BYŁAM ZAKOMPLEKSIONĄ NASTOLATKĄ

To jedna z najpiękniejszych Polek. Swoją karierę zaczęła w latach 80. Pracowała z najlepszymi fotografami i stylistami na świecie. Jako pierwsza i jedyna Polka w historii pojawiła się na okładce amerykańskiego „Playboya”. Jedno popołudnie zmieniło jej życie. Kiedy na jej rękach umierał mężczyzna, którego kochała, zrozumiała, że musi zacząć wszystko od początku. Wróciła do kraju. Zaczęła pracować w TVN-ie jako rzecznik prasowy. Teraz współprowadzi agencję agencję public relations obsługującą m.in. luksusowe marki modowe. Bogna Sworowska w specjalnym wywiadzie dla VU Maga opowiada o dzieciństwie, szansach, które dało jej życie i macierzyństwo. Takiej jej nie znacie!

Bogna Sworowska 2010 / mwmedia

Damian Gajda / VU MAG: Zastanawiałaś się kiedyś, co by było, gdybyś nie została modelką?

Bogna Sworowska: Przypuszczam, że byłabym psychologiem albo stomatologiem. Rodzice chcieli, żebym zajmowała się czymś poważnym, ale nigdy nie narzucali mi swojego zdania. Zawód lekarza bardzo mnie pociągał, dlatego pewnie dziś leczyłabym ludzi. Teraz coraz popularniejsze stają się studia po 50-tce, dlatego jest szansa, że skończę swój wymarzony kierunek (śmiech).

Moda, sesje zdjęciowe, wybieg – to chyba było bardziej pociągające dla młodej dziewczyny niż ślęczenie nad książkami.

Żeby to zrozumieć, trzeba przypomnieć sobie czasy głębokiego komunizmu – szarą, pozbawioną perspektyw Polskę, brak możliwości wyjazdu na zachód, duże problemy z paszportem. Wtedy myśleliśmy tylko o tym, co zrobić, by wyrwać się do innego świata. Zawód modelki był czymś nowym, w naszym kraju. W mojej rodzinie wiedza była wartością nadrzędną – zdecydowanie ważniejszą niż wygląd czy jakiekolwiek dobra materialne.

Pokaz mody z okazji 10-lecia działalności Teresy Rossati 2008/ EAST NEWS

Moja decyzja o tym, że zwiążę swoje życie z modą budziła w mamie i tacie olbrzymi lęk. Modelka, czyli kto? Nie wiadomo. Kiedy patrzę na dzisiejszą młodzież, zazdroszczę im tego, że nie muszą o nic walczyć. My mieliśmy inaczej – podróże, telewizja, internet były czymś nieosiągalnym. Wszystkiego się uczyliśmy. A ja nie dość, że od razu zostałam rzucona na głęboką wodę, to zmagałam się jeszcze ze swoimi kompleksami.

Jakie ty mogłaś mieć kompleksy?

Każda z nas ma kompleksy związane ze swoim wyglądem. Gdybyśmy uważali się za idealnych, zawód dermatologa estetycznego pewnie by nie istniał. Jako 14-latka miałam totalną dysproporcję ciała – bardzo długie nogi i stosunkowo niewielki tułów. Byłam chuda, według mnie – obrzydliwa. W szkole traktowano mnie jak odmieńca, nazywano „kościotrupem”. Nosiłam ubrania w stylu hippie. No i najważniejsze – nie miałam chłopaka tak jak moje koleżanki.

Lidia Popiel i Bogna Sworowska 2011 / AKPA

A jednak ciebie Lidia Popiel i Marek Czudowski zauważyli pośród innych dziewczyn i zaprosili do współpracy.

Tak, byłam z mamą „na ciuchach” w Rembertowie. Uzbierałam trochę pieniędzy i chciałam kupić kilka zagranicznie wyglądających ubrań. Nagle podeszła do mnie piękna kobieta. To była Lidia Popiel – stylistka i modelka. Powiedziała, że chce zrobić mi kilka zdjęć. Zupełnie nie rozumiałam jej zachwytu nad moją urodą.

W pierwszej chwili pomyślałam, że mama, która wiedziała o moich kompleksach, zapłaciła komuś, żebym mogła się ich pozbyć. Trauma szkolna była na tyle silna, że zburzyła moje poczucie własnej wartości. Wtedy nie pokazywałam emocji, wszystko co złe, tłumiłam w sobie. Potrafiłam nie spać przez kilka dni, bo bałam się pójść do szkoły.

Nie miałaś żalu do rodziców, że wychowywali cię na kogoś, kto nie był świadom swoich zalet?

Tak się wtedy wychowywało dzieci. Rodzicom nie podobało się, kiedy ktoś zwracał uwagę na moją urodę. Uważali, że komplementy zaburzają właściwy rozwój dziecka. Wiele zawdzięczam mamie i tacie. Wychowuję syna tak, jak oni wychowywali mnie. W dzieciństwie byłam zła na rygor i dyscyplinę, który wprowadzali. Po latach widzę, jak bardzo to zaprocentowało.

Pamiętasz swoją pierwszą profesjonalną sesję?

Wolałabym nie (śmiech). Pierwszą sesję robiliśmy na balkonie mieszkania Marii „Muchy” Ichnatowicz, w centrum Warszawy. Pamiętam strach związany z tą sytuacją. Byłam oszołomiona zainteresowaniem innych. Nie umiałam pozować. Kiedy zobaczyłam gotowe zdjęcia, nie mogłam uwierzyć, że to ja. Przyznam, że postać ze zdjęć bardzo mi się spodobała… Miłe doświadczenie, które dziś chętnie razem z Muchą wspominamy.

Sprawdziłaś się na tyle, że w wieku 16 lat wyjechałaś do Włoch na zaproszenie agencji „Why not”. Nie bałaś się tego?

W życiu trzeba brać to, co przynosi nam los. Traktowałam to jak przygodę, nie sądziłam wtedy, że to będzie mój zawód na wiele lat. Cieszę się, że rodzice mieli do mnie zaufanie. Wierzyli, że w ten sposób siebie zaakceptuję. Postawili tylko jeden warunek – praca nigdy nie może kolidować ze szkołą. Starałam się ich nie zawieść, choć nie zawsze było łatwo.

Nauczyciele traktowali twoją pracę jak fanaberię?

Moje zdjęcia pojawiały się w najbardziej poczytnych magazynach, a to kłuło w oczy. W tamtych czasach nie akceptowało się ludzi, którzy byli inni i chcieli coś osiągnąć. Siedziałam w jednej ławce z Pawłem Stasiakiem. Ja – modelka, on – wokalista znanego wówczas zespołu „Papa Dance”. To nie mogło umknąć uwadze złośliwych nauczycieli, którzy zamiast nam pomagać, codziennie odpytywali z zadanego materiału. To był prawdziwy koszmar.

Bogna Sworowska i Paweł Stasiak 2013 / mwmedia

W Mediolanie byłaś zupełnie sama. Dla 16-letniej dziewczynki to spore wyzwanie. Co dawała ci ta praca?

Ogromną satysfakcję. Dopiero kiedy wyjechałam do Mediolanu, odkryłam siłę swojej kobiecości. Tam młoda blondynka z długimi włosami budziła podziw. Dziewczyny pokazały mi, jak się ubierać i malować. Na początku czułam się jak dziewczynka z biednej rodziny. Tobie trudno to sobie wyobrazić, ale zwykły T-shirt czy dżinsy były wtedy olbrzymim problemem. Pierwsze zarobione pieniądze – równowartość kilkunastu pensji mojego ojca – wydałam na ubrania. Nie miałam nawet za co kupić biletu na autobus, żeby wrócić do mieszkania. Przez kolejny miesiąc pewnie bym głodowała, na szczęście trafiłam na życzliwych ludzi, którzy uczyli mnie nie tylko zawodu, ale też życia.

Życie cię rozpieszczało… Pamiętasz pierwszą lekcję pokory?

Nie dostawałam wszystkiego, co chciałam. To nie było tak, że wygrywałam wszystkie castingi, podpisywałam każdy kontrakt. Rzeczywiście, miałam sporo szczęścia, ale zdawałam sobie sprawę z tego, że nic nie trwa wiecznie. Pierwsza poważna porażka to przegrana w wyborach Miss Polonia1987.

Cała Polska była przekonana, że to ty wygrasz te wybory. Co czułaś, kiedy okazało się, że tytuł najpiękniejszej Polki otrzymała Monika Nowosadko?

Wizerunek modelki kłócił się wówczas z wizerunkiem dziewczyn, które biorą udział w konkursie Miss Polonia. To czasami dwa zupełnie inne typy urody. Pamiętam, jak na kilka tygodni przed wyborami dziennikarze pisali, że konkurs nie ma sensu, bo i tak wiadomo, że wygram. Stało się inaczej. Monika Nowosadko była piękną kobietą, bardzo miłą koleżanką. Dziś wiem, że słusznie wygrała. Wtedy trochę jej zazdrościłam.

Nagrodą pocieszenia był wyjazd do Chicago. Ta podróż otworzyła ci drogę do kariery… Tam pracowałaś jako modelka. Jako jedyna Polka pozowałaś dla amerykańskiego „Playboya. Nie bałaś się tego, jak zostanie to przyjęte w kraju?

Kiedy mieszkałam w USA, dowiedziałam się, że redakcja amerykańskiego „Playboya” szuka dziewczyn z Polski i Rosji, które zgodzą się wystąpić na okładce styczniowego (1990) numeru. Zrobiłam sesję, ale nie wiedziałam, czy zdjęcia zostaną wykorzystane. Po pobycie w Polsce wróciłam do Stanów i zobaczyłam wielkie bilbordy z moimi zdjęciami. Byłam w szoku. Założyłam czarne okulary, pojechałam taksówką do domu. Stamtąd dopiero zadzwoniłam do agencji. Powiedziano mi, że mogę przyjechać odebrać czek.

Okładka amerykańskiego Playboya, Bogna Sworowska

Nie żałowałaś, że się na to zdecydowałaś?

Nie, dlaczego? Nigdy nie byłam pruderyjna. Dzięki tej sesji podpisałam kilka kontraktów z firmami produkującymi bieliznę. „Playboy” ma swoją renomę, trzyma poziom. Trudno się tam dostać, selekcja jest naprawdę ostra. To żaden wstyd występować na okładce.

Zawsze byłaś zdeterminowana. To ważna cecha w zawodzie modelki?

Nazwałabym siebie bardziej konsekwentną i pracowitą, a te cechy są ważne zarówno w życiu, jak i w pracy. Miałam sporo koleżanek, które też wyjeżdżały ze mną, ale mówiły, że tęsknią za Polską i wracały do kraju. Ja uznałam, że cudownie jest poznawać świat. Liczne wyjazdy, sesje zdjęciowe – z tymi wydarzeniami wiążą się piękne wspomnienia, które zachowam do końca życia. Oczywiście z tym zawodem wiążą się też pewne niebezpieczeństwa i pokusy.

Czy zdarzały się sytuacje, w których nie chciałaś się znaleźć?

Trzeba wyznaczyć sobie granice, których nie wolno przekraczać. Cieszę się, że nigdy nie poszłam z żadnym facetem do łóżka, żeby coś osiągnąć. Nie mogę powiedzieć, że mężczyźni mi nie pomagali w życiu. Zawsze byli wokół mnie. Ceniłam tych, którzy chcą ze mną pracować ze względu na mój profesjonalizm. Po powrocie do Polski w 1997 roku prezes Mariusz Walter powierzył mi ważne stanowisko rzecznika prasowego TVN-u. To było dla mnie duże wyróżnienie i dowód na to, że mogę robić coś zupełnie innego niż dotychczas.

Bogna Sworowska 1994 / EAST NEWS

Porzuciłaś karierę modelki, kiedy byłaś na szczycie. Dlaczego?

Umiem zamykać kolejne etapy. Po tragicznej śmierci mojego narzeczonego, który zginął na moich oczach, zrezygnowałam z pracy. Nie miałam już potem ani siły, ani swobody, która jest niezbędna w tym zawodzie.

To była kolejna lekcja pokory?

Tak. Przegrana w konkursie jest niczym. Takie historie życiowe, które zmieniają wszystko – wartościują nasze przyjaźnie, zmieniają priorytety i pozwalają nam wrócić do korzeni. Doszłam do siebie tylko dzięki rodzinie i przyjaciołom, którzy przerwali w końcu to cierpienie. Straciłam najlepsze lata swojego życia.

Uciekłaś w pracę?

Zrozumiałam, że muszę zrobić coś nowego. Od 15 lat współprowadzę firmę PR-ową, realizuję się w tym. Dla mnie sukces to zadowolenie z tego, co się robi. Ale nie tylko praca jest dla mnie ważna. Od dziewięciu lat realizuję się w roli matki.

Jaką jesteś matką?

Mam nadzieję, że dobrą. Jestem naturalna i spontaniczna. Macierzyństwo daje wyjątkową energię. Kocham spędzać czas z synem.

Zdecydowałaś się na dziecko stosunkowo późno.

Tak i to była w moim życiu dobra decyzja, dojrzałe macierzyństwo jest wyjątkowe.

Bogna Sworowska z synem 2012 / EAST NEWS

Praca kolidowała z twoim życiem prywatnym?

Nigdy nie czułam, że poświęciłam coś dla pracy. Wszystko układało się naturalnie. Życie daje nam pewne szanse, które trzeba we właściwy sposób interpretować, a potem jeżeli chcemy i umiemy to wykorzystać.

Najważniejszy mężczyzna w twoim życiu to twój syn?

Syn i tata oczywiście

Chciałabyś jeszcze pracować jako modelka?

Teraz coraz popularniejsze stają się sesje dla modelek po 50-tce, więc kto wie?

Bogna Sworowska, Gala Superbrands 2013 / mwmedia

Tematy:

Nieprawidłowy email