Dajcie kobiecie dobry biustonosz

Dobry stanik może kobiecie uratować życie – mówi Izabela Sakutova. Dzięki jej akcji przez cały październik w 120 sklepach na terenach całej Polski brafitterki marki Panache będą nie tylko pomagały klientkom dobrać właściwy rozmiar biustonosza, ale i uczyły je samobadania piersi.

Foto: Materiały prasowe

Izabela Sakutova od 11 lat prowadzi firmę So Chic, która jest wyłącznym przedstawicielem w Polsce brytyjskiej marki bieliźnianej Panache, specjalizującej się w pełnej gamie biustonoszy, nawet bardzo pokaźnych rozmiarów. Efektowna, filigranowa blondynka z dużym biustem, zanim została ekspertem od brafittingu i dyrektor marketingu, zdążyła się przekonać na własnej skórze, że piersi mogą być dla kobiety powodem dumy lub kłopotów.

Naprawdę biustonosz zmienił pani życie?

Tak, dosłownie. Już jako nastolatka miałam rozmiar 60 G. A właściwie, nawet nie wiedziałam dokładnie, jaki mam rozmiar, bo nie było wtedy w Polsce takiej bielizny. Były olbrzymie staniki-namioty, z których duże piersi wyskakiwały przy każdym kroku. W liceum non stop miałam zwolnienie z lekcji WF-u: miałam obsesję, że wszyscy, łącznie z nauczycielem, gapią się na mój podskakujący biust. Potwornie się wstydziłam. Myślałam o operacji zmniejszenia piersi, zaczęłam zbierać pieniądze...

Jak bohaterka filmu „American Beauty”! A kobiety z małym biustem bardzo wam zazdroszczą…

Większość kobiet o dużym biuście myśli, przynajmniej w młodości, o operacji plastycznej. Powstrzymuje je głównie to, że jest ona znacznie trudniejsza, bardziej skomplikowana i kosztowniejsza niż popularne powiększanie piersi. Ja zrezygnowałam z tego pomysłu, bo wyjechałam do pracy do Anglii, żeby zarobić na dalsze studia, poznałam markę Panache i… skończyły się moje kłopoty.

A zaczęły radości?

No, nie od razu. Ja oszalałam na punkcie ich biustonoszy: wreszcie duża numeracja, świetny krój, mnóstwo wzorów. Przekonałam firmę, że powinnam być ich przedstawicielką w Polsce, wzięłam do pomocy moją mamę, która akurat straciła pracę i ruszyłyśmy. Ale sklepy wcale nie były chętne do współpracy z nami…

Dlaczego?

Bo wszystko było dla nich za duże: zbyt duża numeracja, za dużo fasonów, kolorów, wzorów. Wszyscy mówili do mnie: cooo? Miseczki od D do J? Na co to komu? Największy rozmiar mamy D i jest dobrze… A jeszcze te z siateczki, te koronkowe, te w kwiatki – kto to wszystko będzie kupował?

I kto to kupił? Jak się przebiliście na rynku?

Pomogło mi bardzo lobby biuściastych.

Jest w Polsce takie lobby? W sejmie?

W internecie. Jest portal o tej nazwie, gdzie dziewczyny wymieniały się informacjami, radami, adresami sklepów. Panache to było coś dla nich, zachwyciły się tak samo jak ja. W Anglii nie mogli się nadziwić, że zamawiam do Polski najmodniejsze kolekcje, tzw. linie fashion. Uważali, że powinnam zaczynać od klasyki, podstawowych modeli. A ja doskonale rozumiałam moje klientki, bo sama miałam takie same odczucia. Gdy człowiek był latami skazany na dwa podstawowe kolory, czarny lub biały i musiał się cieszyć, że w ogóle udało mu się kupić stanik w swoim rozmiarze, a tu nagle mógł przebierać we wzorach i kolorach, to chciał mieć najpiękniejsze, najbardziej szalone modele. Do tej pory często jest tak, że nasze klientki wychodzą ze sklepu z dwoma biustonoszami. Bo kupują  ten, po który przyszły, praktyczny – beżowy, czarny albo sportowy – a potem drugi, który je zachwycił. Już dla czystej przyjemności.

Ale numerację faktycznie macie jakąś dużą: wystarczyła jedna porada waszej brafitterki i już mam biust większy o 2 numery!

No proszę! I to bez płacenia za operację plastyczną! Żarty żartami, ale to nie jest zabawne: nadal 90 % kobiet w Polsce nosi źle dobrane staniki! Przeważnie za luźne w pasie biustonosza, a za małe w miseczce. To już nie jest kwestia wyglądu, mimo że na dobrze dobranym biustonoszu od razu lepiej leży każda bluzka czy sukienka. Ani nawet wygody – to jest po prostu szkodliwe dla zdrowia. Nie podtrzymywane właściwie piersi, uciskane przez kilka godzin dziennie, szybciej wiotczeją, starzeją się. Może degenerować się ich tkanka.

To dlatego Panache organizuje przez cały październik akcję „oddaj stanik do reCYClingu”?

Robimy to już po raz drugi, a po raz czwarty organizujemy ogólnopolską  kampanię „Dotykam = wygrywam” propagującą walkę z rakiem piersi, który jest u kobiet najczęstszym nowotworem. W ramach naszej akcji „re-CYC-lingowej” wysłużone, albo po prostu niewygodne i źle dobrane biustonosze można do końca października wrzucać do kosza jednego ze 120 sklepów na terenie całej Polski, których adresy są na www.dotykamwygrywam.pl. A w zamian dostać bon towarowy Panache na 20 złotych i skorzystać z usług naszych brafitterek, które rozdają też specjalne zawieszki z instruktażem, jak wykonywać samobadanie piersi. Inaugurację naszej akcji przeprowadziliśmy w Centrum Onkologii w Warszawie. Kampanię wspiera kilkanaście znanych pań: m.in. Aleksandra Klisio, Daria Widawska, Krystyna Kofta, Katarzyna Cichopek-Hakiel, Beata Sadowska, Anna Popek.

Co się dzieje z tymi starymi biustonoszami?

Nasz partner, firma budowlana Leier, odkupi wszystkie zebrane egzemplarze i wykorzysta je jako źródło energii przy produkcji swoich wyrobów, a pieniądze z tego re-CYC-lingu zasilą fundusz walki z rakiem PARS-u (organizacji: Polskie Amazonki Ruch Społeczny).

Czyli po prostu spalą je?

Po prostu. Leier produkuje materiały do budowy domów: wrzucą je do pieca, w którym wypalane są cegły. Rok temu szukaliśmy partnera do tej akcji i wszystkie firmy, do których się zwracaliśmy, odmawiały nam, tłumacząc, że nie potrzebują takiej promocji. Dopiero pan dyrektor Leiera powiedział, że nie szkodzi, że działają w zupełnie innej branży, bo chodzi o wsparcie słusznej sprawy i nie zostawią nas bez pomocy. Bardzo mnie to ujęło.

Jak zmieniła się pani firma przez te 11 lat? Nadal pracuje pani z mamą?

Mama niestety, już nie żyje. Zmarła kilka lat temu na tumor mózgu. Była bardzo ze mnie dumna, już na szpitalnym łóżku czytała na głos pierwsze artykuły, jakie ukazywały się o mojej pracy w prasie kobiecej. I do końca uczyła wszystkie kobiety wokół siebie, jak prawidłowo dobierać biustonosz!

Nadal mieszkam i pracuję w moim rodzinnym Malborku, w prowadzeniu firmy pomaga mi teraz mąż, który z zawodu jest finansistą. Poznałam go jeszcze wcześniej niż staniki Panache, właśnie podczas tego wyjazdu na studiach do Londynu. Mamy bliźniaki, synka i córeczkę. Współpracujemy z coraz większą ilością sklepów, rozwijamy działalność społeczną, edukacyjną. Marilyn Monroe powiedziała „dajcie dziewczynie dobre buty, a podbije świat”, a ja mam swoje hasło – „dajcie kobiecie dobry stanik, a pokaże, na co ją stać!”

Foto: Materiały prasowe Panache

Tematy:

Nieprawidłowy email