Kobieta, która ubiera Amerykę

Najnowsza ikona stylu - Jenna Lyons, szefowa firmy J. Crew. Lubiąca ekscentryczne stylizacje, nie stroni też od kontrowersji w prywatnym życiu. Lubi życie, rodzinę, byłego męża, wielkich przyjaciół i nową dziewczynę.

Zdjęcia vuMag BlueServices

Nie sposób nie zauważyć Jenny Lyons. Wysoka, szczupła, zwykle ubrana dość ekscentrycznie i z charakterystycznymi kujonkami na nosie, 44-letnia dyrektor kreatywna firmy J.Crew była jedną z bardziej rozpoznawalnych osób na przyjęciach, wybiegach i czerwonych dywanach w 2012 roku.

W maju 2012 podczas gali Costume Institute, pojawiła się w dżinsowej kurteczce i wieczorowej spódnicy z jedwabiu w krzykliwym różu, ulubionym kolorze Elsy Schiaparelli. Podczas Fashion Week tańczyła na imprezie Alexandra Wanga w bluzce rozpiętej do samego bieguna południowego. Na listopadowej gali CFDA/Vogue Fashion Fund zaprezentowała się w srebrnym topie i pasujących do niego spodniach w tureckie wzory, przypominających męską piżamę z lat 50. Kilka dni później, 12 listopada, otrzymała tytuł Kobiety Roku magazynu ”Glamour”.

Zdjęcia vuMag BlueServices

Stojąc na scenie Carnegie Hall, w prostej męskiej koszuli, obcisłych czarnych spodniach i barokowych kolczykach Bulgari ze szmaragdów i brylantów, Lyons odebrała z rąk Lauren Hutton nagrodę CFDA, czyli Fundacji Amerykańskich Projektantów, po czym podzieliła się poruszającym wspomnieniem swojej życiowej drogi od nastolatki o bocianich nogach po łabędzia świata mody. – Wiem, jak to jest, gdy kobieta nie czuje się piękna – powiedziała, zwracając się m.in. do setek młodych dziewczyn zaproszonych na uroczystość przez czasopismo. – Dobrze pamiętam to uczucie.

To nie był jedyny ważny moment tego wystąpienia. Lyons wygłosiła słowa, na które czekał cały świat mody, od wielu miesięcy plotkujący o jej prywatnym życiu. Podziękowała swojemu synowi, szefowi, a potem, patrząc w oczy atrakcyjnej młodej kobiety siedzącej na widowni, dodała: - Dziękuję Courtney, która pokazała mi nową miłość.

Podobnie jak w przypadku Jodie Foster, która dokonała coming outu podczas wręczenia Złotych Globów, Lyons w swoim wystąpieniu publicznie przyznała się do związku z Courtney Crangi, z którą spotyka się od separacji z mężem, Vincentem Mazeau. Para rozstała się pod koniec 2011 roku po dziewięciu latach związku. Nowy romans szeroko komentowały ”The New York Post”, ”People” i cały zastęp blogerów modowych. Lyons milczała, aż do listopadowego wieczora.

“Coming out Jenny Lyons?”, zastanawiał się następnego dnia ”The Huffington Post”. “Czy guru stylu J. Crew, Jenna Lyons, wyszła z szafy?”, pytał serwis ”Jezebel”. “Jenna Lyons dziękuje synowi i swojej partnerce”, informował portal ”Fashionista”.

Zainteresowanie portali plotkarskich rzadko bywa powodem do radości, nie da się jednak zaprzeczyć, że status celebrytki okazuje się korzystny dla samej Lyons i dla J.Crew – media cytują jej wypowiedzi, gdy Michelle Obama pojawia się publicznie w kreacjach J.Crew, jej twarz zdobi popularną kolumnę ”Jenna’s Pick” w katalogu i na stronie internetowej J.Crew. Firma ma pełną świadomość, że Lyons uchodzi za ikonę stylu. Podczas jesiennego pokazu wszystkie modelki na wybiegu nosiły okulary takiej jak ona, a w ramach żartu w katalogu zamieszczono zdjęcie Lyons malującej swemu sześcioletniemu synowi paznokcie u stóp na różowo.

Wraz ze sławą przyszło zainteresowanie paparazzi, na które Lyons nie była przygotowana. Kolumna ”Page Six” ze szczegółami opisywała rozstanie z mężem i sprzedaż domu przy Park Slope, a komentator Fox News ogłosił, że malowanie dziecku paznokci to ”atak na męskość”. “Teraz może cię to bawi, Jenna”, pisał na stronie Fox Keith Ablow, “ale lepiej już zacznij odkładać na psychoterapię dla dzieciaka”.

Lyons przyznaje, że nie jest obojętna na rozkosze sławy. - Czy lubię to zainteresowanie? – mówiła podczas naszej rozmowy w restauracji w TriBeCa na dolnym Manhattanie, gdzie obecnie mieszka. – Narcyz we mnie krzyczy: ”Tak”. Szczerze mówiąc, nie ma nic przyjemniejszego, niż gdy ludzie mnie rozpoznają i mówią, że uwielbiają J.Crew.

Zdjęcia vuMag BlueServices

Wścibstwo mediów bywa jednak męczące. – To był trudny rok – przyznaje oschle. – Byłam w szoku z powodu poziomu zainteresowania moimi prywatnymi sprawami. Życie przed obiektywami paparazzi wydaje coraz bardziej nie do zniesienia. Prawie nie zdejmuję okularów przeciwsłonecznych. Niestety, mam ponad 180 cm wzrostu.

Millard S. Drexler, dyrektor J.Crew i mentor Lyons, uważa, że w wyzwaniach, przed jakimi staje Lyons, jest pewien potencjał. – Ma za sobą okres, nazwijmy to... nieco skandaliczny – powiedział. - Moim zdaniem te kłopoty dodały jej tylko uroku, bo w końcu kto w dzisiejszym świecie nie ma problemów? Na moich oczach, dzięki osobistemu cierpieniu nabrała pewności siebie, wiary we własną atrakcyjność. Nie zatrudniła specjalistów od PR, żeby zatuszowali skandal. Poradziła sobie sama i zrobiła to z godnością.

W grudniu minęło 22 lata, odkąd Jenna Lyons zaczęła pracować dla J.Crew – spędziła tu dokładnie połowę życia. Zaczynała jako projektantka w dziale męskim i w ciągu dwóch dekad wspięła się na sam szczyt. Dziś jako prezeska firmy nadzoruje wszystko: od projektów ubrań po wygląd sklepów, katalog i stronę internetową. Zdaniem niektórych Lyons jest współczesną wersją Toma Forda, który dwie dekady temu przywrócił świetność innej podupadającej marce, Gucci.

Lyons pod wieloma względami przypomina Toma Forda: jest elokwentna, inteligentna, charyzmatyczna, nieco apodyktyczna i bardzo utalentowana. Lecz jest też jego przeciwieństwem. Ford, były model, sławę przyjmował z obojętnością i pewnością siebie prawdziwego macho. Lyons przeciwnie, stąpa twardo po ziemi, jest przystępna i niemal komicznie skromna. Podczas gdy Ford pedantycznie dbał o swój medialny wizerunek, ona wydaje się nie zwracać uwagi na to, w jaki sposób się ją pokazuje. Lubi ryzykowne połączenia, choć nosi prawie wyłącznie ciuchy J.Crew. Moda to dla niej zabawa. Popełnia błędy i śmieje się z siebie.

Zdjęcia vuMag BlueServices

- Jenna to niezwykle inteligentna kobieta – mówi Mark Holgate z ”Vogue”, który współpracował z nią w CFDA/Vogue Fashion Fund. – Wszystko co robi wydaje się takie naturalne i niewymuszone. Ma w sobie jakąś delikatność i otwartość, co rzadkie u projektantów jej pokroju.

Stwierdzenie, że można uznać ją zarówno za osobę ze świata mody, jak i outsiderkę, Lyons kwituje drwiącym uśmiechem. – Jestem zdecydowanie outsiderką – zapewnia. – Nie należę do świata mody i to jest OK. Bywają chwile, kiedy żyję branżą, ale na pewno nie odczuwam takiego ciśnienia jak w młodości, by być w tym klubie. Nie jestem ”cool” i wcale mi to nie przeszkadza.

Lyons dorastała w Palos Verdes w Kalifornii, na południe od Los Angeles. Nie była jednak jedną z Barbie z plaży Malibu. Wyróżniał ją nie tylko wysoki wzrost, ale też zespół Blocha-Sulzbergera, choroba genetyczna objawiająca się zmianami skórnymi i wadami uzębienia (nie ukrywa, że do dziś nosi protezy).

W siódmej klasie, na lekcjach zarządzania budżetem domowym, nauczyła się szyć. Okazało się, że ma do tego smykałkę. Jej kreacje podobały się najbardziej popularnym dziewczynom w szkole. Styl stał się nie tylko jej bronią – dodał jej klasy. Wiele osób wolałoby wyprzeć z pamięci przeszłość brzydkiego kaczątka, Lyons z powodzeniem wykorzystuje to doświadczenie kreując swój wizerunek. Opiera na nim swoją pracę, a nawet filozofię J.Crew.

Choć nie uważa się za przedstawicielkę świata mody, niedawno została zaproszona do 10-osobowego jury, wybierającego zwycięzców CFDA/Vogue Fashion Fund – obok Anny Wintour i Diane von Furstenberg. Zasiada też w zarządzie CFDA.

Zdjęcia vuMag BlueServices

Choć ostatni rok zapewnił jej miejsce na liście ”kontrowersyjnych ale niezwykle utalentowanych”, obok Marka Jacobsa, Calvina Kleina i Halstona, Lyons wolałaby, żeby rozgłos wokół jej osoby nieco ucichł. Patologiczna skromność nakazuje jej odrzucać porównania do innych projektantów. Jeśli miałaby wskazać jakąś modową bratnią duszę, byłaby nią Claire McCardell, amerykańska projektantka z połowy XX wieku, która inspirowała się modą europejską i w uproszczonej formie przybliżała ją Amerykankom.

Owszem, w Carnegie Hall podczas gali ”Glamour”, podziękowała Crangi, ale jak zapewnia, nie miała zamiaru wywoływać takiego poruszenia. Po prostu czuła, że pora powiedzieć światu o nowym związku.

Jako osoba, która długo pracowała na uznanie, na ubiegłoroczne zawirowania potrafi patrzeć z perspektywy swoich doświadczeń. – Gdy byłam młoda, ludzie oceniali mnie za rzeczy, na które nie miałam żadnego wpływu. To było dla mnie szalenie trudne, dlatego dziś jestem otwarta na ludzi, którzy robią to, na co mają ochotę - mówi. – Wciąż mnie to zaskakuje. Dziwnie jest obudzić się w wieku lat 44, spojrzeć na bliską osobę i pomyśleć: ”Hm, nie tego się spodziewałam”. Miłość polega na czymś innym. Pogodziłam się z tym.

Tematy:

Nieprawidłowy email