Julia Pleynes - księżna z duszą vintage

Od roku polska księżna, żona księcia Aleksandra Lubomirskiego i właścicielka sukni, która kilkadziesiąt lat temu należała do Maty Hari. Od zawsze fanka mody sprzed lat. Od kilku lat właścicielka butiku z luksusowymi ubraniami vintage w Genevie. O swojej wielkiej pasji, podróżach w stylu vintage i inwestowaniu w modę oraz o tajemnicach ubrań sprzed lat opowiada tylko VU MAG.

Julia

Z Aleksandrem Lubomirskim i Julią Pleynes spotykam się w jednym z warszawskich hoteli. Jestem pełna obaw (w końcu to książęca para!). Zdenerwowanie szybko mija. Są radośni, otwarci, magiczni, trochę jak z bajki... Po kilku minutach rozmowy nie mam wątpliwości, że to będzie piękna, długa rozmowa.

VU MAG - Aleksandra Nagel: Wiele Polek zanim założy jakąś piękną wieczorową suknię, sto razy zastanawia się, czy któraś z jej przyjaciółek nie powie jej potem: Ale się wystroiłaś!

Julia Pleynes: W takim wypadku trzeba zmienić przyjaciółkę! (śmiech) Co w tym złego? Ważne, aby to ubranie pasowało do Ciebie! Przestań myśleć, że coś nie wypada! Ja czasami nawet od rana noszę ubrania, które z pozoru pasowałyby tylko na eleganckie koktajlowe przyjęcie. To kwestia zachowania, postawy, zaakceptowania siebie. Mieć swój styl to również czuć się swobodnie.

Aleksander Lubomirski: Mogę to potwierdzić! Czasami idziemy tylko na lunch a moja żona jest bardzo elegancka w prześlicznej sukience i cudownych butach.

JP: Ważne, abyś Ty czuła się w tym dobrze i ważne, aby samemu tworzyć sobie okazje do noszenia eleganckich strojów. Chciałabym też, aby kobiety przestały się wstydzić tego, co mają w szafie… i nosiły rzeczy które lubią, kiedy mają na to ochotę.

AN: Z drugiej strony coraz częściej nawet na wielkich balach i premierach teatralnych pojawiają się minimalistyczne koktajlowe sukienki…

JP: To wielka szkoda, bo noszenie wieczorowych sukni to ogromna przyjemność! To również forma klasy i forma szacunku wobec organizatorów i gości wydarzenia. Strój musi być dopasowany do sytuacji aby uczcić wydarzenie jak należy.

My korzystamy z każdej okazji, aby się wystroić, ale chcemy mieć ich jeszcze więcej, mamy więc w planach ich organizację. Chcemy zaprosić ludzi z zagranicy i pokazać im kawałek Polski. Ten kraj jest tego warty: tyle rzeczy jest tu do zrobienia.

Podróże Julii Pleines i Aleksandra Lubomirskiego - zdjęcia prywatne

AN: Czy Ty, kobieta, która kocha ubrania vintage, masz jakąś misję? Czy może ta misja dotyczy również Polski?

JP: To bardzo trudno pytanie! Skupiam się na mojej pracy. Moim celem jest zaproponować każdej kobiecie ubrania które wybieram bardzo starannie, które mi się podobają (które uważam za piękne) i które są dobrej jakości. Ubrania, które ona będzie mogła zatrzymać na bardzo długo i być może przekazać w spadku swoim dzieciom. To są ubrania, które na rynku vintage mają dużą wartość i których cena ciągle idzie w górę. To chciałabym robić. Mówisz o misji. Nie, nie mam do tego żadnych roszczeń, ale mam marzenie: stworzyć wirtualne muzeum dostępne dla wszystkich i być może nawet prawdziwe muzeum w Polsce. Dzięki mojemu mężowi i przez moją pracę mam ochotę zacieśnić mój związek z Polską.

AN: Dlaczego właśnie tutaj?

JP: Na świecie istnieją już takie miejsca, a w Polsce chyba wciąż nie ma żadnego. Przynajmniej ja o nim nie słyszałam. Szukam odpowiedniego miasta, chciałabym, aby miało jakąś przeszłość związaną z przemysłem tekstylnym…

AN: Myślisz o Łodzi?

JP: Raczej nie, myślimy bardziej o Warszawie – ze względu na to, że sporo się tu dzieje. W grę wchodzi również Kraków, bo stamtąd pochodzi rodzina mojego męża, i wielu ludzi ostatnio odwiedza to miasto. Uwielbiam powroty do Krakowa. Za każdym razem poznaję to miasto trochę lepiej. Piękne miejsce, z wielowiekową historią, pasuje do muzeum vintage.

AN: Czy w Twoim butiku są ubrania dla mężczyzn?

JP: Nie, aczkolwiek coraz więcej mężczyzn pyta mnie o to. Czasami o tym myślę, ale brak miejsca w butiku, na razie, nie pozwala mi na to. Trzeba pamiętać też, że mężczyźni zawsze bardzo długo noszą ubrania, zużywają je do samego końca, aż do momentu kiedy niemal się rozpadną. Więc trudno znaleźć męskie ubrania vintage w dobrym stanie. Zachowania konsumpcyjne kobiet i mężczyzn różnią się bardzo.

AN: Znam to doskonale. Tak to już z mężczyznami jest… Patrzę na Was i widzę ludzi, którzy mogą wnieść coś bardzo ciekawego do polskiej rzeczywistości. Myślę tutaj o takiej Kate Middleton, której styl naśladują ludzie na całym świecie. W Polsce księżna Cambridge też jest bardzo popularna. Czy myśleliście o sobie w takich kategoriach?

JP: Kate Middleton należy do rodziny królewskiej i będzie kiedyś Królową Wielkiej Brytanii, a więc porównywanie mnie do przyszłej królowej jest chyba przesadzone (śmiech). Na razie trudno mi sobie to wszystko wyobrazić. Chcę nauczyć się polskiego, ale jest to bardzo trudne. Chodzi Ci o to, czy mogłabym pokazywać ludziom swoje stylizacje?

Aleksander Lubomirski i Julia Pleynes w Pekinie

AN: Uważam, że mogłabyś być taką naszą Kate Middleton. To byłoby naprawdę super!

JP: Obiecuje że postaram się jak najlepiej! (śmiech). Jeśli Polacy będą kiedyś chcieli korzystać z moich rad, czy pomysłów, będę zaszczycona, ale nigdy sama nie będę o to zabiegać. Oczywiście być źródłem inspiracji to cudowne i sprawia dużą przyjemność! Jedno jest pewne: zostanę wierna vintage ponieważ zawsze mam na sobie coś z minionej epoki. Z czasem i doświadczeniem, jeżeli wiesz kim jesteś, co lubisz i gdzie zmierzasz, nie musisz nikogo naśladować i sama będziesz wiedzieć, jak powinnaś wyglądać. Tę indywidualność trzeba odnaleźć w sobie, a nie na blogu czy w butiku Chanel.

AN: Co myślisz o polskiej modzie?

JP: Nie znam polskich projektantów, ale znam polską ulicę. Czasami zaglądam na serwis lookbook.nu, gdzie ludzie z całego świata prezentują swoje stylizacje. Widzę tam wielu Polaków. Oni są bardzo kreatywni i pełni fantazji. Miksują bardzo ciekawie różne style, różne ubrania – z sieciowych sklepów i te vintage. Bardzo lubię na to patrzeć. Cieszy mnie, że są kolejnym dowodem na to, że nie trzeba mieć dużo pieniędzy, żeby mieć styl! Karl Lagerfeld też tak myśli!

Naprawdę macie tu dużo talentów i jesteście bardzo pozytywnymi i dynamicznymi ludźmi. Ta wasza energia! W Genewie ludzie myślą ze trzeba nosić najnowsze trendy żeby być modnym! Niestety to staje się tylko smutnym uniformem. Pewnego dnia, zaproszona na kolacje, przeżyłam szok widząc, że wszystkie kobiety miały taką samą torebkę!

AN: Jak dużo ubrań masz w swojej szafie? Może Aleksander odpowie na to pytanie…

AL: Musiałem zrezygnować z mojej części szafy, aby pomieściło się to wszystko (śmiech). Tak naprawdę Julia ma kilka szaf. Jedna jest w naszym domu, druga w Genewie, trzecia w butiku.

JP: Już od dawna przestałam liczyć! Ubrania są wszędzie! Z przyjemnością zawiozę wkrótce trochę ładnych rzeczy do Polski.

AN: Podróżujecie po całym świecie. Gdzie można kupić najwięcej ciekawych, drogocennych ubrań? Czy takim miejscem jest Paryż?

JP: To zależy od sytuacji, od szczęścia. Nie ma takiego jednego miejsca, gdzie zawsze znajduję coś ciekawego.

AN: Czy znalazłaś coś ciekawego w Polsce?

JP: Na razie nie. Nie znam jeszcze wystarczająco Polski. Nie wiem czy są takie miejsca, gdzie mogłabym kupić rzeczy, które mnie interesują. Do tej pory nie miałam na to zbyt dużo czasu. Nie wiem, czy ktoś w Polsce przechowywał ubrania swojej rodziny. Czy coś zostało po wojnie, czy nie zostało spalone, zniszczone… Może znajdę coś w górach. W miejscach, które nie były tak zniszczone w czasie wojny jak Warszawa…

Suknie z butiku Julii Pleines
Suknie z butiku Julii Pleines
Suknie z butiku Julii Pleines
Suknie z butiku Julii Pleines

AN: Rozumiem, że interesują Ciebie również ubrania ludowe, nie tylko wielka moda haute couture?

JP: Tak, bardzo. Kocham nie metkę, ale pracę, którą ktoś włożył w wykonanie tego ubrania. Poza tym te ubrania mają niesamowite kolory, a ja kocham kolory!

AN: Znów jesteś pod prąd. Kolory nie są ostatnio zbyt popularne, szczególnie w Polsce. Bardzo często wybieramy czernie, brązy, szarości…

JP: To samo widzę w Paryżu, Londynie czy Nowym Jorku. Być może ludzie ubierają się w ten sposób bo jest to łatwiejsze i również ze względu na wymagania profesjonalne. Dobrze byłoby, aby młodzi ludzie spojrzeli za siebie, zwrócili się do swoich modowych korzeni. Znasz Isabel Marant?

AN: Jasne!

JP: Ona osiągnęła wielki sukces. Dlaczego? Dlatego, że między innymi jej inspiracją był folklor. Ona połączyła tradycyjne wzory z różnych krajów z nowoczesnym designem. Dobrze byłoby aby młodzi ludzie nie patrzyli tylko na to, co jest za granicą, ale szukali własnej tożsamości, żeby zrozumieli że na przykład polskie motywy ludowe (z ich różnorodnością i kolorystyka) połączone z modnymi nowoczesnymi ubraniami mogą stworzyć styl unikalny i bardzo trendy.

>

AN: Porozmawiajmy o Twojej największej pasji, czyli ubraniach vintage. Czy pamiętasz swój pierwszy moment z tą modą? Pierwsze zauroczenie?

JP: Bardzo dobrze. Byłam małą dziewczynką. Pewnego dnia otworzyłam ogromną walizkę i znalazłam w niej mnóstwo starych ubrań. Zaczęłam wyobrażać sobie siebie w tych ubraniach. W mojej głowie pojawiło się mnóstwo historii.

AN: To była walizka Twojej babci, prababci?

JP: Myślę, że była to walizka mojej prapraprababci! Nie wiem dokładnie do kogo należała. Jednak od tego momentu stałam się wielką fanką vintage.

Myślę jednak, że moja miłość do mody istniała we mnie od zawsze. Pamiętam fotografię zrobioną podczas moich drugich urodzin. Dostałam od babci cudowne buciki. Dla małej dziewczynki to był najpiękniejszy prezent, jaki mogła otrzymać. Byłam tak szczęśliwa! Moje babcie i mama były bardzo eleganckimi, stylowymi i zadbanymi kobietami (od rana ze szminką na ustach!) może dlatego właśnie ja również mam słabość do pięknych i wyjątkowych ubrań. Od dziecka lubiłam się przebierać, wybierać ubrania, stroić się i moje lalki.

Julia Pleines

AN: Twój pierwszy zakup vintage?

JP: Mój pierwszy zakup… hm… Myślę, że była to sukienka dla mojej lalki.

AN: Gdzie robisz zakupy vintage dzisiaj?

JP: Szukam perełek po całym świecie.

AN: To są aukcje, butiki, second-handy?

JP: Naprawdę wszędzie! Najczęściej są to aukcje, ale przede wszystkim bardzo dużo ubrań mam od prywatnych osób. Dzwonią do mnie i pytają czy chciałabym zobaczyć, co dla mnie mają. Styl vintage jest teraz bardzo modny, dlatego trudno znaleźć coś naprawdę ciekawego. Jeszcze dziesięć lat temu było to łatwiejsze. Najwięcej ubrań kupuję w Londynie i Stanach Zjednoczonych.

Julia Pleines

AN: Gdy podróżujesz po świecie wozisz ze sobą dodatkową walizkę na zakupy vintage?

JP: Zawsze mam nadzieję, że w danym miejscu znajdę coś wyjątkowego i jeśli tak się dzieje po prostu kupuję na miejscu dodatkową walizkę.

AN: Czy to się zdarza często?

JP: Tak, bardzo często… Ostatnim razem, byłam w Lozannie i o północy dowiedziałam się z internetu że jest mała aukcja w Paryżu. Kupiłam bilet na pociąg i pojechałam tam o świcie. Poszłam na aukcję rano, żeby zobaczyć ubrania, które mieli na sprzedaż. Byłam bardzo zadowolona. Po całym dniu licytacji (bez jedzenia i bez picia!) wróciłam do hotelu z całą masą ubrań, ale nie miałam nawet w co ich zapakować. Kupiłam trzy walizki na przydrożnym straganie. Włożyłam wszystko do środka. Musiałam wyglądać bardzo zabawnie z trzema wielkimi walizami. W drodze powrotnej, z pociągu, zadzwoniłam po Aleksandra, aby odebrał mnie ze stacji, bo nie dałabym rady wrócić z tymi skarbami sama. Czasami taka wyprawa na poszukiwanie ubrań vintage to coś w rodzaju przygody: prawdziwe polowanie na skarby.

Julia Pleines

AN: Jaka była najpiękniejsza rzecz vintage, którą do tej pory kupiłaś? Czy to było ubranie z szafy kogoś znanego?

JP: Dla mnie nie ma znaczenia, czy dana rzecz należała do kogoś znanego. Liczy się jakość i piękno. Najważniejsza jest wyjątkowość danej rzeczy, materiał, z której została wykonana, precyzyjność wykonania. Na to zwracam największą uwagę.

AN: Jednak na aukcjach ubrań vintage ten aspekt chyba ma ogromne znaczenie?

JP: Oczywiście, jeśli jakaś suknia należała do znanej aktorki lub księżniczki ceny idą w górę. Jednak nie zawsze to ma znaczenie. Na przykład w Paryżu dwa miesiące temu była aukcja, na której sprzedano suknię YSL za 19 tys. euro. Nie należała wcześniej do nikogo znanego, ale była tak wyjątkowa, tak unikalna, że była warta tej ceny. To był model kultowy haute couture z kolekcji jesienno- zimowej 1968/1969 oceniony dzisiaj jako dzieło sztuki. Góra tej sukienki była uszyta z czarnej, przezroczystej (!) muślinu.

W tych czasach to była brawura i trzeba było mieć dużo odwagi żeby ją zaprezentować publicznie. Strusie pióra zdobiły biodra. Zdjęcie tej sukienki na modelce było zrobione tylko od strony pleców przez przyzwoitość.... żeby nie gorszyć.

AN: Piękna suknia i sporo pieniędzy ….

JP: Tak, ale trzeba pamiętać, że suknie zaprojektowane przez wybitnych designerów są traktowane jak dzieła sztuki. To nie tylko kawałek materiału, ale często prawdziwe arcydzieła, które na dodatek rewolucjonizują modę. Coco Chanel, na przykład, wzburzyła obyczaje, wyzwalając kobietę z gorsetu. Mary Quant, skracając radykalnie długość spódnic w 1958 roku, ułatwiła kobietom - cytuję: "bieganie za autobusem". Rozwój i praktyczny i wyzwoleńczy! Moda może mieć i ma ogromny wpływ na zmianę stylu życia, na zmianę obyczajów.

Julia Pleines

AN: Ty też w ten sposób myślisz o ubraniach?

JP: Tak, zdecydowanie! Traktuje te ubrania jak arcydzieła. Jestem kolekcjonerką ubrań jak inni znaczków. Gdy zaczynałam kupować ubrania vintage, było to ponad 20 lat temu i wówczas mało ludzi się nimi interesowało. Wszystko wisiało na pchlich targach, na straganach i na strychach. Można było tam wówczas znaleźć prawdziwe perełki. Niesamowite rzeczy. Dzisiaj zdarza się to bardzo rzadko… Zmiana mentalności.

>

AN: Jak sądzisz, czy ubrania chcą wisieć w muzeum czy wolą być noszone?

JP: Noszone, oczywiście!

AN: Nawet jeśli w ten sposób się niszczą?

JP: Oczywiście! Nie możemy zapomnieć ich funkcji: one chronią nas przed zimnem i są "strażnikami przyzwoitości" więc powodem, dla którego powstały nie było trzymanie ich pod kluczem czy w muzeum, ale noszenie ich. I z tego punktu widzenia nawet największe modowe arcydzieła powstały po to, aby je nosić.

Suknia Ślubna Julii Pleynes
Suknia Ślubna Julii Pleynes

AN: Dlatego na swój ślub nałożyłaś sukienkę Maty Hari?

JP: Tak właśnie! Chciałam przekazać jej piękno dalej: jej delikatność, jej subtelny kolor, czar i sztukę pracochłonnej koronki. Chciałam znaleźć sukienkę z minionej epoki, starodawną a nie współczesną. My jesteśmy przez krótki moment na ziemi, a takie arcydzieła potrafią przetrwać czasami z pokolenia na pokolenie! Miałam ogromne szczęście że znalazłam tę niewiarygodną sukienkę. Ona była w dobrym stanie więc mogłam ją założyć w tym tak ważnym dla mnie dniu. Nawet jeżeli ona ma swoje miejsce w muzeum, uważam że ubranie musi żyć, cieszy mnie więc fakt że mogę ją nosić, choć przez chwilę, bo to ona mnie przetrwa a nie ja ją.

Suknia Ślubna Julii Pleynes
Suknia Ślubna Julii Pleynes
Suknia Ślubna Julii Pleynes

AN: Twoja suknia ślubna wymagała odrestaurowania?

JP: Wszystko, co kupuję jest czyszczone. Suknia także.

AN: Czyli jak już upolujesz taką piękną rzecz vintage, musisz znaleźć dobrą pralnię…

JP: Nie zawsze jest to konieczne. Wiele ubrań vintage możesz wyczyścić samodzielnie: ręcznie lub w pralce (program dla tkanin delikatnych lub program pranie ręczne!) Ta jakość jest tak dobra, że nawet w pralce nic się z tą rzeczą nie stanie. Oczywiście zależy to od materiału, z którego dana rzecz powstała. Musisz się temu przyjrzeć. Jeśli masz wątpliwości skonsultuj to z zaufaną pralnią. Ja chodzę do pani Madame Andrey i ona mi mówi: tę bluzkę możesz wyprać sama, a tę lepiej abyś oddała mi do wyczyszczenia.

Julia Pleines

AN: Gdzie szukać ubrań vintage, jeśli nie mamy dużych pieniędzy? Po czym poznać dobre ubranie w second-handzie czy na pchlim targu? Na co zwracać uwagę?

JP: Po pierwsze trzeba szukać rzeczy w swoim guście, które naprawdę nam się podobają. Po drugie trzeba znać się przynajmniej trochę na tkaninach: umieć odróżnić wełnę od krepy czy bawełny, jedwab od jerseyu itd. Po trzecie przywilejować materiały szlachetne (bawełna, wełna, jedwab) a nie syntetyczne. Po czwarte nie kupować ubrań bardzo zniszczonych chyba że dobre odrestaurowanie jest możliwe. Po piąte wybierać ubrania z przeszłości ale które są jeszcze stylowe i w których nie wyglądamy na przebranych. Ogólnie trzeba dotykać ubrania (tkaniny dobrej jakości są cięższe), dobrze im się przyjrzeć (precyzyjne wykończenia - znak że ubranie było wyprodukowane w małej ilości lub że jest unikatowe), dokładnie przeprowadzić inspekcję i na zewnątrz i wewnątrz (podszewka też musi być dobrej jakość!)

Julia Pleines

AN: Jak ważna jest ta wiedza?

JP: Nabywamy ją, szperając na pchlim rynku czy w secondhand nawet w sposób amatorski. W ten sposób rozwijamy nasz gust, nasze poczucie estetyki i nabieramy doświadczenia. Szperając w sposób profesjonalny ta wiedza staje się z czasem coraz bardziej techniczna i możemy rozróżnić krój Yves Saint Laurent od kroju Galliano. Możemy nawet odróżnić dwie metki tej samej marki. Na przykład metka Chanel z brązowymi literami wskazuje na to, że to jest oryginalny projekt i że kreacja pochodzi z pierwszego domu mody Coco Chanel. Metki z literami czarnymi na białym tle są znakiem późniejszych kreacji Chanel. Logo różnych marek ewoluują w czasie. Jeżeli je znamy, możemy nawet powiedzieć z jakiej epoki czy z jakich lat pochodzi dane ubranie. Dotyczy to również, w pewnym stopniu, galanterii skórzanej. Hermès i Chanel mają kody, które pozwalają określić datę realizacji ich toreb.

AN: Czy ubrania vintage mają specyficzny zapach?

JP: Tak, oczywiście! Czasami jest to zapach naftaliny. Czasami jest to zapach starości, czasami zapach perfum kobiety, która je nosiła. Zawsze dużo inwestuję w odrestaurowanie takiego ubrania. Bardzo często trzeba na nowo szyć niektóre elementy, czyścić, prasować. Na szczęście współpracuję z Madame Andrey, właścicielką pralni w Genewie. Po moich udanych zakupach vintage ma zawsze sporo pracy.

Ta kobieta ma pralnię chemiczną, ale jest bardzo dobra w rozpoznawaniu materiałów. Razem spędzamy dużo czasu na szukaniu najlepszego sposobu na wyczyszczenie i odświeżenie tych ubrań. Przez swoje długie doświadczenie, profesjonalizm i pasję do tego co robi, ona wie doskonale jak postępować z danym rodzajem jedwabiu czy wełny. Czasami mamy niemiłe niespodzianki, bo okazuje się, że coś nie zadziałało jak powinno. To jest ryzyko, które trzeba zaakceptować.

AN: Podobno wierzysz w to, że ubrania vintage mają duszę?

JP: Tak. Wierzę w to, że to nie my znajdujemy ubrania, ale one znajdują nas. Przychodzą do nas. Podam przykład. Kilka miesięcy temu miałam klientkę w moim butiku w Genewie. Szukała kostiumu Chanel haute couture. Zaczęła przymierzać żakiet. Gdy zobaczyłam jak w nim wygląda, byłam bardzo zdziwiona. Ten żakiet nie pasował na nikogo innego wcześniej! Wiele klientek go przymierzało, ale nigdy nie pasował. Na tej pani leżał perfekcyjnie! Klientka bardzo chciała go kupić, ale zastanawiała się, czy może sobie pozwolić na taki zakup. Musiała jeszcze zrobić prezenty na Gwiazdkę…

Ale, ta sama pani miała u mnie w butiku kilka swoich ubrań, które wystawiła na sprzedaż. Dwie rzeczy wisiały na wieszakach od dwóch lat i nikt nigdy nie zwrócił na nie uwagi. Nie uwierzysz, ale w momencie, w którym pani zdjęła żakiet Chanel do mojego butiku weszły dwie osoby i kupiły te dwie rzeczy! To niesamowite! Z pieniędzy odzyskanych dzięki sprzedaży jej dwóch artykułów mogła sobie pozwolić na zakup żakietu. Dla mnie ten żakiet po prostu chciał należeć właśnie do tej pani. Jak tu nie wierzyć, że ubrania mają duszę?

AN: Czy ubrania mogą mieć złą energię, jeśli należały wcześniej do osób, które miały trudne życie, cierpiały?

JP: Wszyscy znamy historie domów, w których straszy, biżuterii, która przynosi pecha. Nie wiem, czy ubrania mogą mieć tę siłę…

>

AN: Myślisz o modzie vintage dla dzieci?

JP: W moim butiku w Genewie mam korner z modą dla dzieci. To już stało się anegdotą. Wszystkie ubrania pochodzą z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, ale są nowe. Wszystkie mają oryginalne metki. Kupiłam je od Włoszki, która fascynowała się haute couture dla dzieci. Prowadziła butik od lat pięćdziesiątych i każdego sezonu ze wszystkich kolekcji, które miała w swoim butiku, zatrzymywała dla siebie jedną albo dwie najładniejsze kreacje z danej kolekcji. Teraz jest już starszą panią. Nie wiedziała co zrobić z taką ilością ubrań. Ja wiedziałam…W pewnym sensie kontynuuję jej pracę. I w ten sposób w moim genewskim butiku pojawiły się ubrania vintage dla dzieci.

Julia Pleines

AN: Znów miałaś szczęście!

JP: Tak! Mam szczęście ale moje klientki też ponieważ mogą nabyć te rzeczy. Każde z tych ubranek jest tylko w jednym egzemplarzu i wszystkie są cudowne!

AN: Co myślisz o współczesnej modzie? Czy interesujesz się nią?

JP: Interesuję się współczesną modą, ale nie śledzę jej każdego tygodnia, nie podążam za trendami.

AN: Nie odwiedzasz pokazów mody?

JP: Czasami tak, ale zawsze bardziej interesowały mnie ubrania z przeszłości. Dzisiaj zresztą można zauważyć bardzo znaczny wpływ stylu vintage na aktualną modę. Współcześni kreatorzy szukają źródła inspiracji w latach sześćdziesiątych (przykładem może być jedna z ostatnich kolekcji Miu Miu) czy w latach siedemdziesiątych. W celu poszukiwania tych inspiracji koncentrują ich zakupy w butikach vintage w Paryżu, w Londynie czy w Nowym Jorku.

ubrania vintage Julii
ubrania vintage Julii

AN: Masz swoich ulubionych projektantów?

JP: Mam kilku: Valentino, Azzedin Alaïa. Azzedin, to jest ktoś, kto czuje sylwetkę, zna się doskonale na proporcjach, jest mistrzem kroju. Niestety dla niektórych projektantów liczy się tylko show a nie moda, nie ubranie. Oni zapominają ze ubrania nie są tylko dla modelek na podium ale przede wszystkim dla kobiet, które chcą czuć się w nich dobrze.

AN: Czy mamy dzisiaj nie tylko dobrych projektantów, ale też dobrych projektantów - krawców? Jaka jest Twoja opinia?

JP: Alaia może być tu przykładem dobrego krawca. Świetnym krawcem jest też Nicholas Ghesquière, który pracował dla Balenciagi, a teraz rozpoczął współpracę z Louis Vuitton. Jest bardzo utalentowany. Cenię również Ricka Owensa za to, że ma silną osobowość i swój unikalny styl. Bardzo lubię projekty Carven. Ale również Oscara de la Renty, Jean Paul Gaultier, Johna Galliano i nieodżałowanego Alexandra McQueena!

AN: Czy potrzebujemy mody haute couture w dzisiejszych czasach? Tych czerwonych dywanów jest coraz mniej, a nawet jeśli są, coraz częściej pojawiają się na nich proste koktajlowe sukienki… Co o tym sądzisz?

JP: Tak, tak, tak – absolutnie potrzebujemy! Rolą haute couture jest przede wszystkim ochrona i przekazanie wiedzy. Dzięki niej całe zaplecze doskonałych rzemieślników mody ma pracę. Gdyby nie było haute couture oni by zniknęli i z nimi to wspaniałe rzemiosło i takie słynne domy jak: Michel Chapelier, hafciarz Lesage, kreator i producent butów Massaro, producent ozdób do sukien Desrues ….. Wielcy krawcy aby zrealizować ich dzieła współpracują z nimi bo te domy posiadają niesamowitą wiedzę techniczną. To są prawdziwe laboratoria badań, które pozwalają Haute Couture na jej maksymalny rozwój twórczy z troską o jakość, o szczegóły, o piękno, oryginalność i z troską o wykończenia!

Haute couture, współpracując z nimi, przyczynia się również do postępu technicznego w przemyśle tekstylnym. Oczywiście jest to bardzo kosztowne i tylko garstka ludzi może sobie pozwolić na haute couture, ale to nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, aby utrzymać tę małą, wykwalifikowaną produkcję. Tych ludzi, którzy znają się na swoim fachu, którzy mają wiedzę tajemną na temat materiałów czy zdobień. Oni tworzą dzieła sztuki wykonane ręcznie!

W Szwajcarii, w Saint Gall, mamy słynną, innowacyjną fabrykę Jacob Schlaegger tworzącą tkaniny na potrzeby haute couture. Co roku do tej fabryki przyjeżdżają przedstawiciele innych fabryk na specjalne szkolenia i przedstawiciele domów mody haute couture żeby zapoznać się z nowościami i złożyć u nich zamówienia.

To właśnie ten rodzaj mody, ten rodzaj sztuki, pozwala następnie przenosić te wszystkie modowe pomysły, wynalazki, rozwiązania, do mody naszej codziennej. W ten sposób haute couture trafia na ulicę i do masowej produkcji. Ona zawsze odgrywała rolę awangardy i przykładem może tutaj być kolekcja New Look Christiana Diora, stworzona w 1947 roku.

AN: W Warszawie kiedyś również istniało bardzo dużo wytrawnych rzemieślników. Pewnie tak było w całej Polsce. Dziś jest ich coraz mniej…

JP: To jest godne pożałowania. To jeszcze jeden dowód na to, że haute coutrue jest bardzo ważna. Trzeba absolutnie zachować to rzemiosło i wręcz starać się je rozwijać. Mało młodych ludzi interesuje się tym zawodem tymczasem można zrobić tam dużą karierę. Jeden z moich znajomych jeszcze nie skończył swojego stażu rzemieślniczego w przemyśle produkcji skórzanej, kiedy dostał pierwsze propozycje pracy od Hermèsa, Chanel i Diora.

Bardzo dobrze, że istnieją takie sklepy jak H&M czy Zara, ale to jest moda prosta, na co dzień. Kupując takie ubrania, trzeba mieć świadomość, że ich jakość nie jest dobra i one nie posłużą nam na długo. Kupowanie tylko dla kupowania nie interesuje mnie wcale.

Kiedy byłam nastolatką, widziałam jak wszystkie moje koleżanki ubierały się w domach handlowych i kupowały ogromne ilości tanich rzeczy. Ja nie przepadałam za tym. Wolałam zaoszczędzić pieniądze i kupić sobie coś porządniejszego, co jeszcze do dzisiaj mam w swojej szafie. Wole mieć mało rzeczy ale dobrej jakości.

AN: Taka moda kosztuje…

JP: To nie jest kwestia pieniędzy. Jeśli ktoś lubi szukać, czasami nawet za małe pieniądze znajdzie coś, co przetrwa kilka sezonów, a może i nawet wiele, wiele lat. Jeśli lubisz… jak to się mówi po polsku… szperać, możesz tworzyć niesamowite stylizacje. W ten sposób ty i twoja moda stają się niepowtarzalne. Jesteś wyjątkowa. Jeżeli masz mały budżet i jeżeli szukasz dobrej jakości, spróbuj vintage. Nie mówię tutaj o słynnych projektantach, ale o ubraniach z epoki naszych babć. W dawnych czasach dobra jakość była bazą każdej rzeczy.

AN: Udanego szperania zatem Ci życzę!

JP: Dziękuję.

AN: To ja dziękuję za rozmowę i spotkanie z Wami!

Tematy:

Nieprawidłowy email