DIABEŁ TKWI W SZCZEGÓŁACH

Jak kończą się coroczne poszukiwania prezentów na Gwiazdkę? Kolejny kolaż, gra planszowa, film, książka… Wybieramy to, co dostępne w sklepach. Wygodnie i szybko. W tym roku „Art & Business” proponuje zajrzeć do sklepu internetowego Fudu&Co., który wygrał nasz plebiscyt Firma Przyjazna Sztuce. Znajdziecie tam prawdziwe skarby. Na każdą kieszeń!

Zdjęcia vuMag BlueServices

Marta Ewa Rżanek - właścicielka własnej firmy. Charakteryzatorka, bodypainter i autorka wystawy grafiki warsztatowej: “Zetknięcie dwóch istot, zapis relacji człowiek-zwierzę”. Zajmuje się projektowaniem biżuterii. Znalazła się wśród grona projektantów w Fashion Book Poland.

ART & BUSINESS: Uczyłaś się projektować biżuterię na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Od początku wiedziałaś, że chcesz założyć własną firmę?

MARTA RŻANEK: Tak. To był mój cel, do którego dążyłam krok po kroku, zbierając po drodze doświadczenia. Praca na własny rachunek jest dla mnie spełnieniem marzeń, daje poczucie niezależności, dodaje energii. Chociaż jest to specyficzny system pracy. Zajmuję się projektowaniem przez cały czas i często łapię się na tym, że od razu po wstaniu z łózka, zaczynam myśleć o nowych projektach biżuterii.

A&B: Dla kogo tworzysz?

MR: Tworzę dla kobiet, które chcą przyciągać uwagę i lubią rzeczy nietuzinkowe. Dla tych, które chcą sobie poprawić humor lub dodać pewności siebie, elementem w mocno nasyconym kolorze lub o nietypowej formie. Miłośniczki bardziej ascetycznych form też znajdą coś dla siebie, na przykład w serii ze srebra AC i szkła. Bardzo lubię projektować biżuterię na zamówienia indywidualne.

Zdjęcia vuMag BlueServices

A&B: Projektujesz pojedyncze egzemplarze. Kobiety mogą dzięki nim poczuć się wyjątkowo.

MR: Świadomość, że nosimy pojedynczy egzemplarz sprawia, że czujemy się wyjątkowe. Myślę, że jest to ważne szczególnie w czasach, w których coraz większą popularność zyskuje produkcja masowa. Dlatego tak istotne są miejsca w których możemy znaleźć rzeczy unikatowe, np. w galerii internetowej www.fudu.co znajdują się nie tylko niepowtarzalne ubrania czy biżuteria ale również elementy wystroju wnętrz. Jest tam przekrój artystów polskich z różnych dziedzin sztuki.

A&B: Wykorzystujesz w swoich pracach szlachetne kamienie. Jak ważny jest dla Ciebie detal?

MR: Detal jest bardzo istotny, w końcu „diabeł tkwi w szczegółach”. Jeżeli chodzi o tworzenie to jestem perfekcjonistką i bardzo mnie drażni jeśli coś nie jest wykonane z dbałością o detal. Kamienie szlachetne mnie inspirują, najchętniej wybieram te surowe o ciekawych, nieregularnych kształtach, nietypowych formach i fakturach jak np. chalkopiryt czyli pawi kruszec. Julian Tuwim powiedział kiedyś: „symetria to estetyka idiotów”. Myślę, że biżuteria autorska to miejsce dla projektów, które nie muszą być grzeczne, symetryczne, gładkie i nijakie. Każdy kamień ma swój charakter i jest w tym coś magicznego, że jest on jedyny w swoim rodzaju, stworzony przez naturę.

A&B: Jaka Twoim zdaniem powinna być idealna biżuteria?

MR: Idealna biżuteria ma być dopełnieniem osobowości, podkreślać charakter kobiety, a nie być przebraniem dla niej. Musi pasować do całokształtu wizerunku, który tworzą odpowiednio dobrane detale.

Zdjęcia vuMag BlueServices

EKO – SZTUKA

Herywalery – twórca rękodzieła spod znaku upcyklingu. Oprócz tego zajmuje się fotografią i web designem. Jest członkiem Creative Poland – platformy polskiego sektora kreatywnego.

ART & BUSINESS: Herywalery to nazwa Twojej marki? Co oznacza?

HERYWALERY: Ta nazwa wzięła się z mojego snu. Lata temu przyśnił mi się Klub osiedlowy umieszczony na komecie. Herywalery to była jego nazwa. Nie mam pojęcia co to dokładnie oznacza, w każdym razie od razu po przebudzeniu zapisałem sobie to słowo i tak przedłużyłem życie onirycznej społeczności z kosmosu.

A&B: Jesteś twórcą rękodzieła spod znaku upcyklingu. Na czym to polega?

H: Na twórczym przetwarzaniu odpadów aby nadać im nową wartość. To dobra definicja, zostawię ją bez zbędnego komentarza.

A&B: Co dokładnie przetwarzasz?

H: Podążam różnymi tropami – cześć przedmiotów napotykam przypadkiem, część wyszukuję na skupach złomu i w innych mało „twarzowych” miejscach. W efekcie w moje ręce trafiają przedmioty z założenia tanie, choć ich wartość przed przeznaczeniem na odpady mogła być znacznie wyższa. Fajnie jest przywracać im pierwotną świetność, choć w zupełnie innym kontekście.

Zdjęcia vuMag BlueServices

A&B: Myślisz, że przetwarzanie przedmiotów, uznawanych przez większość za “rupiecie”, to nowa przyszłość sztuki?

H: Fakt, że w Polsce ta dziedzina zdobywa coraz większą popularność, ale sądzę, że nie jest to przyszłość całej sztuki. Natomiast coraz bardziej świadoma konsumpcja spowoduje, że odpady będą przetwarzane na różne sposoby i jedną ze sfer, która je przygarnie będzie sztuka. Co więcej w odbiorcach sztuki, mam nadzieję, wytworzy się potrzeba uczestnictwa w ruchu eko-sztuki i w efekcie satysfakcja z posiadania obiektów z upcyklingu w swojej kolekcji. Bo takie przedmioty mogą być nie tylko proekologiczne, ale też piękne i użyteczne.

A&B: Z jakiego przedmiotu, który wykonałeś, jesteś najbardziej dumny?

H: To trudne pytanie, ale jestem szczęśliwy, jeśli wyjątkowość idzie w parze z ergonomią i solidnością, co przy przetwarzaniu z odpadów wcale nie jest takie łatwe. Największym wyzwaniem jest sprytne łączenie poszczególnych elementów obiektu, raczej śrubą niż klejem. Tutaj bezwzględnym zwycięzcą jest żyrandol Snowflake, który został wykonany z koszyków na probówki, bez użycia energii elektrycznej, a poszczególne elementy są powiązane ze sobą drutem pozyskanym z tych samych koszyków. Na dodatek wszystko prezentuje się nadzwyczaj okazale i organicznie.

Zdjęcia vuMag BlueServices

MAGICZNA FOTOTERAPIA

Sebastian Skalski – portrecista znanych ludzi, malarz, designer, animator kultury i sztuki. Tworzy również pod designerską marką: S by SKALSKI. Członek Polish American Photographic Club of New York.

ART & BUSINESS: Co inspiruje tak wszechstronnego artystę jak Ty?

SEBASTIAN SKALSKI: Ciekawi i mądrzy ludzie. Od lat bez zmiennie fascynują mnie kobiety charyzmatyczne, inteligentne i spełnione. Fascynują mnie również mężczyźni… Poprzez kontakt i poznawanie historii ciekawych ludzi rozwijam się, konfrontuję swoje przemyślenia z ich mądrością i doświadczeniami. Niektórzy zarzucają mi, że w swoim pracach wzoruję się na obrazach Andy Warhola. Porównanie mojej sztuki do Papieża Pop Artu to zaszczyt, nie obelga! Czerpię inspirację od najlepszych. Poza tym artysta powinien słuchać siebie. Dla mnie sztuka POP ART to medium, które zmienia świat. Często wracam pamięcią do mojego dzieciństwa i tam odnajduję rzeczy, które dzisiaj tworzę. Na przykład sztukę teatralną, którą kiedyś wystawiałem – po raz pierwszy wymyśliłem mając 7 lat. Pierwsze projekty lamp i parawanów naszkicowałem w wieku 12 lat.

A&B: Twoje wielkoformatowe, barwne obrazy Pop Art na płótnach robią wrażenie. Lubisz szokować?

SS: Sztuka musi zaskakiwać, podobnie jak jej autor. Tworzę tak jak żyję, kolorowo i wesoło. Wszystko musi mieć blask, energię, smak i magię. Wiele obrazów można kupić w galeriach w kraju i za granicą, jak również w sklepie internetowym www.fudu.co prowadzonym przez dwie niezwykłe kobiety: Anię Kołacińską – Trzeciak i Agnieszkę Chwałowską. Przyznam, że nie byłem przekonany do sprzedaży sztuki przez Internet, ale dziewczyny mnie przekonały, że to bardzo nowatorska i korzystna forma tak autoreklamy jak i dystrybucji. Dymny jestem, że sklep Ani i Agnieszki zdobył nagrodę: Firma Przyjazna Sztuce 2013 r. przyznaną przez Magazyn Art&Business. Eksperymentuję tylko z najlepszymi.

A&B: W świecie show-biznesu uchodzisz za osobą kontrowersyjną, dlaczego?b

SS: Bo jestem inny. Mam świadomość swoich talentów, charyzmy, wiedzy, stylu. Śmieje się, gdy słyszę za plecami, że mam szczęście, bo robię co chcę i żyję jak chcę. To nie szczęście, to wiedza i upór, których wynikiem są wystawy w kraju i za granicą, spektakle teatralne, tworzenie portretów i mebli. Jak w coś uwierzę to nie rezygnuję mimo wielu przeciwności i zazdrości ludzi. Nie jest dla mnie ważne co pomyślą o mnie ludzie. Mam w sobie taką energię, której niektóre osoby nie czują, nie rozumieją a nawet się jej boją. Nic w tym dziwnego, wiele osób z silną osobowością ma podobne doświadczenia. Popatrzmy na nasz polski świat show-biznesu. Są osoby medialne, które na antenie, w prasie uchodzą za ciepłe, serdeczne, itp., a w życiu prywatnym są po prostu niesympatyczne – mówiąc delikatnie. Ludziom potrzeba odwagi, by się stali szczerzy wobec samych siebie i by odkryli, kim tak naprawdę są. Ja nie muszę udawać kogoś, kim nie jestem, zawsze i wszędzie mam jedną twarz i jedną temperaturę. Jestem autentyczny i tak naprawdę jestem bardzo skromnym człowiekiem, co doprowadza „małych” ludzi do szału.

Zdjęcia vuMag BlueServices

A&B: Jak radzisz sobie z krytyką?

SS: Krytyka jest potrzebna, bo oznacza, że to co tworzymy ludzi w jakiś sposób poruszyło. Niestety nieumiejętne krytykowanie skupia się na wytykaniu błędów w o wiele większym stopniu, niż powinno z założenia. Dobra krytyka jest zawsze konstruktywna, potrafi trwale zmienić ludzi, dać ważne wskazówki. Najczęściej jednak krytykują nas osoby, którym wydaje się, że wszystko wiedzą. Nie wspomnę o anonimowych komentarzach w Internecie. Kto je pisze? Najczęściej nasi koledzy i koleżanki, najbliżsi, którzy nie potrafią znieść naszego sukcesu.

A&B: Lubisz ludzi. Co Cię w nich głównie fascynuje?

SS: Kocham! Dla mnie fascynujące jest bycie człowiekiem. W dzisiejszych czasach człowiekiem się już rzadko bywa. Jest się raczej istotą. Dlatego ciągle staram się doszukiwać w ludziach wszystkiego, co najlepsze. Stosuję fototerapię, bo zależy mi, żeby każdy poczuł się lepszym, odnalazł w sobie pokłady pozytywnych cech. Zawsze podkreślam, że pojedynczy człowiek jest z natury dobry, to masa i tłum go psują. Jak również stereotypy, więc uważam, że każdy Polak powinien mieć szansę raz w życiu pojechać za granicę żeby zobaczyć jak żyją ludzie w innych krajach.

A&B: Pokusisz się o definicję piękna?

SS: Piękno to jest dobro. Przewrotnie piękno ma niewiele wspólnego z wyglądem zewnętrznym. Ważna jest magia, osobowość, akceptacja siebie i właśnie dobroć. Każdy z nas mógłby mnożyć przykłady ludzi nieciekawych z wyglądu, ale których wszyscy ubóstwiali, bo mieli w sobie tę iskrę. Ciągnęli ludzi do siebie dzięki charyzmie, którą posiadali. Zawsze powtarzam, że artysta albo ma świecę albo nie.

A&B: Ty świecisz od 25 lat. Czego się przez ten czas nauczyłeś i z czego jesteś najbardziej dumny?

SS: Z tego, że jestem sobą. Robię to, co lubię i żyję tak, jak lubię. Cieszy mnie, że są ludzie, którzy poprzez kontakt ze mną zaczynają inaczej myśleć i żyć. To jest dla mnie prawdziwe szczęście. A nauczyłem się, że nie ma rzeczy niemożliwych. Zawsze jestem otwarty na nowe propozycje. Traktuję je jako przygodę. Z wiekiem zaczynam też szukać coraz prostszej formy, staję się miłośnikiem minimalizmu. Wyciągam z ludzi to, co mają w sobie najlepszego. I to się sprawdza. Po latach, gdy oglądają moje zdjęcia mówią, że najlepsze są te czarno-białe. To tak jak z modą: mamy wiele trendów, wspaniałe kreacje, a w finale i tak zwycięży mała czarna.

A&B: Jesteś nie tylko fotografikiem. Zajmujesz się również malarstwem, designem, szeroko pojętą kulturą, a nawet poezją. Kojarzysz mi się z takim współczesnym l’uomo universale. Kim naprawdę jest Sebastian Skalski?

SS: Jako fotografik spełniłem się już absolutnie. Teraz, po 20 latach portretowania ludzi znanych i ciekawych wróciłem do pasji z dzieciństwa, do nurtu Pop Art. Od dawna marzyłem by znów pobrudzić się farbami i obecnie fotografuję ludzi, ale do sitodrukowych i malowanych portretów indywidualnych na płótnach i do aktów. Funkcjonuję teraz w środowisku artystów, sztuki, galerii, biznesu, które mnie fascynują, choć z równie dużą pasją wchodzę na tzw. wizję, na scenę teatralną i wcielam się w legendarną Violettę Villas, w musicalu „Sny i marzenia Violetty Villas”. Życie musi być prawdziwe ale ze szczyptą magii.

Rozmawiała Magdalena Linke

Źródło: internetowa galeria sztuki Fudu&Co.

Więcej na: www.fudu.co

Tematy:

Nieprawidłowy email