Dress For Success: Gosia Macias

Łączy dwa zawody: ilustratorki i makijażystki. Pracowała ze wszystkimi najważniejszymi tytułami w Polsce. Branża kocha ją nie tylko za talent, ale za unikatowy, bardzo eklektyczny styl. Stylistki często zaglądają do jej szafy w poszukiwaniu inspiracji.

Foto: Zdjęcia własne Łuksz Dziewic/New Order / VU MAG

Gdy oglądam nowe pokazy Gucci myślę o twojej garderobie. Eklektycznej, trochę vintage. Podoba ci się to, co dzieje się teraz w tym domu mody?

Alessandro Michele tchnął w dom mody Gucci nowego ducha ekstrawagancji. Marka przestała być luksusową elegancją, zaczęła bawić się modą, czerpiąc garściami z elementów boho chic i mody lat 70–tych. Nie przepadałam za projektami Friedy Giannini. Uważałam że zmarnowała dziedzictwo Toma Forda. Choć muszę przyznać, że jej suknie wieczorowe z inkrustowanych piórami i pajetami tkanin były genialne. Michele swobodnie miksuje desenie, faktury, niesamowite hafty z falbanami, bawi się modą w sposób, który kocham. Gdybym rzeczywiście wydawała niebotyczne kwoty na ciuchy, zainwestowałabym w midi spódnicę z plisowanego metalicznego materiału oraz półprzezroczystą suknię z motywem mapy świata i sweter z niesamowitymi haftami.

Jak określiłabyś swój styl?

Mój styl jest zdecydowanie eklektyczny. W zależności od nastroju ubieram się zarówno minimalistycznie jak i ekstrawagancko. Lubię modę vintage, ale może dlatego, że ogólnie modą czuję się czasami znudzona: jej przewidywalnością i bylejakością. Stąd zainteresowanie ciuchami, które mają nie tylko historię, ale i dużą szlachetność. W końcu wytrzymały trzydzieści i więcej lat! I są niepowtarzalne. Zauważyłam, że w Polsce ubieram się częściej bardziej zachowawczo. Pogoda ma na mnie duży wpływ. Jeśli jest szaro za oknem, ubieram jedną z kilkunastu szarych bluz i jeansy. Za granicą bardziej szaleję. Zakładam srebrną spódnicę czy sweter haftowany perłami w biały dzień. Do tego futro vintage i sneakersy. I idę podbijać miasto!

Jak kupujesz?

Zakupy robię przede wszystkim za granicą, bo tam są kopalnie mody vintage. Vintage cenię przede wszystkim za unikalność i jakość. To, że możesz nadać nowe znaczenie starym rzeczom, postawić je w innym kontekście. Niesamowite, że ubrania z przeszłością uzyskują nowe życie. Ogromną przyjemność sprawia mi także poszukiwanie odzieży z historią. Czasami w niepozornym ciuchu musisz dojrzeć po prostu potencjał Poza tym shopping w stolicach mody to ogromna przyjemność. Odzież czy dodatki traktuje się tam z dużym nabożeństwem, nie tylko w butikach znanych projektantów, ale także w vintage storach, gdzie często ubrania są segregowane chronologicznie. Resztę ubrań czy butów kupuję w sieci, a kiedy potrzebuję kolejnych jeansów, udaję się po prostu do h&m, gdyż ich spodnie najlepiej na mnie leżą. Najwięcej kupuję jeansów i szarych bluz, bo one są doskonałym tłem dla wielu ekstrawaganckich rzeczy. Jeansów mam chyba ze trzydzieści par: w cętki, skóry węża, z dziurami i bez, lampasami, w różnych kolorach.

Czy zaglądasz zawsze do sklepów tych samych marek?

Nie mam swojej ukochanej marki, gdyż uważam, że tyle się dzieje na rynku mody na świecie, że nie ma co przywiązywać się do jednego lub nawet kilku brandów. Nawet domy mody co jakiś czas wymieniają kreatorów i wtedy styl marki ulega zmianie. Kiedyś bardzo lubiłam parisian chic Isabele Marant i do dziś noszę jej rzeczy jak jedwabne kurtki bombery czy charakterystyczne botki. Obecnie podoba mi się marka Vetements. Lubię ich sylwetki, botki z gwiazdami i oversizeowe płaszcze. Cenię także sukienki Stelli Mc Cartney czy projekty Antonego Vacarello. Często na wielkie wyjścia wybieram suknie Self-portrait.

Jak łączysz ubrania vintage z tymi od topowych projektantów?

Noszenie vintage nie jest do końca takie proste. Pamiętajmy, że ubranie całego setu vintage grozi nam przebraniem w kostium historyczny! Staram się więc miksować rzeczy z second-handów ze współczesnymi. Myślę też kreatywnie o rzeczach: długą vintage spódnicę zakładam jako sukienkę, wieczorową długą sukienkę Oskara de la Renta przerabiam na koktajlową. Do białego t-shirtu i jeansów ubieram szpilki i kolorowe futro vintage. Bawię się tym, co zgromadziłam w szafie!

Często wyjeżdżasz na sesje. Jak się wtedy pakujesz?

Jeśli wyjeżdżam na sesje, kieruję się tylko kryterium wygody. Jestem w końcu w pracy, czasami w ciężkich warunkach, potrzebuję więc niezawodnych rzeczy, które mnie ochronią przed słońcem czy zimnem.  Zawsze mam ze sobą białe t-shirty, wspomnianą szarą bluzę i jeansy, sneakersy lub emu i ciepłą kurtkę. I kostium kąpielowy.

Twój styl jest widowiskowy, ale jak na makijażystkę mało się malujesz. Dlaczego?

To prawda: sama prawie się nie maluję, gdyż moją obsesją nie jest własny makeup, ale zadbana skóra. Stosuję tylko brick Bobbi Brown, a całą energię zużywam na pielęgnację cery. Wszyscy, którzy mnie znają wiedzą, że mam zadbaną skórę. To wizytówka każdej makijażystki (poza czystymi pędzlami). Testuję na sobie mnóstwo pielęgnacyjnych kosmetyków. Ostatnio najbardziej cenię Kiehlsa, Erno Laszlo i Omorovicza. Jestem tez prawie uzależniona od japońskich masek z kolagenem i kwasem hialuronowym.

Czy artystyczne wykształcenie pomaga ci w pracy?

Myślę, że artystyczne wykształcenie bardzo pomaga w każdej dziedzinie życia, kształtuje gust i wrażliwość, uczy doceniać artystyczną wizję, ale też czasami przeszkadza. Po prostu nie można kupić żadnej rzeczy, która nie jest ładna i szlachetna oraz dobrze zaprojektowana. Dotyczy to nie tylko ciuchów, butów czy torebek, ale też elementów wystroju wnętrz i innych obiektów, które nas otaczają. A takie rzeczy potrafią kosztować czasem niebotyczne pieniądze.

Foto: Zdjęcia własne Łuksz Dziewic/New Order / VU MAG Kolekcja vintage Gosi Macias

Śledzisz trendy?

Śledzę trendy z dużą uwagą przede wszystkim w modzie, ale także w lifestyle’u , sztuce czy designie. Wszystkie te elementy pozwalają mi tworzyć makijaże związane z aktualną modą na świecie. Nie można lekceważyć ogromnego wpływu wielu dziedzin życia na modę i odwrotnie. Wszystko jest ze sobą powiązane i trendy są tym kluczem, według którego należy się w tym świecie poruszać.

Moją wielką inspiracją jest malarstwo (w szeroko rozumianym pojęciu tego słowa), sztuka użytkowa: przede wszystkim tkaniny, tapety, szkło, stare stroje. Często odwiedzam muzea (w szczególności Metropolitan w Nowym Jorku czy muzea i galerie w Wiedniu). Inspirujące są też dla mnie różne postacie świata sztuki czy muzyki. Z makijażystek podglądam na Instagramie Lisę Aldridge, Charlotte Tilbury czy kultową Pat McGrath. Mam otwarty umysł na wszelkie bodźce!

Zdarzyło ci się popełnić modowe błędy?

Ja nie popełniam błędów. Nie jestem celebrytką, której styl oceniają plotkarskie gazety czy portale. Jedynym sędzią moich wyborów jestem ja sama (męża w tej kwestii nie słucham), a ja uważam, że ubieram się świetnie. Z wyjątkiem ostatniej imprezy, gdzie pojawiłam się w klubie w stroju kota i wszyscy patrzyli na mnie jak na kosmitkę. Często się opamiętuję i unikam złych decyzji. Najlepszą decyzją w sprawie mody było unieważnienie mojego zakupu piekielnie drogiej wieczorowej złotej sukni Lanvin, którą założyłabym pewnie dwa razy. W zamian za to wybrałam inną sukienkę, która była bardziej użyteczna.

Najcenniejsza rzecz w twojej szafie?

Dla mnie najcenniejszym elementem mojej kolekcji jest oryginalna wieczorowa suknia Oscara de la Renta z lat osiemdziesiątych. Jej wykonanie, wykończenie i tkanina zapierają dech w piersiach. Ubrałam ją na premierę spektaklu w Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Modowych marzeń mam kilka: popracować z Anną dello Russo, mieć nieograniczony dostęp do ubrań Gucci i Dries van Noten, zrobić sesję z Inez i Vinoodh.

Jaką radę dasz dla kobiet, które chciałyby wyglądać oryginalnie?

Dziewczyny! Przede wszystkim kształtujcie cały czas swój gust i szukajcie nowych inspiracji. Nie kopiujcie niczyjego stylu, starajcie się wypracować swój, dostosowany do osobowości i własnych możliwości (także fizycznych). Podążajcie za tym, co instynktownie wam się podoba.

Tematy:

Nieprawidłowy email