Grażyna Kulczyk o miłości do browarów

Grażyna Kulczyk, właścicielka Starego Browaru w Poznaniu i imponującej kolekcji sztuki nowoczesnej. Prowadzi wiele przedsięwzięć dedykowanych sztuce i edukacji, w tym modowy festiwal Art & Fashion. Grażynie Olbrych opowiada o swojej miłości do browarów, dlaczego warto stawiać na utalentowaną młodzież i co uważa za najważniejsze w biznesie.

fot. Wolfgang Stahr

Grażyna Olbrych VU MAG: Co tak naprawdę Art& Fashion Festival dał Browarowi?

Grażyna Kulczyk: Inicjując Art & Fashion Festival zależało mi na komplementarności, synergii, która jest wpisana w Stary Browar. I mimo że na przestrzeni 10 lat zmieniło się wiele, przez ten czas moje wielkie biznesowe laboratorium, którym jest Stary Browar, ściśle trzyma się realizacji planu od początku zaprojektowanego na lata. A&FF był naturalną konsekwencją charakteru, który nadałam Browarowi od samego początku – połączenia sztuki z modą w warsztatowym, eksperymentalnym stylu: 50% sztuki i 50% przemysłu modowego. Rokrocznie edukujemy kilkudziesięciu studentów, którzy mają to „coś”, czujemy, że nie zakopią swoich talentów, nie spalą potencjału. Co A&FF dał Staremu Browarowi? Wypuścił utalentowanych ludzi na szerokie wody i mam nadzieję, że zaimplementował odpowiedzialność za proces kreacji - dla mnie to jedna z cech, której oczekuję od profesjonalistów. Przemysł modowy, jak każdy inny, potrzebuje ich.

VU MAG: Pomysł warsztatów twórczych w przestrzeni publicznej jest unikalny na skalę światową. Czy to był zamierzony zamysł, że każdy kto jest w Starym Browarze może zderzyć się z takim procesem kreatywnym?

Proces, to jest dobre słowo, ponieważ z definicji określa zmiany, ruch, dynamikę. Stary Browar jest faktycznie bardziej procesem niż projektem. Zbudowałam go na fundamencie kreatywności, co nieskromnie mówiąc, zaowocowało ogromnym sukcesem. Taki był cel, zamysł, plan – każdy miał się nie tylko spotykać z procesem kreatywnym. Chciałam, aby część ludzi mogła w nim uczestniczyć, tworzyć go razem z nami. Emanacją procesów kreatywnych są: A&FF, koncerty na Szachownicy, pokazy mody, działalność Art Stations Foundation, urban craft i wiele, wiele innych. W świadomości ludzi coś takiego nie istniało, wcześniej z takim miejscem się nie zetknęli. Nagle ktoś dał im możliwość kontaktu ze sztuką i obserwowanym na żywo projektowaniem. Dziś odbywające się w przestrzeniach wspólnych Browaru warsztaty Art & Fashion również budzą emocje – możliwość obserwowania procesu twórczego jest niezwykłym doświadczeniem zarówno dla artysty i patrzącego. A teraz jesteśmy w przededniu wielkich zmian, o których już niedługo będzie głośno.

VU MAG: Tegoroczny Art & Fashion miał podtytuł Industry – czyli przemysł. Co to jest przemysł modowy?

Uważam, że określenie "przemysł modowy" jak najbardziej pasuje do obecnych czasów, bo określa bardziej skalę i złożoność procesów.

Na warsztatach Art & Fashion uczymy młodych adeptów branży modowej, myśląc o tym, że znajdą oni pracę w przemyśle modowym. Nie promujemy sztuki dla sztuki. Staramy się, by kreatywność przełożyła się na konkret – na coś, co będzie użyteczne i funkcjonalne.

W ubiegłym roku rozmawiałam z Rafałem Antosem, który zauważył, że to co powstaje w ramach warsztatu projektowania mody, nie może być tylko wybrykiem (w dobrym tego słowa znaczeniu) wyobraźni osoby, która coś tworzy. Nie może pozostać w sferze czegoś ładnego, ale nieużytecznego. To musi umieć się obronić, odnaleźć właśnie w przemyśle modowym.

Scott Schuman prowadzi warsztaty Fashion Styling / fot. jakubwittchen.com

VU MAG: Art & Fashion Festival przyczynia się nie tylko do sławy samego Starego Browaru, ale też całego Poznania. Jaka jest wasza strategia na najbliższe lata?

Myślę, że wciąż będziemy stawiać na edukację – bez tego nie wyobrażam sobie Art&Fashion. Chcemy organizować poza tymi, które zakorzeniły się już w A&FF nowe działania, które będą dopełniały modę z różnych stron. Myślimy o tym, żeby stworzyć w Starym Browarze prawdziwy inkubator dla młodych projektantów, którzy będą tu kreowali i produkowali dla klientów rzeczy nowe, zaskakujące i świetne jakościowo. Mamy już w Starym Browarze sklepy, które są wynajmowane przez młodych, ambitnych twórców i absolwentów festiwalu. To jest najlepszy dowód na to, że Art&Fashion ma swoją kontynuację w ich życiu. Nasi laureaci robią kariery – współpracują z największymi pismami modowymi, odnoszą sukcesy w Polsce i zagranicą. Bardzo jestem z nich dumna.

VU MAG: Pani Grażyno – mówi pani edukacja, rozwój, nie sama sztuka dla sztuki, ale po co? Co to daje pani?

Dobre pytanie. Myślę, że od początku moim celem była, jak to nazywa Jacek Santorski – oświecona przedsiębiorczość, w której sukces finansowy jest tylko częścią premii. Stary Browar – to wielkie laboratorium, które mnie wzmacnia, inspiruje, sprawia, że chcę wstawać rano i pracować każdego dnia przez kilkanaście godzin. Mimo wielu projektów i obowiązków z nimi związanymi, kontakt z młodymi ludźmi i praca z nimi bardzo mnie napędza. Nie umiałabym inaczej żyć – spocząć na laurach i zajmować się suchym biznesem, w którym tylko czegoś ubywa albo przybywa.

VU MAG: Istnieją na świecie wielkie konglomeraty mody jak LVHM, Richemont, czyli ludzie, którzy mają wielkie pieniądze kupują wielkie marki, żeby zarobić jeszcze większe pieniądze. Czy myślała pani kiedykolwiek o takim biznesie, żeby wychować sobie talenty i tych którzy rokują pani po prostu kupuje?

Myślałam o tym i nawet zbudowałam zarys tego biznesu, ale na tym się skończyło. Nie było oczekiwanej odpowiedzi. Może dlatego, że młodzi ludzie, nawet bardzo utalentowani, oczekiwali ode mnie zbudowania wygodnej platformy w której mogliby sie po prostu realizować. Firma to miejsce, w którym trzeba chcieć bardzo ciężko pracować, a sukces jest mierzony, poza talentem, miarą włożonej codziennie pracy.

fot. jakubwittchen.com

VU MAG: Czy nie jesteśmy gotowi na sukces?

Niestety nie mamy jeszcze w Europie tego amerykańskiego parcia na wynik. Dlatego trudno jest zbudować w Polsce silną grupę, która chciałaby konsekwentnie podążać w wytyczonym kierunku. Często młodzi ludzie zapalają się, chcą coś robić, ale kiedy poczują „plecy“ głównego inwestora – sponsora to odpowiedzialność za swój sukces przerzucają na niego.

Odniosłam takie wrażenie dwa lata temu, kiedy próbowałam zbudować taką grupę. Pomyślałam sobie, że może jest za wcześnie albo że to nie droga, którą powinnam podążać. Może powinnam, jak dotychczas, dawać impuls, a biznes modowy zostawić innym. Stąd moja nagroda Kick to Fashion Industry, zainaugurowana w tym roku. Jest kapitałem startowym dla tych, którzy chcą zbudować przedsiębiorstwo.

VU MAG: A może to jest wynikiem stereotypów, które panują w Polsce, że jeśli jesteś projektantem mody to wystarczy talent, a nie praca?

Ci, którzy coś już osiągnęli, doskonale wiedzą, że talent nie wystarczy. Ale młodzi ludzie, którzy dopiero zaczynają i nawet osiągają jakiś sukces, podchodzą do tego zbyt lekko. Czasami zapominają, że droga na szczyt oznacza ogromną pracę i nie można chodzić na skróty. Nie potrafię zrozumieć, na czym polega kłopot na pierwszym etapie.

Niedawno rozmawiałam z Anką Walicką, która wygrała w zeszłym roku warsztat Fashion Design, prowadzony przez Rafała Antosa. Byłam pod ogromnym wrażeniem. Ona już wtedy, rok temu, wiedziała, że to jest jej świat, jej życie, że chce walczyć o swój sukces.

Zaczęła pracować w firmie obuwniczej i projektuje buty, ale już za chwilę chce pojechać do Londynu, do firmy która specjalizuje się od lat w szyciu garniturów i robi to w sposób absolutnie doskonały. Wie, że będzie się uczyła wszystkiego od początku. Innym wydawałoby się, że już wiedzą wszystko na ten temat ale ona mówi, że to będzie do niej najlepsza szkoła. Pokora i wielki talent – szkoda, że tak rzadko idzie to w parze.

VU MAG: Szwajcarzy uważają Panią za jedną z najbogatszych kobiet w Szwajcarii. Dlaczego?

Parę lat temu kupiłam dom w Szwajcarii. W Gryzonii, która wtedy była jeszcze takim rezerwatem spokoju. Potrzebowałam ciszy, miejsca, w którym będę mogła pracować w skupieniu nad projektami, które rozwijam w Stanach, Londynie... i w Polsce. To, co się dzieje w moim życiu na co dzień, jest fantastyczne ale też nieprawdopodobnie męczące. Znalazłam stary dom z XVI wieku, w małej retoromańskiej miejscowości, ze 100 mieszkańcami. Odbudowałam go w duchu minimalnej interwencji architektonicznej, stylu który jest mi bliski. Teraz jest on jednym z przykładów rewitalizacji takich obiektów.

Informacja o tym rozeszła się w błyskawicznym tempie, Szwajcarom bardzo spodobała się pokora i understatement, z którym zrealizowałam ten projekt. Szwajcarski Billanz mnie "zdekonspirował", a zdjęcie pojawiło się w popularnej gazecie na pierwszej stronie. Ta pierwsza strona z moim zdjęciem pojawiła się na wszystkich przystankach w Zurichu i natychmiast stałam się rozpoznawalna. Zaczęto się interesować kim jestem i co tu robię. Myślę też, że dość duże znaczenie w moim publicznym zaistnieniu w Szwajcarii był fakt, że zostałam poproszona przez Maję Hoffman, niezwykle ważną osobę w świecie sztuki, żebym wsparła finansowo projekt KunstHalle w Zurichu. Niedawno kupiłam też opuszczony i zaniedbany poprzemysłowy budynek, stary browar w sercu Engadin.

Chyba mam słabość do starych browarów (śmiech). Po remoncie zamierzam tam ulokować część swojej kolekcji. Zorganizować takie kompaktowe muzeum nowoczesnej sztuki z Polski. Chcę dać też młodym artystom szansę na realizowanie projektów, tam gdzie publiczność jest bardzo wymagająca. Być może powstanie tam też oddział wydawnictwa Mundin. Chce przypomnieć Szwajcarom, że Antoni Patek, ta szwajcarska ikona, był Polakiem (śmiech).

VU MAG: A czy Warszawa może też liczyć na to, że kupi pani jakiś budynek i pokaże nam pani część swojej kolekcji?

To długa historia, której częścią był projekt Tadao Ando dla muzeum w parku przy Starym Browarze. W Warszawie próbuję taki budynek kupić od dawna, ale nie mam szczęścia do właściwego miejsca. Okazuje się, że szybciej udaje mi się to zrobić w Szwajcarii czy w Londynie. I nie wynika to z mojej niechęci. W pewnym momencie byłam blisko realizacji transakcji zakupu idealnego obiektu, ale do transakcji nie doszło, chyba ze stratą dla obu stron. Dzisiaj nie mam niczego konkretnego na oku. Oczywiście chciałabym, żeby moja kolekcja była dostępna dla publiczności w Warszawie. Teraz będzie prezentowana w Madrycie, potem w paru innych miastach w Europie, ale docelowo chciałabym, żeby znalazła swoje miejsce w Polsce.

Andrew Bolton podczas wykładu OpenUniversity Art&Fashion Festival
Scott Schuman podczas Art&Fashion Festival / fot. jakubwittchen.com
fot. K PICTURES

Tematy:

Nieprawidłowy email