Guy Bourdin: obsesje deluxe i w kolorze

Dla swoich modelek bywał okrutny, jego kochanki kończyły tragicznie, a on, opętany wizją doskonałości i targany własnymi obsesjami, wciąż tworzył zapierające dech fotografie, na których glamour szedł w parze z perwersją, uległość z sadyzmem, a pożądanie ze śmiercią. A wszystko to podane z przewrotnym czarnym humorem w wersji deluxe i w kolorze.

The Estate of Guy Bourdin

Świat fotografii modowej i reklamowej zmienił się diametralnie, gdy francuski Vogue opublikował w 1955 r. czarno-białe zdjęcia początkującego fotografa Guy Bourdina, na których modelka pozowała w kapeluszach Claude Saint-Cyr, słynnej w owych czasach modystki, przed wiszącymi na hakach odciętymi łbami cielęcymi z wystającymi ozorami, czy też na tle wypatroszonych królików. To był szok. W czasach, gdy w fotografii mody królowały urocze, optymistyczne obrazki skupione przede wszystkim na produkcie, Bourdin zaproponował niesamowicie sugestywne obrazy, w których tenże produkt został wpleciony w niepokojącą narrację. Prowokujące zdjęcia eleganckiej modelki w naturalistycznym otoczeniu, w którym nigdy wcześniej by się nie pojawiła. Było w tym coś groteskowego, a zarazem perwersyjnego i zapowiadało artystyczny kierunek, w którym fotograf podąży w kolejnych latach.

The Estate of Guy Bourdin

Guy Bourdin, fotograf znany ze swoich barwnych, często przewrotnych i zabawnych zdjęć, był tak naprawdę postacią tragiczną i złożoną. Nie bez znaczenia dla jego twórczości było dzieciństwo. Urodził się w Paryżu w 1928 r. jako Guy Louis Banarès, lecz gdy tylko skończył rok, został porzucony przez matkę. Wychowuje go babcia, która prowadzi restaurację. Mały Guy lubi obserwować eleganckie kobiety, które tam przychodzą. Pewnego dnia przychodzi również i jego biologiczna matka. Przynosi ze sobą prezent. Guy widzi matkę po raz pierwszy, odkąd go opuściła. Kobieta ma alabastrową skórę, rude włosy i elegancki makijaż. Ponoć nigdy więcej już jej nie zobaczył. Będzie jednak stale obecna w jego późniejszej twórczości jako rudowłosa blada piękność fotografowana w klaustrofobicznych pomieszczeniach, obskurnych pokoikach i łazienkach, czy też w pustych krajobrazach. Porzucenie stanie się jego osobistym i zawodowym leitmotivem.

The Estate of Guy Bourdin

Po latach jego przyrodni brat Michel powie: Mój brat nigdy nie wybaczył swojej matce, że go porzuciła. Dlatego tak trudno było mu zbudować zdrowe relacje z kobietami. Robił im z życia piekło, bo chciał ukarać kobiety, za to, że opuściła go matka. Owszem, zrewolucjonizował fotografię mody, zrobił z niej sztukę. Ale w środku przepełniony był złością i goryczą. Był szczery w swojej sztuce, ale nie był osobą, z którą łatwo żyć.

Fotografować uczy się w Dakarze podczas służby wojskowej we Francuskich Siłach Powietrznych. Po ukończeniu służby wraca z Senegalu do Francji i, aby się utrzymać i kształcić, zarabia na życie zmywaniem naczyń i sprzątaniem. Równocześnie szuka mentora, bo chce się rozwijać w dziedzinach artystycznych.

Sześć razy odprawiany jest z kwitkiem spod drzwi Man Raya, słynnego surrealistycznego malarza i fotografa. Za siódmym razem w końcu udaje mu się do niego dotrzeć i zaprzyjaźnić. Bourdin znów fotografuje, kształci się też w dziedzinie malarstwa i rysunku. Man Ray pisze wstęp do katalogu pierwszej małej wystawy Bourdina w 1952 r.

Przygoda z fotografią modową zaczyna się od wspomnianej już sesji z cielęcymi łbami dla francuskiego Vogue’a. Bourdin zaczyna dostawać coraz więcej zleceń.

W 1967 r. zostaje naczelnym fotografem nieistniejącego już domu mody Charles Jourdan (zbankrutował w 2002 r.), znanego przede wszystkim jako luksusowa marka obuwia. Bourdin dostaje wolną rękę i będzie odtąd odpowiedzialny za kampanie reklamowe.

Jedno z najsłynniejszych zdjęć fotografa z kampanii to scena nocnego wypadku samochodowego. Jest czarna limuzyna, ale nie ma ofiary. Widać za to obrys ciała kredą na chodniku, porozrzucane fuksjowe okulary i różowe buty. Oczywiście marki Charles Jourdan.

The Estate of Guy Bourdin

Na innych zdjęciach reklamujących ubrania i buty widzimy dwie martwe kobiety w małym pomieszczeniu – jedna uduszona stalową linką, druga leżąca bez tchu na stole z nożem u boku. Są też zdjęcia kobiet zwisających z sufitu, kobiety zabitej obrazem, który spadł ze ściany, skutych kajdankami, przywiązanych za nogi do torów kolejowych.

The Estate of Guy Bourdin

Buty wyglądają pięknie, ubrania wręcz krzyczą „Musisz mnie mieć!”. Ale co z kobietami? Kobiety są również bardzo piękne. Zawsze starannie ufryzowane, w pełnym makijażu. Jest z nimi tylko jeden problem - są albo martwe, albo uległe i pozbawione podmiotowości przez usunięcie ich twarzy poza kadr, albo przedstawione jako lalki. W skrajnych surrealistycznych wizjach kobiety Bourdina w ogóle nie mają głów - istnieją tylko jako nogi. A najlepiej dużo nóg - długich i szczupłych.

The Estate of Guy Bourdin

Kampanie były kontrowersyjne ze względu na ich treść, ale okazały się wielkim sukcesem komercyjnym. Guy Bourdin pracował dla marki Charles Jourdan 14 lat. Fotograf chłonął wszystko, co go otaczało, przetwarzał i wyrzucał z siebie pod postacią barwnych projekcji własnej podświadomości. Jego pomysły rzeczywiście były absurdalne i odrealnione, a pojęcie piękna mocno przesunięte w rejony mroczne, tajemnicze i przerysowane. Bourdin realizował surrealistyczną wizję piękna rodem z manifestu surrealistycznego André Bretona – „Albo piękno będzie konwulsyjne, albo nie będzie go wcale”.

Joan Juliet Buck, redaktorka francuskiego Vogue’a i jego późniejsza redaktor naczelna wspomina fotografa: Bourdin przypominał mi chłopa z obrazów Breughla albo Hieronima Boscha. Był niski, krępy i zamknięty w sobie. Mówił piskliwym i stękającym głosem. Pracował w pozbawionym okien, pomalowanym na czarno studiu w Paryżu. Bez biura i telefonów. Buck narzeka też na dyskomfort, który wywoływała w niej współpraca z Bourdinem. Miała dosyć jego sztuczności i tego, że kobiety wyglądały u niego jak martwe lalki.

The Estate of Guy Bourdin

Na fotografa posypała się fala krytyki. Zarzucano mu mizoginizm, uprzedmiotowienie kobiet, zbytnią fetyszyzację, sadyzm, a nawet pornografię. Gdy pewnego razu modelka podczas sesji zwróciła mu uwagę, że temat zdjęcia to prawie pornografia, odrzekł: Nie rozśmieszaj mnie. Przecież to sztuka.

Bourdin zaczął być krytykowany i interpretowany na różne sposoby. Można by rozkładać jego twórczość na czynniki pierwsze w sposób freudowski, tylko po co, skoro on sam w sposób bardzo obrazowy przeprowadzał własną psychoanalizę na łamach Vogue’a.

Coraz częściej mówiło się również o jego sposobach pracy, ekscentrycznym i trudnym usposobieniu oraz autokratycznych zapędach. Relacje fotografa z modelkami były mocno neurotyczne i balansowały na granicy sadyzmu. Znany był z nieludzkich wymagań wobec modelek, wiązał je, skuwał kajdankami, doprowadzał do płaczu. Modelki musiały cierpliwie wytrzymywać długie godziny w niewygodnych, wykręconych do granic możliwości pozach. Im więcej sprawię ci bólu, tym bardziej będziesz piękna – zapisał gdzieś w notatkach Bourdin. Gdy miał napady wściekłości, potrafił wyrywać kable z telefonów.

Bourdin domagał się możliwości kontrolowania swoich prac na każdym etapie pracy redakcyjnej. I dostał taką możliwość. Zamiast przynosić cały materiał z sesji zdjęciowej, Guy przynosił do redakcji jedno wybrane przez siebie zdjęcie – wspomina Francine Crescent, była redaktor naczelna francuskiego Vogue’a.

Nie znosił sprzeciwu. Próbował podporządkować sobie nawet naturę. Grace Coddington, modelka, która czasami pracowała z Bourdinem dla brytyjskiego Vogue’a (dziś dyrektor kreatywna amerykańskiego Vogue’a), wspomina, że fotograf kazał zafarbować ocean na bardziej intensywny kolor. Asystenci wlewali wiadrami niebieską farbę do oceanu, ale fale szybko wymywały kolor, więc nic z tego nie wynikło. Oprócz wysokich kosztów sesji oczywiście.

Na sesji do świątecznego wydania francuskiego Vogue’a w 1970 r. wymyślił, że chce mieć dwie modelki całkowicie pokryte czarnymi perłami. Kazał pokryć całe ciało mocnym klejem, na który przyklejono perły. Po pewnym czasie dziewczyny zaczęły mdleć, bo ich skóra nie mogła oddychać. Gdy jedna z redaktorek obecnych podczas zdjęć zwróciła uwagę, że w takich warunkach można umrzeć, fotograf zamyślił się i odpowiedział tylko: To byłoby piękne!

Kolejna historia to sesja, na której pies miał szarpać spódnicę modelki. Aby to osiągnąć, kazał od wewnątrz obszyć spódnicę mięsem. Gdy tylko wygłodniały pies poczuł mięso, rzucił się na spódnicę i razem z mięsem pokąsał modelce nogę.

Jednak nie wszystkie modelki nazywały go sadystycznym. Niektóre czuły nawet rodzaj podniecenia na myśl o pracy z Guy Bourdinem. Jedną z nich była jego muza Nicolle Meyer. Była ruda i miała alabastrową skórę. Zdaniem Meyer opinia na temat fotografa była wyolbrzymiona. Miał bardzo złą reputację, kogoś mrocznego, kto doprowadza wszystkich do łez. Ale czy ja wiem? Moja relacja z nim wcale taka nie była. Tylko raz, gdy byliśmy w Stanach, widziałam go mocno sfrustrowanego, ale nie wyładowywał swojej złości na mnie, ani nie postawił mnie nigdy w sytuacji, w której czułabym się niekomfortowo.

W obronie fotografa staje również jego wieloletni asystent Sean Brandt. Nigdy nie widziałem, aby Guy był okrutny wobec modelek. Wprawdzie wymagał od nich wiele, wywierał presję, ale tylko po to, aby zrealizować swoją artystyczną wizję.

Nicolle Meyer dodaje: Wszyscy skupiają się na ciemnej stronie jego fotografii, a nikt nie przywiązuje wagi do tego, jak wspaniałe i malarskie są to obrazy. Uwielbiałam tę teatralność, dziwaczny świat jego marzeń i dążenie do perfekcji. Intuicyjnie rozumiałam jego żądania i ufałam mu bezgranicznie.

O bezgranicznym zaufaniu nie mogło być mowy w jego życiu osobistym. Był apodyktyczny i kontrolujący. Tajemnicą poliszynela było to, że swoje kochanki izolował od świata i nie pozwalał im nawet na kontakty telefoniczne.

W 1961 r. ożenił się z Solange Gèze, z którą miał syna Samuela. Szybko zostawił ją z dzieckiem. Solange zmarła w 1969 r. w niewyjaśnionych okolicznościach. Mówiło się o samobójstwie przez przedawkowanie leków, inna wersja mówi o zawale serca. Bourdin po latach odtworzy tę historię… w reklamie butów, wiosna-lato 1975. Na zdjęciu widzimy martwą kobietę leżącą na łóżku w sandałach Charlesa Jourdana (oczywiście z twarzą poza kadrem). Na drugim planie otwarte drzwi i przechodzący mały chłopiec (w domyśle: syn Bourdina).

The Estate of Guy Bourdin

Kolejne wydarzenia z życia osobistego Bourdina brzmią jak opis jego zdjęć: nowa dziewczyna podcina sobie żyły, ale udaje jej się przeżyć. Kolejna spad z drzewa i umiera, a następna wiesza się w ich mieszkaniu i znajduje ją martwą 13-letni syn fotografa. Niestety, to wydarzyło się naprawdę.

Pod koniec lat 80. prace Bourdina nie wpisywały się już w obowiązującą estetykę, fotograf zaczął wypadać z obiegu i popadać w tarapaty finansowe. Nie przyjmuje nagrody przyznanej mu przez Francuskie Ministerstwo Kultury, rozwiązuje kontrakt z francuskim Vogue’iem. Staje się coraz większym samotnikiem i schorowany zaczyna wycofywać się z życia. Odrzucał wszelkie propozycje sprzedaży zdjęć, ich publikacji czy też wystawiania. Powoli odchodzi w zapomnienie i znika ze świadomości publicznej. Do tego stopnia, że gdy umiera w 1991 r. na raka, New York Times myli w nekrologu jego imię. Chciał, aby po śmierci wszystkie jego prace zostały zniszczone. Na szczęście ocalały.

The Estate of Guy Bourdin

Tematy:

Polecamy także:

Nie udało się dodać załącznika.
Nie udało się dodać więcej załączników, usuń któryś z już dodanych
Poczekaj chwilę - trwa dodawanie załączników.

Komentarz został wysłany.

Przepraszamy Twój komentarz nie może zostać wysłany

Wkrótce pojawi się w serwisie. Zachęcamy do dalszej dyskusji. Wystąpił błąd i nie można zapisać komentarza.

 









Wpisz, jak chcesz się przedstawić
lub zaloguj się

Komentarze (17)

~echhh : Po prostu facet był psychopatą podobnie jak 1% społeczeństwa. Nihil novi sub sole.
13 sty 14 21:32 | ocena: 100%
Liczba głosów:20
100%
0%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~xxx : kolejny ktos, kto mial niezdrowe relacje z matka przeniosl je na kobiety i np. swiat mody
13 sty 14 21:11 | ocena: 82%
Liczba głosów:11
82%
18%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~Roza : Zdjęcia bardzo dobre - tworzą spójną całość. Oczywiście mogą wywoływać kontrowersje - jak każda nowatorska sztuka, bez względu w jaki sposób jest tworzona - jednak nie sposób przejść wobec nich obojętnie. A o to chodzi w sztuce - ma zmuszać nas do myślenia...........
13 sty 14 22:26 | ocena: 50%
Liczba głosów:6
50%
50%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~samotnaaaaaaa : tak nie jedna kobieta robi że jedzie za granice zarobić albo tatuś i zostawia czyli pozuca dziecko babcia je wychowuje a innym mowi że : samotnie wychowuje tatuś taki albo mamusia , niedobrze się robi a to dziecko męczy się i widac finał męki, ran, goryczy, ludzi zastanówcie się nad tym co wyrabiacie, kasa i kasa się dla was liczy.......
13 sty 14 22:14 | ocena: 100%
Liczba głosów:4
100%
0%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~katolik2014 : Życie na ziemi to nieustanna walka. Walka z diabłem, pokusami, z lenistwem i wadami.
Koniec świata może być w każdej chwili. Pomyśl o wieczności. Masz do wyboru niebo albo piekło.
Nie dbasz o zbawienie duszy?
http://tradycja-2007.blog.onet.pl
13 sty 14 18:42 | ocena: 65%
Liczba głosów:23
35%
65%
| odpowiedzi: 4
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~moni : jak ludzie w XXI wieku mogą jeszcze wierzyć w diabła, w piekło?? Tym to kler mógł straszyć w czasach średniowiecza, nie rozumiem tego fenomenu.....kosmos
13 sty 14 20:56 | ocena: 58%
Liczba głosów:19
42%
58%
| odpowiedzi: 3
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~katolik2014 do ~R.DANIEL: Dlatego polecam rady praktyczne jak uniknąć piekła. Kto chce skorzystać niech skorzysta a kto nie, to jego sprawa.
http://tradycja-2007.blog.onet.pl
13 sty 14 19:14 | ocena: 64%
Liczba głosów:14
36%
64%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~mogila do ~katolik2014: Zbyt proste. Nie dam sie skusic. P.Bog dal mi rozum, bym nie musial isc przez zycie trzymany przez "kogos" za raczke. Wybacz. Nie skusisz mnie smietanka ze swoich kolan.
14 sty 14 01:54 | ocena: 100%
Liczba głosów:1
100%
0%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~best 07 : Piekło to grób , zstąpił do piekieł po trzech dniach zmartwychwstał. Jezus był trzy dni martwy w grobie. Tyle w temacie.
13 sty 14 22:09 | ocena: 100%
Liczba głosów:2
0%
100%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~Veronnak : Każda która się szanuje,kazałaby mu się pocałować w tyłek zamiast wyginać się w nieskończonść dla jego widzi mi się.
14 sty 14 00:16 | ocena: 75%
Liczba głosów:4
75%
25%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:

Nieprawidłowy email