Jenny Gucci: Bajka i piekło

Jenny Gucci, żona Paolo Gucci, w specjalnym wywiadzie dla VU MAG postanowiła opowiedzieć o kulisach życia twórców jednego z największych domów modowych na świecie, a także o swoim związku, który na zawsze przewartościował dla niej znaczenie słowa "miłość".

Zdjęcia vuMag BlueServices

Żyła jak prawdziwa księżniczka. U boku jednego z najbogatszych mężczyzn we Włoszech mogła pozwolić sobie na wszystko. Wystawne przyjęcia, drogie ubrania, willa w Toskanii, podróże… Pewnego dnia czar prysł. Książę zamienił się w tyrana, a bajka w brutalną rzeczywistość. Setki godzin spędzonych na sali rozpraw, walka o wspólny majątek, ale też o dobre imię i święty spokój stały się dla niej najważniejsze.

Nie sądziła, że mąż, który jeszcze kilka lat wcześniej codziennie zasypywał ją drogimi prezentami, będzie w stanie pozbyć się wszystkich swoich sklepów, a nawet zabić ich ukochane konie, by dowieść przed sądem, że jest bankrutem. Dziś jest już z dala od świata blichtru i sławy. „Nie latam już pierwszą klasą, ale i tak sobie świetnie radzę. To ja, Jenny , przetrwałam i zwyciężyłam w wojnach rodziny Gucci” – mówi.

Po rozstaniu z mężem swoje życie związała z projektowaniem. Najpierw stworzyła markę zegarków, obecnie pracuje nad kolekcją mebli tapicerowanych. Mimo to wciąż marzy o tym, by tworzyć ubrania dla kobiet. Swój czas dzieli między obowiązki zawodowe, przyjaciół i rodzinę. „Krążę między Londynem, Nowym Jorkiem i Marbellą. Jestem zadowolona, choć odczuwam brak stabilizacji” – przyznaje. Spotkaliśmy się z nią kilka dni temu, zaraz po jej powrocie z Nowego Jorku.

DAMIAN GAJDA: Pierwszą rzeczą od Gucciego, którą pani dostała, był portfel podarowany pani przez pierwszego męża, Rogera, z okazji siódmej rocznicy ślubu. Do prezentu dołączona była dedykacja „Zasługujesz na to przez resztę życia”. Nie sądziła pani pewnie, że ta wróżba się spełni, prawda?

JENNY GUCCI: Rzeczywiście, wtedy portfel Gucci był dla mnie szczytem luksusu. Kiedy odpakowałam prezent, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Roger był artystą, fotografem, potrafił docenić dobre rzemiosło i jakość wykonania, ale to, co zobaczyłam, było absolutnie wspaniałe. Powąchałam delikatną czarną skórę i pogładziłam palcami firmowy pasek i klamry w kształcie wędzidła. Dedykacja głosiła proroczo. „Dla Pudding, bo na to zasługujesz przez resztę życia”. Nie spodziewałam się, że ta przepowiednia niebawem się spełni.

A jednak. Kilka miesięcy później poznała pani Paolo Gucci z domu modowego Gucci. Przez wiele lat tworzyliście szczęśliwą parę. Jak się poznaliście?

Po rozwodzie z moim pierwszym mężem miałam kilka romansów. We wrześniu 1976 roku wyjechałam razem z moją siostrą, Sue, na wakacje do Rzymu. Zamieszkaliśmy u jej przyjaciółki, Christy. Po kilku dniach upał stał się na tyle nieznośny, że postanowiliśmy wybrać się do Florencji, żeby odpocząć od miasta. Tam jej przyjaciel, Sergio, miał dom letni i wynajął nam pokój. Okazało się, że Sergio zarządza butikami Gucci z męską odzieżą. Wydało mi się to wtedy szalenie interesujące. Zażartowałam, że moim marzeniem jest poznanie Gucciego.

Trzeciego dnia naszego pobytu Sergio zaproponował, żebyśmy poszli na drinka do eleganckiego hotelu Excelsior, gdzie po raz pierwszy spotkałam Paolo. Wyglądał bardzo szykownie w kamelowej marynarce i pięknej niebieskiej koszuli ze szwajcarskiej bawełny, która podkreślała kolor jego oczu. Całość dopełniały niesamowite mokasyny Gucci. Tańczyliśmy, piliśmy białe wino. Świat wirował, a ja poczułam pierwszą iskrę. Pożegnał mnie delikatnym pocałunkiem. Pamiętam, jak wsiadał do czekoladowego Porsche i odjechał.

Jenny i Paolo Gucci w dniu ślubu

Potem wasz kontakt się urwał.

Nie widzieliśmy się przez sześć miesięcy, a mimo to wciąż byłam pod jego urokiem. Napisałam list, w którym dziękowałam mu za miły wieczór. W odpowiedzi dostałam kartkę z numerem telefonu. Zadzwoniłam. Paolo mówił, że w tym tygodniu jest zajęty, ale w następny poniedziałek na pewno się ze mną spotka. Poszliśmy na kolację. Rozmawialiśmy bez przerwy przez cztery godziny i miałam wrażenie, że znam go od zawsze. Rano obudziło mnie pukanie do drzwi hotelowego pokoju. Na progu stała pokojówka z naręczem sześćdziesięciu żółtych róż.

Paolo uwielbiał obdarowywać panią prezentami.

Mogłam wybierać w butiku Gucciego wszystko, co sobie zamarzyłam. Spędzaliśmy razem czas na zakupach, podglądając pomysły innych projektantów. Paolo uwielbiał kupować wszystko: biżuterię, ubrania, skarpetki, rzeczy do domu. Ubóstwiał dzieła sztuki i fascynowały go wystawy sklepowe.

Przez wiele lat pani życie przypominało bajkę – bukiety róż, drogie futra, rezydencje, podróże…. Nie żałuje pani, że to życie minęło bezpowrotnie?

Przez lata tworzyliśmy z Paolem wspaniałą parę. Podczas rozwodu na sali rozpraw patrzyłam na jego kamienną twarz, a przed moimi oczami przesuwały się wspomnienia jak na taśmie filmowej. Jesteśmy w Toskanii, opatulona futrem, rozkoszuję się naszym ulubionym szwajcarskim lunchem – kiełbaskami w chrupiących bułeczkach na zimnym tarasie w Lugano. Ja w roli modelki podczas prezentacji pierwszej linii kostiumów kąpielowych Gucci w Palm Beach…

Ja, ubrana jak spod igły, na gali charytatywnej w Nowym Jorku… Oglądamy nowe wykroje ubrań. Filiżanki herbaty i kawałki ciasta, którymi raczymy się w środku nocy, bo Paolo nie może zasnąć… To był dla mnie zbyt wiele. Teraz z perspektywy czasu widzę, że to są rzeczy, za którymi tęsknię. Ale nie brakuje też wspomnień, które wolałabym wymazać ze świadomości. Dziś jestem spełniona i niczego mi nie brakuje. Oczywiście nie podróżuje już pierwszą klasą, ale wszystko ma swoją cenę.

ENNY i PABLO GUCCI w 1990 roku / EAST NEWS

Często wraca pani myślami do tamtych lat?

Wiele lat spędzonych z Paolem to najpiękniejszy czas w moim życiu. Byłam naprawdę szczęśliwa. Kiedy jestem w Nowym Jorku albo we Florencji, ogarnia mnie nostalgia. Żałuję, że nasz związek skończył się w taki sposób.

Jak to się stało, że pewnego dnia pani mąż zmienił się nie do poznania?

Wszystko zaczęło się wtedy, kiedy zaszłam w ciążę – wtedy przestał widzieć we mnie kochankę, a jako matka stałam się dla niego po prostu mało pociągająca. Paolo od pierwszego dnia, mimo że kochał dziecko, czerpał przyjemność z mówienia mi przykrych rzeczy. Martwiła mnie jego drażliwość, do której nie byłam przyzwyczajona. Miałam wrażenie, że sprawdza, jak daleko może się posunąć w kąśliwych komentarzach na temat mojej wagi i nie tylko.

Lekceważyłam pierwsze sygnały ostrzegawcze. Wybaczałam mu wszystko. Kiedy Gemma się urodziła, zmienił się język jego gestów. Był pełen sprzeczności: szczodry, ale równocześnie okrutny. Mówił, że muszę o siebie zacząć dbać, bo na świecie jest tyle kobiet, które mogłyby zająć moje miejsce. Po 12 latach mąż zamknął przede mną drzwi wszystkich naszych domów, wymieniając zamki i zostawiając bez grosza.

Paolo pocieszenia szukał w ramionach innych kobiet?

Byliśmy na wakacjach na wyspach Karaibskich. Paolo cały czas do kogoś dzwonił. Nie wytrzymałam i weszłam do gabinetu podczas jednej z tych rozmów. Usłyszałam, że kłóci się z kochanką. Dla mnie to był koniec naszego związku. Nie chciałam słuchać jego wyjaśnień. Nie robiłam scen. Ze spokojem oświadczyłam, że nie zamierzam z nim dłużej żyć. Już wtedy dużo się kłóciliśmy. Awantury były w naszym domu codziennością. Wiedziałam, że to się nie zmieni.

Kiedy zdecydowała się pani na rozwód, pewnie nie spodziewała się pani, że mąż zamieni wasze życie w piekło.

Paolo chciał się na mnie zemścić. Nie mógł zrozumieć, jak ktoś może odmówić Guccim. Zaproponowałam mu przyjaźń, ale on tego nie przyjął. Nie czułam się z tego powodu ani dumna, ani lepsza od niego. Pochodzę z bardzo statecznej rodziny, dlatego wolałam uniknąć scen.

Zdjęcia vuMag BlueServices

Mąż zostawił bez środków do życia nie tylko panią, ale też wasze dzieci. Jak tłumaczyła im pani zachowanie ojca?

Dzieci nie umiały pogodzić się z naszym rozstaniem. Nie chciałam ich buntować przeciwko ojcu – tłumaczyłam, że to nasze sprawy, które ich nie dotyczą i że będziemy się starać, żeby jak najmniej to odczuły. Oczywiście Paolo zaakceptował taki scenariusz. Nie przypuszczał, że pewnego wieczoru po spotkaniu z ojcem Gema powie mi: „Mamusiu, tata opowiada o tobie takie złe rzeczy… Nie chcę już tego słuchać i go widywać”. Zrozumiałam, że mój mąż manipuluje dziećmi. Zamienił się w prawdziwego potwora. Skazał nawet nasze konie na głodową śmierć.

W świecie Guccich kobiety były traktowane o wiele gorzej niż mężczyźni – nigdy nie angażowano ich w interesy. Dlaczego?

W rodzinie Guccich kobiety są obywatelami drugiej kategorii, nigdy nie dopuszczano ich do kierowania firmą. Paolo opowiedział mi kiedyś o ciotce Grimladzie, która choć poświęciła życie pracy w pierwszym butiku Gucci i wspieraniu męża, Giovanniego Vitaliego, ojciec wydziedziczył ją tylko dlatego, że była kobietą. Po jego śmierci była bardzo rozczarowana, że – w przeciwieństwie do jej braci – nie dostała żadnego spadku. Wniosła nawet sprawę do sądu, próbując obalić testament ojca. Niestety, przegrała proces.

Mężczyźni Gucci: Pablo, Aldo, Rodolfo w 1977 roku / EAST NEWS

Pomówienia, intrygi, bójki, a nawet morderstwa. To była codzienność rodziny Gucci. Nie bez powodu porównywano ich do Carringtonów z "Dynastii", prawda?

Codzienność rodziny Gucci to pomieszanie romansu z horrorem. Razem z Paolem oglądaliśmy każdy odcinek „Dynastii”. Kiedy wyjeżdżaliśmy na urlop, prosiliśmy, żeby nagrywano nam je na kasety. Z pewnością mieliśmy wiele wspólnego z serialowymi bohaterami . Zastanawiałam się zawsze, czy któryś z moich krewnych z rodziny Gucci siada z podwiniętymi nogami na kanapie, przytula się do ukochanego i bawi, tak jak my, obsadzając role w serialu członkami rodziny.

Losy Guccich to nie tylko materiał na telenowelę, ale i na książkę. „Wojny rodziny Gucci” mają już status bestsellera na świecie. Teraz książka ukazuje się w Polsce. Dlaczego postanowiła pani ją napisać?

Mój brytyjski wydawca namawiał mnie do tego przez wiele lat, ale ja zawsze mu odmawiałam. Zdecydowałam się na to dopiero wtedy, kiedy ghost writerem został ktoś, komu bardzo ufam. Ludzie często pytają mnie, czy chciałam się zemścić na Guccich. Nigdy nie myślałam o odwecie. Po prostu chciałam napisać prawdę i opowiedzieć światu ciekawą historię.

Ma pani w swojej szafie jakieś ubrania Gucci? Czy podobają się Pani projekty Fridy Giannini dla Gucciego? Nosi je pani?

Kibicuję Guccim. Jestem dumna z ich sukcesów. Oczywiście wiele się zmieniło, od kiedy firma nie należy już do rodziny. Bacznie obserwowałam, co Tom Ford zrobił z domem Gucci i muszę przyznać, że jest to prawdziwy geniusz. W swojej szafie mam tylko torebki Gucci – wszystkie to prezenty od Paolo. Nadal je noszę, ale nie kupuję nic nowego tej marki.

Tematy:

Nieprawidłowy email