David LaChapelle – król kiczu czy wizjoner?

Autor najbardziej kolorowych zdjęć świata potrafi odmówić Madonnie, a jego życie przypomina rozpędzony rollercoaster. Świat, w którym się porusza, to blichtr, kobiety upadłe, ciemna strona show-biznesu i obsesyjna konsumpcja Ameryki. I bardzo trafnie, choć w przerysowany sposób, opisuje świat, w którym żyjemy.

Foto: www.davidlachapelle.com

David LaChapelle to fotograf instytucja. Jego nazwisko od dawna jest marką. Pracował dla najważniejszych magazynów kolorowych, zrealizował dziesiątki kampanii reklamowych światowych marek, fotografował gwiazdy show-biznesu (od Elizabeth Taylor po Lady Gagę), reżyserował teledyski. Jego styl jest tak charakterystyczny, że chyba każdy bez problemu rozpozna jego zdjęcia.

Warhol i spółka

Swoją drogę ku niezależności rozpoczyna jako 15-latek w słynnym nowojorskim klubie Studio 54. Gdy pod koniec lat 70. przybywa do Nowego Jorku z małego miasta w Północnej Karolinie, Studio 54 jest mekką popkultury, w której rządzi Andy Warhol i jego świta. Młody LaChapelle wyciera początkowo stoliki, ale woli to niż życie na prowincji i ciągłe obrywanie od rówieśników za swój homoseksualizm. Noc w noc przypatruje się ekscesom nowojorskiej socjety, widzi przelewający się alkohol i kilogramy kokainy, przygląda się ludziom sztuki i chłonie atmosferę rozpusty, dekadencji i barokowego rozpasania. Obserwuje i poznaje świat dorosłych. Zanim jednak zacznie fotografować, minie trochę czasu.

Rezygnuje z pracy w klubie, aby dokończyć edukację w dziedzinie sztuk wizualnych. Po trzech latach wraca do Studia 54, pokazuje Andy’emu Warholowi teczkę wypełnioną swoimi pracami i słyszy: "Great!". Tak na marginesie, Warhol zawsze odpowiadał: "Great", gdy ktoś pokazywał mu swoje prace. LaChapelle dostaje pierwsze zlecenie fotograficzne w "Interview", czasopiśmie założonym przez Warhola. W krótkim czasie dochodzą kolejne tytuły prasowe i tak się zaczyna fotograficzna kariera jednego z najbardziej znanych fotografów świata.

Foto: Materiały prasowe David LaChapelle z Lady Gagą i Pamelą Anderson

Król kiczu

Przerysowane, teatralne, surrealistyczne i prowokujące – tak w skrócie można opisać jego zdjęcia. Twórczość LaChapelle’a zbudowana jest na estetyce surrealizmu i campu. Kicz, absurd, przerost formy, groteska i melodramat w połączeniu z glamourem, wielką modą, blichtrem, neonowymi kolorami oraz dopracowaną w najmniejszym detalu scenografią tworzą styl LaChapelle’a. To, co stanowi istotę tego stylu, jest również obiektem krytyki. Od lat wytyka się mu zbytnią teatralność, kicz, posługiwanie się prostymi kliszami, brak realizmu. Jednak LaChapelle nie przyjmuje takiej krytyki. "Jeśli szukasz realizmu, zrób sobie przejażdżkę autobusem miejskim" – odpowiada.

To prawda. Przez okna komunikacji miejskiej nie zobaczysz świata, który wykreował LaChapelle. Jego zdjęcia przypominają raczej jazdę samochodem po kokainie albo psychodelikach. Albo po tym i po tym.

Foto: www.davidlachapelle.com

Stylistyka LaChapelle'a nie jest dla każdego. Kumulacja kiczu, alegorii, przepych formy i feeria barw mogą czasami męczyć. Jedno trzeba mu jednak przyznać – w tych fotografiach kryje się coś więcej niż tylko powierzchowny blichtr. To wielowymiarowy komentarz do rzeczywistości, w której żyjemy. Sława, bogactwo, cukierkowy świat i teatralne inscenizacje służą do przedstawienia ciemnego obrazu popkultury. To opowieść o świecie konsumpcji, destrukcji, religii, seksualności, nierównościach społecznych, wojnie. Jest kolorowo, czasami wręcz bajkowo, lecz rzadko kojarzy się to z sielanką. LaChapelle bawi się stereotypami i prowokuje, mieszając popkulturę z religią, seksualnością czy rasizmem. Bardzo często narusza tabu. Courtney Love jako Matka Boska trzymająca na kolanach konającego Jezusa (w tej roli Curt Cobain), Michael Jackson jako Archanioł, Pamela Anderson mniej lub bardziej ubrana (zazwyczaj mniej), Naomi Campbell nago w tropikalnych owocach, raper Tupac jako niewolnik na polu bawełny, Kanye West w koronie cierniowej, czy też transseksualistka Amanda LePore, której portret łączy w sobie dwie ikony Ameryki – Marylin Monroe i twórczości Warhola.

Foto: www.davidlachapelle.com

David LaChapelle przez lata żył na najwyższych obrotach. Gdy jego życie zaczęło przypominać rozpędzony rollercoaster, stało się to niebezpieczne. Pracoholizm (potrafił pracować przez 11 miesięcy bez dnia wolnego), ciągłe podróże, imprezy, nieprzespane noce, używki, bójki, wydawanie pieniędzy doprowadziły go do psychicznego wycieńczenia. Pewnego dnia obudził się w szpitalu, wtedy po raz pierwszy zdiagnozowano u niego chorobę dwubiegunową, która objawia się występowaniem naprzemiennych faz: maniakalnej i depresyjnej.

LaChapelle zdaje sobie sprawę ze swojej manii, co więcej – gloryfikuje ją. W jednym z wywiadów mówi, że ma wtedy niespożytą energię, jest niezwykle kreatywny, pracowity i ma mnóstwo genialnych pomysłów. Przynajmniej na początku, bo potem staje się to męczące nawet dla niego. Teraz potrafi już radzić sobie z okresami manii, które pojawiają się u niego najczęściej na początku wiosny. Wystarczy mu wtedy lekka dieta i leki. Gdy czuje, że nadchodzi faza maniakalna, gotuje sobie kilka jajek i bierze tabletki nasenne. Natomiast zupełnie nie zna drugiego bieguna choroby – fazy depresyjnej. Przynajmniej tak twierdzi. "Nigdy nie odczuwam tej ciemnej strony choroby, nie mam myśli samobójczych. Nie zdarzyło mi się to, odkąd miałem 14 lat" – mówi fotograf. W młodości chciał popełnić samobójstwo, gdy był szykanowany przez rówieśników za swoją inność. Powstrzymała go od tego myśl o kochających rodzicach.

Przełom

Aby opanować chorobę, fotograf musi nieco zwolnić i przewartościować własne życie. Osiągnął wielki sukces, ale to zatrzymało go w rozwoju. Nieustannie musiał tłumaczyć się ze swoich zdjęć, odpierał ataki purytańskiej Ameryki, walczył z oskarżeniami o promowanie pornografii i przedmiotowe traktowanie kobiet, spotykał się z coraz większym niezrozumieniem własnej twórczości. Gwoździem do trumny była słynna katastroficzna sesja z 2005 wykonana dla włoskiego Vogue’a, w której modelki (m.in. Anja Rubik) ubrane w drogie kreacje pozują na tle domów zdewastowanych przez jakąś katastrofą. Sesja, której tematem miało być zderzenie wielkiej mody i apokaliptycznej wizji końca świata, zbiegła się w czasie z huraganem Katrina, który spustoszył Nowy Orlean.

Foto: www.davidlachapelle.com Vogue Italy 2005

Niefortunny zbieg okoliczności, bo zdjęcia były zrobione dwa miesiące wcześniej. Sesja wywołała powszechne oburzenie, a to skutecznie zastopowało karierę fotografa. Jego pomysły były zbyt odważne dla świata mody. Magazyny nie chciały już jego wizji, chciały LaChapelle’a sprzed 5 lat, beztroskiego, ironicznego, przewrotnego. A on artystycznie był już w innym miejscu. Poza tym zdał sobie sprawę, że jest zmęczony światem mody i konsumpcji.

"Pracujesz z ludźmi, którzy mają obsesję na punkcie kupowania i posiadania rzeczy tak, jakby te zakupy miały ich uszczęśliwić. W pewnym momencie chcesz im powiedzieć: Przecież wiesz, że żadna ilość dóbr materialnych nie jest w stanie wypełnić tej pustki”
David LaChapelle

„Kocham modę, piękno i glamour. To znak naszej cywilizacji. Korzystamy z mody, aby zaznaczyć nasz status i upiększyć życie. Nie ma w tym nic złego. Jeśli jednak staje się to celem, to zaczynasz wieść dekadenckie życie. A gdy zaczyna się to dziać na skalę globalną, zaczynamy żyć w dekadenckim świecie. Ta masowa obsesja posiadania rzeczy… Odrzucam te wartości”

Ludzie z otoczenia LaChapelle’a byli zaskoczeni zmianą jego wartości. Fotograf postanowił działać teraz bardziej niezależnie i skupić się na fotografii autorskiej. Wyreżyserował film "Rize" o tańcu ulicznym z Los Angeles zwanym krumplingiem. Film przeszedł bez echa, ale do fotografa zgłasza się Madonna, aby wyreżyserował jej teledysk do piosenki "Hung Up". LaChapelle odmawia. "Całe życie marzyłem, aby zrobić Madonnie teledysk. Ale staram się również słuchać własnej intuicji, która podpowiada mi, że nie będzie w tym frajdy i nie będzie to dla mnie dobre doświadczenie".  Fotograf wspomina wcześniejszą pracę z Madonną i twierdzi, że jest ona nieznośna i okrutna. Wkrótce odmówi również Christinie Aguilerze i Gwen Stefani. "Nie chcę już pracować z gwiazdami, które mnie psychicznie dręczą". Nie musi. Sam jest gwiazdą.

Duchowa odnowa

Kupuje starą kolonię nudystów na Hawajach i przeprowadza się. Postanawia skupić się na duchowej odnowie i twórczości własnej w otoczeniu przyrody. Nie rezygnuje całkowicie z działalności komercyjnej, bo musi przecież z czegoś finansować własne projekty, ale przyjmuje tylko takie zlecenia, w których jego koncepcje i estetyka będą grały kluczową rolę. Od 2006 roku LaChapelle tworzy sporo autorskich serii i wystawia je w galeriach na całym świecie. Nie ma tu ani gwiazd, ani wielkiej mody, są za to kwiaty, fabryki, stacje benzynowe, spadające samoloty, zgniecione samochody – wszystko w stylistyce znanej z wcześniejszych zdjęć – bardzo kolorowe, kiczowate, surrealistyczne i wciąż przewrotne. Piękno i destrukcja w jednym.

Foto: www.davidlachapelle.com Earth Laughs in Flowers
Foto: www.davidlachapelle.com Landscapes

Detoks od świata blichtru i obsesji współczesnego świata dobrze mu robi, twórczość własna kwitnie. Jednak nic nie trwa wiecznie i już wkrótce fotograf znów musi się zmierzyć z rzeczywistością.

W 2011 roku LaChapelle oskarża Rihannę o plagiat. Domaga się od piosenkarki odszkodowania za to, że w teledysku S&M cała scena w różowym pokoju została zainspirowana zdjęciem "Striped Face" jego autorstwa. Chodziło mu o kradzież pomysłu. Sąd przychyla się do zarzutu i nakazuje wokalistce zapłacić fotografowi 1 mln dolarów odszkodowania. "To sprawa czysto biznesowa, nic osobistego. Bardzo lubię Riri" – zapewniał po wyroku fotograf.

Foto: www.davidlachapelle.com Zdjęcie "Striped Face" i kadr z teledysku Rihanny

Sprawa z Rihanną zapoczątkowała ciąg procesów sądowych. Nie wiadomo jednak, czy kolejne sprawy są bardziej biznesowe czy osobiste. W 2013 fotograf został oskarżony przez Jamesa Parmentera, szefa galerii sztuki Bigfork w stanie Montana, o to, że w wyniku kłótni popchnął go, przewrócił i dusił do nieprzytomności. Poszkodowany żąda od fotografa 1 mln dolarów odszkodowania, LaChapelle zaprzecza zarzutom i twierdzi, że jest to zemsta za pozew, który fotograf wniósł przeciwko swojemu byłemu agentowi i kochankowi Fredowi Torresowi (który współpracuje z Parmenterem).

Fotograf oskarżył Torresa o oszustwa finansowe na kwotę ok. 2,8 mln dolarów. Fred Torres postanawia przejść do ataku i wkrótce sam pozywa LaChapelle’a o odszkodowanie w wysokości 75 mln dolarów. W tej kwocie zawiera się niewypłacane przez lata honorarium za obsługę obrotu dzieł fotografa, prowizje ze sprzedaży jego zdjęć na całym świecie, wydatki na wystrój apartamentu fotografa i odszkodowanie za wykradzioną listę klientów oraz innych poufnych informacji z firmy agenta.

Tyle problemów naraz to chyba za dużo, zwłaszcza dla kogoś, kto zajął się twórczością własną i rozwojem duchowym. Jedynym lekarstwem na taką dawkę ponurej rzeczywistości może być powrót do barwnego świata sztuki. Jest na to szansa, bo David LaChapelle znów zainteresował się modą. W listopadzie 2015 roku w studiach filmowych Universalu w Los Angeles publiczność zgromadzona na pokazie mody Augusta Getty’ego 22-letniego projektanta z LA zobaczyła instalację "Thread of Man", za którą odpowiadał fotograf. I znów zobaczyliśmy wszystkie elementy lachapellowskiego świata, rozbudowaną scenografię, podświetlone okna, kolorowe neony i modelki w pięknych ubraniach. Czy to powrót LaChapelle’a do świata mody na dobre? Oby! Czas pokaże.

Foto: Materiały prasowe Instalacja "Thread of Man" na pokazie Augusta Getty'ego, wiosna 2016

Tematy:

Nieprawidłowy email