Top Lista Osobista #24: Dagmara Radzikowska

Miłość „od drugiego wejrzenia” jest dojrzalsza. I bardziej trwała. Wszystkie opisane tu fascynacje, to rzeczy, które miałam już okazję kiedyś poznać. Upłynęło trochę czasu, ja się zmieniłam i one też. Na lepsze. I znowu jesteśmy razem!

Foto: Zdjęcia własne VU MAG

Zapach mojego życia: Orbital Nomenclature

Kilka lat temu spędziłam uroczy tydzień w Marakeszu, towarzysząc znajomym, którzy pracowali nad przewodnikiem po Maroko.

Dzięki nim zobaczyłam wiele ciekawych miejsc, jadałam najlepsze lokalne potrawy i znalazłam zapach mojego życia, miłość absolutną – drzewo sandałowe.

Foto: Zdjęcia własne Robby Cyron / VU MAG Maroko

Perfumy o tej nazwie kupiłam w małej miejscowej manufakturze, w buteleczce bez żadnych oznaczeń, co wchodzi w ich skład. Zanim się skończyły, zaczęłam szukać odpowiednika tego zapachu w Europie, ale nic nie przypominało kompozycji drzewa sandałowego z Afryki. Szukałam wśród najlepszych, najbardziej wyrafinowanych marek, ale zawsze czegoś było za dużo, albo za mało. Wreszcie dałam za wygraną – zostawiłam jedynie troszkę perfum na dnie, aby zawsze móc je sobie przypomnieć. Zarzuciłam poszukiwania, przeżyłam po drodze inne fascynacje zapachowe, choć nie aż tak silne, jak tamta miłość.  I nagle…

Miesiąc temu wchodzę do mojej ulubionej perfumerii Galilu. Znajoma dziewczyna, z którą latami szukałyśmy zapachu drzewa sandałowego, podaje mi flakon perfum i mówi: powąchaj! To, co przeżyłam, było nie do opisania: niedowierzenie, radość, wzruszenie, szczęście…

Foto: Nomenclature

Zapach Orbital firmy Nomenclature, która ma swoje laboratoria w Nowym Jorku jest identyczny jak tamten z nieistniejącego już, małego sklepiku w Marakeszu! To zapach z syntetycznych molekuł, na które wcześniej nie zwracałam uwagi. Choć zapachy zbudowane na jednym, całkowicie syntetycznym składniku są modne od długiego już czasu, nigdy tej mody nie rozumiałam. W przeciwieństwie do tak modnych Escentric Molecule, których zapachu sami nie czujemy (za to otoczenie tak i to bardzo!), Nomenclature pachną dla nas samych. Na moje szczęście, bo cóż to byłaby za szkoda, odnaleźć dawną miłość i nie móc się nią rozkoszować.

Foto: Nomenclature Orbital

Boska Alicia Vikander

Aktorka tak piękna i tak prosta w swoim wyrazie, że zapiera dech w piersiach. Po raz pierwszy widziałam ją w jakimś mało ważnym filmie, niewartym pamiętania. Ją zapamiętałam trochę – ale jeszcze nie na tyle, by szukać jej na instagramie czy w internecie. Potem zorientowałam się, że ta prześliczna aktoreczka musi być całkiem ważna, bo zobaczyłam ją w reklamach domu mody Louis Vuitton pod kierownictwem Nicolasa Ghesquiere.

Foto: Materiały prasowe Alicia Vikander

Trochę poczytałam, prześledziłam jej karierę. Obejrzałam genialny film “Ex Machina” (za który dostała nominację do Złotego Globu). Coraz częściej widywałam ją w sesjach i na okładkach magazynów jak Vogue,  potem kolejna kampania LV i ostatnie Oscary, na których Alicia zdobyła statuetkę za drugoplanową rolę kobiecą w filmie „Dziewczyna z portretu”. Fantastyczna rola, film  przepiękny jako obraz, bardzo polecam.

Vikander jest Szwedką, chociaż bardziej wygląda na Włoszkę. Ma 5. rodzeństwa, a swoją karierę zaczynała od tańca. To miłość od drugiego wejrzenia, ale bardzo serio –  jestem zafascynowana jej urodą i osobowością, nie tylko jako miłośniczka kina, ale i stylistka. Jak pięknie można wyglądać, tak niewiele robiąc w tym kierunku! Zazwyczaj ma dziewczęco spięte do tyłu włosy i tak delikatny makijaż, że masz wrażenie, że użyła tylko błyszczyku.

Alicia Wikander wygląda zawsze tak, jakby wpadła do domu na 5 minut przed wyjściem, dlatego nie zdążyła zrobić fryzury i wymalować oczu, bo czasu starczyło jej tylko na wrzucenie na siebie sukienki. Też złapanej w pośpiechu z wieszaka… Trzeba mieć duży dystans do siebie, by mieć taki luz – tym bardziej, że w jej zawodzie konkurencja jest ogromna. Ale cóż…. Przy Alicii wszystkie Rooney Mary pozostają daleko w tyle.

Kosmiczna podróż: Lewitarium

Foto: www.lewitarium.pl

Nie przewidywałam, że powtórzę to doświadczenie – a już na pewno nie było mowy o miłości. Przeciwnie: kiedy kilka lat temu, w poszukaniu metody relaksu, trafiłam do kapsuły solnej, miałam wręcz nieciekawe wspomnienia. Miały być niezapomniane wrażenia, totalny relaks i stan podobny do lewitacji – nic z tych rzeczy się nie wydarzyło, zostało mi tylko klaustrofobiczne uczucie zamknięcia w małym pudełku. Ale dwa miesiące temu mój trener pływacki przysłał mi wiadomość: – Musisz tam iść http://www.lewitarium.pl. Posłuchałam i tym razem to było kosmiczne doznanie! Lewitarium to dość spory pokój, wysoki na 2 metry, wypełniony wodą nasyconą solą Epsom i z morza Martwego w takim stężeniu, że ciało unosi się swobodnie na powierzchni, niczym w stanie nieważkości. Sól Epsom to siarczan magnezu – magnez działa znakomicie na system nerwowy, a siarka na skórę, włosy i paznokcie – a ta morska z morza Martwego ma jeszcze potas, brom, cynk i jod. W dodatku, godzinny seans w ciemności i ciszy daje wrażenie lewitowania poza ciałem, oderwania się od wszelkich dolegliwości i kłopotów. Uwaga! Pierwszy raz był jeszcze dość trudny – odezwały się stare kontuzje sportowe i różne lęki. Na szczęście uprzedzili mnie o tym wcześniej przemili państwo, którzy Lewitarium prowadzą i są jego wielkimi propagatorami. A już za drugim razem doświadczyłam zupełnego odlotu, prawdziwego głębokiego relaksu. I każdy następny raz był jeszcze lepszy. Nigdy nie patrzyłam w przyszłość z takim spokojem i optymizmem jak po tym floatingu!

Foto: www.lewitarium.pl

Ekscytuję się świeżą, wiosenną cerą

Nie cierpię makijażu, ale też nie mogę go zupełnie zignorować. Mam suchą skórę, co jeszcze bardzie podkreśla obecność podkładu, pudru i wszystkich składników make-upu, przeważnie dość wysuszających. Lubię też taki efekt, jakby na twarzy nie było nic oprócz czystej radości życia. Czyli jestem fanką wszystkiego co lekko świeci, iluminuje, odbija światło itp. – żadnych matów! Tym bardziej wiosną i latem, kiedy to wygląda jeszcze bardziej naturalnie.

Foto: Zdjęcia własne Dagmara Radzikowska / VU MAG Woda termalna Avene

Tak, jak nie cierpię makijaży, kocham nad życie bronzery, które koniec końców też są w kamieniu. Genialny sposób sprzedała mi Lucia Pica – naczelna makijażystka Chanel. Zanim nałożysz podkład, spryskaj twarz wodą termalną. Jak nałożysz  już wszystko, co jest w kamieniu, znowu spryskaj twarz wodą termalną. Warstwy połączą się idealnie i zintegrują ze skórą: powstanie na niej lekko błyszczący filtr, jakbyś była czymś podekscytowana.  To jest właśnie ta świeżość i wygląd, za którym gonię. Kupuję wodę Avene, dostępną w małych pojemnikach, więc zawsze mogę ją mieć przy sobie. Zabieg ten można powtarzać kilka razy. Skóra jest nawilżona, rozjaśniona i świeża. Przez cały dzień.

Sandały + skarpety

Wiele lat musiało minąć, abym się do tego przekonała. Ale dziś uważam to za rewelacyjne rozwiązanie – dość grube, nawet wełniane skarpety noszone do różnego rodzaju sandałów: cienkie paski, grube paski, zabudowany przód, odkryta pięta. Po pierwsze, musiałam dorosnąć do obcasów na co dzień.  OK, nie będzie to szpilka 10 cm, ale 5 cm na grubym słupku, abym mogła wygodnie nawet trochę pobiegać po mieście  (na szczęście to kwintesencja lat 70.) Przećwiczyłam to już zimą i daję radę.

Mam dosyć płaskich butów albo snickersów 24h na dobę. Po drugie, jest już po Wielkanocy, czas zmieniony na letni, koniec zimy. Wiosna, czas odsłonić nogi! Uważam, że o wiele fajniej jest nosić w tym sezonie sandały czy klapki do skarpetek, niż do gołych stóp – to drugie jest tak oczywiste! A ja idę w ślad za Alessandro Michele / Gucci (kolejna moja miłość!) i szukam rozwiązań „domowych”, na pozór bardzo nie fashion.  Jestem też bardziej dziewczyną pracującą, niż chodzącą po bankietach (imprezowiczki zawsze będą miały gołe stopy i nawet nie spojrzą na skarpetę).

Skarpetki i obcasy kojarzą mi się z kobietami lat 60. i Miucią Pradą, która przejęła sporo elementów ze stroju kobiety pracującej do swoich kolekcji. Co kilka sezonów skarpetki i obcasy to u niej standard. Po trzecie: szybko się przeziębiam, a mama zawsze mi powtarzała, że najszybciej choruje się od wyziębionych stóp. Szukam idealnych klapek, sandały i wełniane skarpetki już mam!

Tematy:

Polecamy także:

Nie udało się dodać załącznika.
Nie udało się dodać więcej załączników, usuń któryś z już dodanych
Poczekaj chwilę - trwa dodawanie załączników.

Komentarz został wysłany.

Przepraszamy Twój komentarz nie może zostać wysłany

Wkrótce pojawi się w serwisie. Zachęcamy do dalszej dyskusji. Wystąpił błąd i nie można zapisać komentarza.

 









Wpisz, jak chcesz się przedstawić
lub zaloguj się

Komentarze

~Vella : No proszę, a tak sie wyśmiewano w naszych rodaków noszących skarpety do klapek i sandałów! A to byli Trendseterzy!
2 kwi 16 14:50 | ocena: 100%
Liczba głosów:4
100%
0%
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~50+ : Idealne buty do skarpet, czarne są w Deni Cler, na grubej podeszwie, niestety- wysokie. Pozdrawiam
14 kwi 16 15:30 | ocena: 100%
Liczba głosów:1
100%
0%
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:

Nieprawidłowy email