jemu podobni. Ludzie ci są jak kameleony, które dopasowują się do środowiska, przyjmują poglądy, zadowalają wszystkich. Na chwilę. Szeroki uśmiech i pozorna życzliwość to barwy Zeliga, który swoim jadem zatruje atmosferę nawet w najbardziej zgranym zespole, bo tak działa proces grupowy.

STRATEGIA NR 1 - ZAOPIEKUJ SIĘ MNĄ

Jagna trafiła do redakcji branżowej gazety – jak to się mówi – z ulicy. Wyłonili ją z setek CV, bo w liście motywacyjnym zadeklarowała, że przyjmie pracę, za niskie wynagrodzenie, ponieważ chce być w profesjonalnym zespole. Ta sprytna 35-latka nigdy nie napisała niczego poza wypracowaniem w liceum. Na koncie miała jedynie niedokończone studia dziennikarskie i doświadczenie w byciu sekretarką. Podobno zajmowała się PR-em. Już pierwszego dnia pracy w firmie Jagna upatrzyła sobie osobę, która wprowadzi ją do zespołu – Damiana. Spokojny i lubiany przez wszystkich trzydziestolatek podzielił się z nią bazą danych, wprowadził w sprawy redakcji, poznał z gronem ekspertów współpracujących z gazetą. No i zarekomendował zespołowi, że „jest spoko”. Kolejnym krokiem Jagny było przekonanie pozostałych dziennikarzy, że warto jej pomagać i wspierać, bo ma w życiu pod górkę. Opowiadała wszystkim, że została sama z dzieckiem i kredytem. Wypracowała sobie strategię „zaopiekuj się mną”, bo historie, które opowiadała o własnym życiu świadczyły o tym, że jest uczciwą i samodzielną kobietą. Bywało, że już po kilku minutach rozmowy zwierzała się, że mąż nie płaci alimentów i nawet na rodziców nie może liczyć, bo to alkoholicy wyzbyci z uczuć. Każdy czuł się wyróżniony tym wyznaniem, poruszony, chętny do pomocy. I o to chodziło! Bonusem do wyznań było mówienie ludziom tego, co chcieli usłyszeć. Brzydkiej koleżance powiedziała, że jest ładna, źle ubranej, że ma gust, rozwodzącej się, że faceci to bydlaki… itp. itd. Jeśli ktoś opowiada intymne historie nie zważając czy jest między nim a rozmówcą jakaś więź, zaufanie, najczęściej manipuluje. Chce współczucia, litości, sympatii, zobowiązuje do wzajemności. Niewiele to warte a w swojej szczerości łatwo się dać nabrać.

STRATEGIA NR 2 - W KONFLIKCIE SIŁA

Jeden z grafików dowiedział się od Jagny, że koleżanka z zespołu źle ocenia jego pracę i obgaduje go w palarni. Niestety zamiast to z nią skonfrontować postanowił robić jej na złość, przekonał dwie inne osoby, żeby go wsparły. W redakcji zaczęły się spięcia. Jagna zadeklarowała redakcyjnej koleżance pomoc i powiedziała, że napisze tekst za nią, żeby mogła załatwić sprawy w urzędzie i przyjść trzy godziny później do biura. Gdy ta przystała na propozycję Jagna poszła do szefa i poskarżyła się, ze koleżanka zostawiła ją z artykułem samą, choć miały to zrobić we dwie. I tak na każdym kroku… Jagna czuła się w swoim żywiole – pociągała za sznurki. Ludzie wpadali w to jak muchy w sieć, bo zamiast zareagować konfrontacją, sprawdzić czy to, co mówi nowa, to prawda, pozwalali się oszukiwać i dawali sobą manipulować. Problem w tym, że tego wszystkiego, co robiła nie dało się już ogarnąć. Naczelnego też miała po swojej stronie.

STRATEGIA NR 3 - JESTEM TWOIM ŻOŁNIERZEM, SZEFIE

Jagna często zostawała w pracy do późna, ale zawsze o swoim poświęceniu opowiadała szefowi. Przy okazji nadmieniała, że inni się migają, załatwiają w pracy prywatne sprawy, późno przychodzą, wcześniej wychodzą. Przekonywała go też, że swoim „trzeźwym okiem” osoby będącej w branży od niedawna zauważyła, że pracę dwóch osób może wykonać jedna. Potrafiła podkreślić w gazecie literówki i błędy swoich kolegów zanosząc je naczelnemu na biurko. Wszystko to robiła oczywiście… w trosce o pismo. Siedząc w jego gabinecie zawsze dawała mu do zrozumienia, że jest jego „żołnierzem”, że zrobi, co on karze, że jest głupsza od niego i – w domyśle – na pewno mu nigdy nie zagrozi.

To, co robiła jest czystą psychomanipulacją. Udawanie głupszej to technika zwana autodeprecjacją. Relacjonowanie tego, co się w biurze dzieje z podkreśleniem własnego wkładu to autofaworyzacja. Jagna miała kontrolę nad wszystkim, co robiła. Zarządzała wywieranym przez siebie wrażeniem jak sprawny menedżer korporacją, choć tak naprawdę poza wrażeniem niczym zarządzać nie umiała. Wyjaskrawiała niekorzystne cechy innych, wybielała siebie, przypisywała sobie zachowania i poglądy mile przez szefa widziane. W ten sposób już po kilku miesiącach stała się jego najbardziej zaufanym człowiekiem, choć nie kochanką, bo w tej grze, o co innego chodziło. Równie sprawnie zmanipulowałaby kobietę. Zespół zorientował się, że Jagna ich kosztem rozgrywa swoje potyczki, dopiero, gdy naczelny wzywał ją do siebie przed podjęciem ważnych decyzji.

STRATEGIA NR 4 - POZBYĆ SIĘ TYCH, KTÓRYM COŚ SIĘ ZAWDZIĘCZA

Po półtora roku pracy Jagny, wspierający ją od początku Damian, podobnie, jak trzy inne osoby w zespole, dowiedział się, że może świadczyć usługi firmie już tylko, jako freelancer. Pracę stracił też Darek, wice-szef. Okazało się, że Jagna awansuje omijając dwa stanowiska w hierarchii firmy i to ona zostaje zastępcą naczelnego. W redakcji zaczęło się piekło. Luz i życzliwość, które nikomu nie przeszkadzały dobrze pracować przeszły do historii. Pozbawiona kompetencji dziennikarskich Jagna musiała się czymś wykazać. Była to kontrola. Zwykle spełniają się w niej ludzie niemający wiele do zaoferowania, jako fachowcy. Jagna pilnowała wejść i wyjść pracowników, a największą zbrodnią stawały się najmniej istotne w pracy detale, do których przywiązywała wagę, nie mając pojęcia o meritum.

U zwolnionego Damiana, który ją wszystkiego nauczył, nie zamawiała tekstów. Powiedziała mu, że nie spełnia oczekiwań firmy. Nie chciała mieć na pokładzie świadka swojej niekompetencji. To częste u ludzi, którzy osiągają sukcesy tylko dzięki manipulacji. Wdzięczność nie wchodziła w rachubę, bo nią człowiek przyznaje się do słabości, a u takich ludzi, jak Jagna słabość jest tylko zmiękczeniem przeciwnika.

Jagna była na etapie tworzenia własnej legendy, której głównym wątkiem było „do wszystkiego doszłam sama”, „jestem dobra, więc mi się awans należał”. Najsurowiej traktowała najżyczliwszych. Karała ich za to, że uczestniczyli w spektaklu jej marnych początków, no i poznali jak zły szeląg. Powoli wymieniała zespół za przyzwoleniem ślepego na jej gierki szefa.

Jak to możliwe, że inteligentny człowiek niczego nie zauważył? Psychologowie, którzy zajmują się manipulacją, mówią, że ludzie, którym prawi się komplementy i bombarduje tzw. pozytywnymi emocjami tracą czujność. Zaczynają pod wpływem osoby manipulującej patrzeć jej oczami. Wyłapują informacje zgodne z narracją manipulantki, ignorują pozostałe. Tymi samymi kartami Jagna zagrała piętro wyżej. Rok później w wyniku roszad i oszczędności w firmie zwolniono naczelnego, a nowym szefem została właśnie ona. Do tego czasu zespół był już wymieniony a sprzedaż zaczęła znacznie spadać, ale wiadomo, na kryzys nie ma mocnych… Ta z kolei strategia nazywana jest usuwaniem się z cienia porażki, dlatego Jagna załatwiła sobie szybko pracę naczelnej w jednym z tytułów w potężnej korporacji. Przeszła tam deklarując swoją fachowość i wieloletnie doświadczenie.

Tematy:

Nieprawidłowy email