Artysta niepokorny

David LaChapelle przedstawia w surrealistycznych pracach wizję świata pełnego kiczowatego piękna, przemocy, pożądania, wynaturzeń, szalonej mody, kokainowego odlotu, czerwonych ust, silikonowych piersi, przerośniętych mięśni i religijnych uniesień. Prace słynnego fotografa będziemy mogli oglądać od 6 września na wystawie „In Got We Trust“ w warszawskiej Zachęcie.

mat. prasowe Zachęta Narodowa Galeria Sztuki

Obrazoburczy, prowokacyjny, prześmiewczy, ironiczny i kiczowaty – tak najczęściej mówi się o LaChapelle, jednym z najsłynniejszych fotografów świata. O jego prace zabiegają największe galerie sztuki, a najbardziej prestiżowe magazyny marzą, żeby dla nich przygotowywał sesje mody lub portrety gwiazd. Teoretycznie LaChapelle zajmuje się fotografią mody, ale tak naprawdę w jego pracach moda bywa jedynie tłem i pretekstem do opowiadania historii o współczesnym świecie – onirycznym, czasem przesłodzonym, a niekiedy zepsutym do szpiku kości. Na jego zdjęciach wszystko jest wyolbrzymione - począwszy od silikonowych ust i piersi modelek (jego ulubionymi są transwestyta Amanda Lepore i aktorka Pamela Anderson), a skończywszy na zaskakujących historiach, które owe zdjęcia opowiadają. - Jeśli chcesz prawdziwego świata, przejedź się miejskim autobusem – mówi, kiedy ktoś zarzuca mu, że jego prace są zbyt teatralne. -Zawsze chciałem robić zdjęcia, które byłyby zupełnie odrealnione i przesadzone choć jednocześnie osadzone w zwyczajnym świecie, tym, który znamy.

LaChapelle z uporem maniaka (i ironicznym uśmieszkiem) każe więc pozować swoim modelkom w nienagannych ubraniach z najnowszych kolekcji , Verace i Louisa Vuittona w inscenizacjach jak z koszmarów sennych – dziewczyny są bohaterkami tragicznych wypadków samochodowych, pożarów, albo cudem ocalałymi ofiarami huraganu Katrina gdzieś na przedmieściach Nowego Orleanu, bawią się na szalonej imprezie z Chrystusem, mordują lub są mordowane, wykorzystują lub są wykorzystywane. Świat LaChapella jest pokręcony, dziwaczny, pełen aluzji, niedomówień i symboli. To świat, w którym wyobraźnia nie zna granic.

David LaChapelle urodził się w Fairfield w stanie Connecticut i od dzieciństwa zdradzał talenty artystyczne. Kiedy miał 9 lat cała rodzina przeprowadziła się do konserwatywnego Raleigh w Północnej Karolinie. David nie wspomina dobrze tych czasów, bo jako nastolatek był prześladowany w szkole z powodu swojego homoseksualizmu i nonszalanckiego stylu. Po kilku latach rodzice wrócili znów do Connecticut, ale on postanowił poszukać szczęścia gdzie indziej i... uciekł do Nowego Jorku. Niemal od razu trafił do Studia 54 – najsłynniejszej dyskoteki na Manhattanie, w której zaczął pracować jako kelner. Studio 54 było miejscem wyjątkowym, skupiającym największe sławy, najbarwniejszych artystów, najbardziej znanych aktorów i modelki. Odbywały się tam szalone imprezy mocno zakrapiane alkoholem I zasypywane kilogramami kokainy. Do stałych bywalców klubu należeli Andy Warhol, Bianca Jagger, Grace Jones, Liza Minelli, Woody Allen i Mia Farrow, David Bowie, Tommy Hilfiger, Elton John i wielu wielu innych. To tam właśnie David nawiązał swoje pierwsze artystyczne znajomości i spośród gwiazd Studia 54 wybrał swoich pierwszych modeli. Zasłynął pod koniec lat 80-tych serią zdjęć znanych gwiazd. Był uczniem i protegowanym Andiego Warhola, z którym rozpoczął artystyczną współpracę już jako 17 latek w magazynie Interview więc traktowano go poważnie i uważnie obserwowano jego szybki rozwój artystyczny. Dla LaChapelle współpraca z Warholem była – jak podkreśla – najbardziej rozwijającym i kształtującym jego styl okresem. Do dziś wspomina swoje pierwsze spotkania z mistrzem Pop-Artu, który podobno powiedział mu „Fotografuj co chcesz i jak chcesz, ale miej pewność, że bohaterowie twoich zdjęć dobrze wyglądają. Tej radzie wierny jest do dziś.

Po pierwszych publikacjach zdjęć w Interview przyszedł czas na zlecenia dla Details, Rolling Stone i innych pism, autorskie wystawy w najsłynniejszych galeriach Nowego Jorku, kontrakty reklamowe ze znanymi agencjami i w końcu sesje zdjęciowe dla prestiżowych magazynów poświęconych modzie i gwiazdom – Vanity Fair oraz dla francuskiej i włoskiej edycji Vogue’a. Oprócz producentów sesji i redaktorów naczelnych do LaChapelle’a ustawiała się również kolejka gwiazd, które chciały mieć wyjątkowe zdjęcia jego autorstwa. Dziś ich lista jest bardzo długa, między innymi znajdują się na niej Madonna, Bjork, David Beckham, Naomi Campbell, Leonardo Di Caprio, Angelina Jolie, Elton John, Britney Spears, Elizabeth Taylor i Uma Thurman oraz jego muzy i przyjaciółki; Pamela Anderson, Amanda Lepore i Courtney Love. Piękne, silne i dziwne kobiety stały się głównymi bohaterkami jego prac.

mat. prasowe Zachęta Narodowa Galeria Sztuki

Kobieta jest u LaChapella najważniejsza, najciekawsza i… nieodkryta. Na niektórych zdjęciach jest przedstawiona jako słynna gwiazda w złotej sukni, na innych jako prowokacyjny obiekt pożądania, efektowny dodatek do mężczyzny, albo silna „domina“, czy kulturystka zdradzająca swoim zachowaniem typowo męskie cechy charakteru. Są też całe zastępy kobiet upadłych, kurtyzan, kobiet przypominających lalki z sexshopów i bezpłciowych, a jednak kobiecych… dziwadeł. Wbrew pozorom kobiecość według LaChapella wcale nie jest taka oczywista i czasem spłata figle. Wyzywająca blondyna z wielkim biustem potrafi mieć niekiedy penisa jak w przypadku Amandy Lepore, może udawać, że oddaje mocz na stojąco jak modelka ze zdjęcia „Russian Bath House“, albo zachowuje się jak mężczyzna - jak Pamela Anderson okładająca mięśniaka kijem bejsbolowym, albo Sarah Jessica Parker niczym ekshibicjonista obnażająca się w wagonie metra . Są też u LaChapella kobiety upadłe, całkowicie poddane i skrępowane, owinięte niczym mumia taśmą klejącą, spętane sznurem (Paris Hilton na zdjęciu „Class Struggle“), albo będące zabawkami w świecie męskich fantazji (Kirsten Dunst jako słodka laleczka uwięziona pod szklanym kloszem, czy Lil‘ Kim z otwartymi ustami wyglądająca jak dmuchana lalka z sexshopu). Te zdjęcia nie przypadły jednak do gustu feministkom, które zamiast traktować je po prostu jak sztukę, dopatrzyły się dyskryminacji i odkryły, że kobieta na zdjęciach LaChapella traktowana jest przedmiotowo i instrumentalnie. Może to właśnie dla nich – feministek - albo dla spokoju własnego sumienia, fotograf zrobił również kilka bardzo nastrojowych zdjęć znanych pań: uśmiechniętą Hillary Clinton pozującą w swoim gabinecie, słodką jak zwykle Dolly Parton czy intrygująco piękną Elizabeth Taylor.

- Kocham modę, urodę i glamour. To znaki i symbole naszej cywilizacji. Używamy mody i urody dla podkreślenia naszego statusu i uważam, że nie ma w tym nic złego. Dekadencja i próżność zaczynają się dopiero wtedy gdy tracimy proporcje i moda oraz wygląd stają się jedynym sensem naszego życia. Obsesją posiadania. Tak mówi LaChapelle o swoim stosunku do mody. I być może z tego właśnie powodu pokazuje ją zawsze w niebanalny i wyjątkowy sposób zestawiając elegancję i szykowność kreacji ze wszystkimi „brudami“ współczesności – narkomanią, przesadnym kultem ciała, wyzywającym bogactwem, klęskami, katastrofami i dewocją. Słynna już dziś sesja przygotowana w czerwcu 2005 roku dla włoskiej edycji Vogue’a jest tego najbardziej jaskrawym przykładem. Modelki (między innymi Anja Rubik) w niewyobrażalnie drogich kreacjach pozują na tle zgliszczy i zniszczonych przez huragan domów. Wszystko dzieje się w dwóch przenikających się wymiarach – próżnego świata piękna i blichtru oraz zwyczajnym, szarym świecie pełnym niebezpieczeństw. Dawidowi chodziło o zderzenie obsesji mody z apokaliptyczną wizją globalnego ocieplenia i końca świata. Sesja nie wzbudzałaby może tylu kontrowersji gdyby tuż po jej publikacji huragan Katrina nie pochłonął setek tysięcy ofiar w Nowym Orleanie. „Po ukazaniu się Vogue’a zadzwoniła do mnie redaktorka z awanturą- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytała. - Wystarczyłoby gdybyś po prostu pokazał sukienki! Ludzie myślą, że to relacja z Nowego Orleanu, że żerujemy na nieszczęściu setek ofiar pochłoniętych przez huragan! - Nie wiedziałem co odpowiedzieć, ale byłem pewien, że to moja ostatnia sesja dla tego magazynu.

Na wystawie „In God We Trust“ w warszawskiej Zachęcie będzie można obejrzeć zdjęcia LaChapella nawiązujące do tematyki religijnej. Pomysł na cykl powstał w 2003 roku kiedy LaChapelle zobaczył T-Shirt z napisem "Jesus Is My Homeboy" i jest próbą odpowiedzi na pytanie o to kim dziś byłby Jezus i jego najbliżsi towarzysze. - Jezus byłby dzisiaj z marginalizowanymi ludźmi ulicy: biedakami, bezdomnymi, prostytutkami, dilerami, gangsterami. I ci ludzie byliby najbliższymi i najwierniejszymi jego wyznawcami mówił fotograf w wywiadzie dla "The Art Newspaper TV" w 2008 r. Seria sześciu zdjęć „Jesus Is My Homeboy“ („Jezus jest moim ziomkiem“) pokazuje niektóre zdarzenia z życia Jezusa osadzone w scenografii współczesnej amerykańskiej ulicy. Jezus jest więc świadkiem aresztowania prostytutki, wygłasza kazanie wśród tłumu kolorowych Amerykanów, rozdaje biedakom ryby przed sklepem, rozmawia podczas ostatniej wieczerzy z „Apostołami“ wyglądającymi zupełnie jak gangsterzy z Harlemu i pozwala sobie obmywać nogi blond piękności w czerwonym bikini. Choć zdjęcia prezentowane były w kilku kościołach (m.in. w protestanckim kościele w St Moritz) nie przypominają świętych obrazów, raczej sesję mody z jednego z kolorowych magazynów.

Tematy:

Nieprawidłowy email