Zwolnij – krótki poradnik Slow Life

Czy życie według idei slow life oznacza wykonywanie codziennych obowiązków bez pośpiechu i we własnym tempie? Niekoniecznie. Joanna Glogaza, autorka wydanej właśnie książki „Slow life. Zwolnij i zacznij żyć”, przekonuje, że warto żyć we własnym rytmie i w zgodzie ze sobą.

Foto: istock

Damian Gajda: Budzę się rano, pędzę na trening, potem jadę do pracy, następnie na kawę z koleżanką, a wieczorem na lekcje angielskiego... Wszystko mam zaplanowane co do minuty. Co powie o tym zwolenniczka "slow life"?

Joanna Glogaza: I faktycznie udaje Ci się zrobić te najważniejsze dla Ciebie rzeczy, wtedy kiedy sobie zaplanowałeś? Bardzo często narzucanie kolejnych obowiązków to forma prokrastynacji. Mamy wtedy poczucie, że cały dzień byliśmy zajęci, więc łatwiej uciszyć natrętny głosik, który mówi nam, że znów nie posunęliśmy się ani o krok do przodu w tym, co naprawdę ważne – niezależnie od tego, czy jest to pisanie książki czy rocznego raportu.

A może po prostu jestem dobrze zorganizowany?

Jeśli dobrze Ci się funkcjonuje w takim trybie – super! Ale gdy czujesz, że mimo ciągłego pośpiechu czas przecieka Ci przez palce, masz wrażenie, że choć biegałeś cały dzień, nic konkretnego nie zrobiłeś, to warto się zastanowić nad priorytetami i wyczyścić kalendarz z całej reszty.

Co tak naprawdę oznacza "slow life"?

Slow life to życie w zgodzie ze sobą. Nie chodzi o to, by czynić wszystko wolno, ale by iść przez życie we własnym rytmie, bez oglądania się na oczekiwania otoczenia i schematy. Zatrzymać się na chwilę, zastanowić, co tak naprawdę chcemy zrobić ze swoją codziennością, które czynności dają nam radość i spełnienie, a które robimy tylko z przyzwyczajenia, na autopilocie. Nie ma tu rozróżnienia na lepsze i gorsze sposoby spędzania czasu, nie warto rezygnować z czegoś, co naprawdę kochamy, tylko dlatego że nie jest najmodniejszą aktualnie aktywnością. W codziennym zabieganiu często zupełnie się nad tym nie zastanawiamy, zawaleni natłokiem bieżących spraw, a to przecież fundamentalne kwestie.

Kiedy opowiadałem o Twojej książce przyjacielowi, powiedział, że filozofia slow life jest niedopasowana do naszych czasów. Przecież chciałby żyć niespiesznie, wyjechać na Mazury, kupić tam dom i zajmować się rękodziełem. Tymczasem trzeba płacić kredyty, zarabiać na wychowanie dzieci.

Twój przyjaciel nie rozumie tego pojęcia – co jestem w stanie zrozumieć, bo nazwa faktycznie nasuwa takie skojarzenia. Zwariowałabym, gdyby ktoś kazał mi zajmować się rękodziełem. Może najbardziej obrazowo będzie, jeśli odpowiem Ci na moim przykładzie. Po studiach, zamiast pójść tradycyjną drogą „staż, a potem pięcie się po drabinie organizacji”, zdecydowałam się rozwijać bloga, którego pisałam już wtedy od kilku lat. Wielokrotnie słyszałam wtedy, że jestem mało ambitna, że ryzykuję, że dziura w CV, że to nie prawdziwy zawód etc. Dzisiaj mój blog pozwala mi ciągle się rozwijać, ale też żyć na przyzwoitym poziomie, mieć oszczędności – choć to akurat bardziej kwestia edukacji finansowej, niż wysokości zarobków. Nie czuję się uzależniona od sztywnych godzin pracy, mogę pracować, skąd tylko mi się podoba. Mieszkam w Warszawie, ale nie przeszkadza mi to w spacerowaniu z psem po lesie czy regularnych wycieczkach i piknikach z bliskimi.

Jak się tego nauczyć?

Chodzi o to, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie „czym tak naprawdę chcę wypełniać swoje dni, co jest dla mnie najważniejsze?”, a potem nauczyć się tego trzymać. Podobno najszczęśliwsi ludzie to Ci, u których rozdźwięk, między tym co planują, a tym co faktycznie robią, jest najmniejszy. Jeśli nie potrafisz uczciwie pracować bez rozproszeń, a potem odpoczywać bez wyrzutów sumienia, nie celebrujesz codzienności, tylko żyjesz od weekendu do weekendu, od jednego ważnego wydarzenia do drugiego, to będziesz na tych Mazurach tak samo sfrustrowany jak w Warszawie.

Kto wymusza na nas życie w pośpiechu?

Często sami to na sobie wymuszamy, biorąc na siebie za dużo obowiązków. Wydaje nam się, że jeśli znajomy robi check in na siłowni o siódmej rano, po południu wrzuca zdjęcie z treningu personalnego, a wieczorem z koncertu, oczywiście najnowszym iPhone’m, to my też tak musimy. Nie widzimy natomiast jego cotygodniowych wizyt u terapeuty czy asystentki, która załatwia wszystkie codzienne sprawy. Czasem naprawdę mamy sporo do upchnięcia w ciągu doby – jeśli ktoś pracuje i ma małe dziecko, na pewno wie, o czym mówię. Ale wtedy należy się zastanowić, co zrobić, żeby usprawnić wykonywanie obowiązkowych zadań. Może warto planować posiłki i raz w tygodniu główne zakupy spożywcze robić online? Zorganizowanie takiego systemu wymaga jednorazowo kilku godzin, ale potem zakupy na cały tydzień zabierają nie więcej niż kwadrans. Sama tak działam od dawna i nie wyobrażam sobie już snucia się po sklepie i stania w kolejkach. Może uda się umówić z koleżanką na wymienne zawożenie dzieci do szkoły? Zyskujemy w ten sposób kilka poranków dla siebie. Wcale nie musimy całymi dniami pucować domu na święta.. Problem w tym, że wiele osób woli narzekać, niż zatrzymać się i zastanowić, co usprawnić. Na pewno nie pomaga też moda na bycie zajętym i konkurs pod tytułem „kto później wyjdzie z biura”, ale nie dajmy sobie wmówić, że tak po prostu jest i pozostanie. To nie przyszłość, ale przeszłość – wystarczy zobaczyć, jak dba o pracowników świetnie pod tym względem rozwinięta Skandynawia.

No dobrze, ale jak pośród ludzi, którzy żyją w ten sposób, zatrzymać się i powiedzieć: "stop, teraz zaczynam funkcjonować wg teorii slow life"?

Gdybym umiała odpowiedzieć na to pytanie w jednym zdaniu, nie pisałabym całej książki. W ogromnym skrócie: musimy sobie uświadomić, że wszystko, co robimy, robimy tylko i wyłącznie dla siebie. Nie warto podporządkowywać się większości, tym bardziej że ta większość wcale nie płynie zachwycona od jednego dnia do drugiego, ale zmaga się z narzekactwem, nadmierną konsumpcją etc. Jedna z najważniejszych umiejętności, którą powinien posiadać każdy dorosły człowiek, jest odcięcie się od myślenia „a co ludzie pomyślą?”.

Pieniądze są ważne dla zwolenników "slow life"?

Tak. Pieniądze są ważne i nie ma sensu bać się o nich mówić. Mniej istotne jest to, ile zarabiamy, chociaż warto znać swoją wartość. Najważniejsze, ile zostaje pod koniec miesiąca w naszej kieszeni i czy w przypadku nagłej awarii komputera czy potrzeby remontu będziemy mogli zapłacić.

Jaki Ty masz do nich stosunek?

Uważam, że nie ma żadnego wstydu w zarabianiu konkretnych pieniędzy, o ile oczywiście robimy to etycznie i legalnie, i mało jest rzeczy, które tak poprawiają komfort życia, jak świadomość co najmniej kilkumiesięcznej pensji odłożonej na czarną godzinę. Tego nie da nam żaden lśniący nowością laptop, żadna torebka od projektanta. Warto wiedzieć, na co wydawać, żeby odczuwać długofalową satysfakcję. Nawet najbardziej ekscytujące zakupy szybko nam powszednieją. Kilka miesięcy po zakupie Porsche mamy dokładnie ten sam poziom szczęścia, co przed. Najgorsze jest to, że kompletnie nie wyciągamy wniosków i zaczynamy się rozglądać za nowym gadżetem. To trochę jak próba zaspokojenia głodu Snickersami. Temu też poświęcam sporo miejsca w książce, ale w dużym skrócie: warto wydawać na doświadczenia i robić to z dużą regularnością: lepsze kilka małych przyjemności niż jedna bardzo droga impreza. Długofalowo cieszą też wydatki, którymi możemy uradować kogoś bliskiego.

Na jakie pytania powinien sobie odpowiedzieć czytelnik, któremu spodoba się Twoja filozofia i będzie chciał wdrożyć ją w życie?

Co kiedyś lubiłem robić, ale teraz brakuje mi czasu? Co zawsze chciałem zrobić, ale nigdy nie mogłem się zebrać? Jeśli miałbym możliwość wyzerowania swojego kalendarza, jakie aktywności dodałbym z powrotem, a z jakich chętnie bym zrezygnował? Co najbardziej lubię robić w wolnym czasie, ale wydaje mi się, że zupełnie nie mam kiedy?

Piszesz "slow life to życie w zgodzie ze sobą, a nie na pokaz". Dlaczego pokazujemy w mediach społecznościowych nieprawdziwy wizerunek swojego życia?

Myślę, że większości przypadków jest on nie tyle nieprawdziwy, co bardzo wybiórczy. Social media stanowią królestwo aspiracji. Pokazujemy to, co wydaje nam się, że wypada pokazać. Przedstawiamy się tak, jak sami chcielibyśmy siebie widzieć. Trudno się temu dziwić – stworzenie ciekawej historii z operacji wynoszenia śmieci czy atrakcyjnego zdjęcia z kolejki do lekarza jest sztuką, którą opanowało niewielu.

Co powiedziałabyś tym, dla których to, co proponujesz wydaje się niedopasowaną do rzeczywistości iluzją?

Żeby spróbowali, o ile tylko coś ich w codzienności uwiera. I pamiętali, że robią to nie tylko dla siebie, ale i dla swoich bliskich – im mniej jesteśmy zestresowani i sfrustrowani, tym lepiej dla naszego najbliższego otoczenia.

Foto: Materiały prasowe Joanna Glogaza

Joanna Glogaza - od 2008 roku prowadzi blog Style Digger (styledigger.com) ), który skierowany jest do kobiet ceniących sobie dobre życie i czerpiące z niego całymi garściami. Z wykształcenia jest socjologiem i trend forecasterem, mieszka w Warszawie razem z adoptowanym psem Chrupkiem. Autorka dwóch książek: "Slow fashion. Światowa rewolucja" i najnowszej "Slow life. Zwolnij i zacznij żyć".

Tematy:

Polecamy także:

Nie udało się dodać załącznika.
Nie udało się dodać więcej załączników, usuń któryś z już dodanych
Poczekaj chwilę - trwa dodawanie załączników.

Komentarz został wysłany.

Przepraszamy Twój komentarz nie może zostać wysłany

Wkrótce pojawi się w serwisie. Zachęcamy do dalszej dyskusji. Wystąpił błąd i nie można zapisać komentarza.

 









Wpisz, jak chcesz się przedstawić
lub zaloguj się

Nieprawidłowy email