Anna Jagaciak-Michalska: Na zawodach lubię dobrze wyglądać!

Wielokrotna mistrzyni Polski w skoku w dal i trójskoku jest nazywana najpiękniejszą polską lekkoatletką. Nie bez przyczyny, w końcu Anna Jagaciak jest siostrą topmodelki Moniki JAC Jagaciak. I choć przy jej urodzie i wzroście z powodzeniem mogłaby królować na światowych wybiegach, Anna postawiła na sport.

Anna Jagaciak

Z Anną spotykam się na boisku w Puszczykowie, jej rodzinnym mieście. To tu Jagaciak chodziła do liceum i zaczynała trenować skok w dal, a później trójskok. Wysoka dziewczyna o zjawiskowych rysach twarzy i niebieskich oczach, w niczym nie przypomina stereotypowego sportowca. A jednak jej przygoda ze sportem trwa już piętnaście lat. Anna ma na koncie kilka spektakularnych sukcesów, a teraz przygotowuje się do letnich igrzysk olimpijskich.

Magdalena Linke: W lutym w Chemnitz ustanowiłaś swój rekord życiowy w trójskoku w hali. Zaledwie tydzień później przyszedł czas na kolejny rekord, tym razem w skoku w dal. Nie zatrzymujesz się.

Anna Jagaciak: Ten sezon halowy był dla mnie wybitny, skakałam prawie pół metra dalej niż zazwyczaj. Nigdy nie miałam tak dobrych wyników na zawodach w hali. Może to przez przeprowadzkę do Bydgoszczy? Tu w Puszczykowie nie miałam możliwości, żeby trenować w hali, miałam jedynie bieżnię koło szkoły. W Bydgoszczy mogę korzystać z hali lekkoatletycznej i to przynosi efekty. Mam jednak nadzieję, że moje ostanie sukcesy, to nic. Sezon letni dopiero się rozpoczyna.

Foto: Zdjęcia własne VU MAG fot. Robby Cyron

Pamiętasz swój pierwszy skok w dal?

Pamiętam swoje pierwsze mistrzostwa Polski, które dla mnie były bardzo nieudane. Walczyłam, żeby na nie pojechać, ale później tego pożałowałam. Osiągnęłam bardzo słabe wyniki. Na szczęście szybko się zawzięłam, żeby udowodnić, że potrafię. Pojechałam na kolejne zawody i je wygrałam. Miałam wtedy 14 lat.

W tak młodym wieku wiedziałaś, że chcesz profesjonalnie trenować?

Początkowo próbowałam różnych dyscyplin. Jako mała dziewczynka startowałam w czwórbojach lekkoatletycznych, gdzie musiałam się sprawdzić w wielu konkurencjach. Próbowałam też biegać przez płotki i skakać wzwyż. Po jakimś czasie wyszło, że najlepsze predyspozycje mam do skoków i zaczęłam skupiać się na skoku w dal. Trójskok pojawił się znacznie później. W wieku 16 lat już startowałam na zawodach w tej konkurencji, ale skok w dal długo pozostawał na pierwszym miejscu. W 2013 roku podjęłam decyzję, że zajmę się tylko trójskokiem.

Od jak dawna trenujesz?

Od 15 lat. Wychowałam się w sportowej rodzinie. Moja mama też kiedyś zajmowała się sportem, trenowała bieg na 100 m przez płotki i skok w dal, dziś jest nauczycielką WF-u w gimnazjum. Mój tata jest trenerem lekkiej atletyki. Z rodzicami od małego jeździłam na obozy sportowe, gdzie miałam okazję obserwować dorosłych zawodników, a czasami nawet brałam udział w ich treningach. Cały czas obracałam się w środowisku sportowym. Byłam też bardzo aktywnym dzieckiem, to wszystko przyszło więc naturalnie.

Foto: Zdjęcia własne VU MAG fot. Robby Cyron

Zupełnie inaczej potoczył się los twojej siostry – Moniki [Moniki JAC Jagaciak - przyp. red.].

Tak, ona wybrała modeling, choć jako dziecko też próbowała swoich sił w lekkiej atletyce. Podziwiam Monikę i wydaje mi się, że bycie modelką to superrobota. To takie spełnienie marzeń każdej dziewczyny, aby pięknie wyglądać i mieć ładne zdjęcia. Choć wiem, że tak naprawdę to bardzo ciężka praca. Ja, będąc w towarzystwie siostry, czuję się zafascynowana światem mody i sztuki, tworzonym przez kreatywnych ludzi, choć od lat skupiam się na czymś zupełnie innym. Mimo że Monika mieszka daleko stąd, to jednak cały czas kibicujemy sobie nawzajem i utrzymujemy ze sobą kontakt. Moja siostra nie zrezygnowała zupełnie z aktywnego trybu życia. Bardzo dużo czasu poświęca na fitness czy jogę, a ostatnio nawet boks.

Rywalizujecie ze sobą?

Nie rywalizujemy, trzymamy ze sobą sztamę. Przyjaźnię się z moją siostrą, mamy podobne poczucie humoru. Wiadomo, czasem jej czegoś zazdroszczę, ale wtedy po prostu od razu jej o tym mówię. Jako siostry stać nas na szczerość wobec siebie. Na przykład wczoraj przyjeżdżając do domu rodziców, znalazłam na stole kopertę. W niej było zaproszenie z napisem: „Zapraszamy na pokaz kolekcji olimpijskiej, Rio 2016”. Pomyślałam sobie, że to super, że mnie zapraszają. Ale później obróciłam kopertę i okazało się, że to było zaproszenie adresowane do mojej siostry. Z jednej strony chciało mi się śmiać, a z drugiej byłam trochę rozczarowana.

Foto: Zdjęcia własne VU MAG fot. Robby Cyron

Jesteś bardziej atletyczna, a Monika smukła. Lubisz swoje ciało?

Podobają mi się sportowe ciała, ale jeśli miałabym opowiedzieć o sobie, to chyba mam sporo kompleksów. Moja konkurencja to sport siłowy, mam więc rozbudowane, umięśnione nogi. Czasem nie wygląda to ładnie, jak na przykład założę obcasy i widać mi mocno zarysowane mięśnie i żyły. Mój największy kompleks to właśnie nogi. Przymierzanie dżinsów w sieciówkach zwykle kończy się na wysokości kolan. Dalej nie mogę ich już wcisnąć. Muszę kupić spodnie o dwa rozmiary za duże, żeby w udach były luźniejsze. Ale to są dylematy każdej dziewczyny, która trenuje. Często na obozach rozmawiamy wspólnie o tym, co która zrobiła w przymierzalni. Na przykład ostatnio koleżanka opowiadała, jak podarła sukienkę na plecach.

Z wykształcenia jesteś technologiem żywienia. Sama układasz sobie dietę?

Moje wykształcenie bardzo mi pomaga, bo wiem, co kryje się pod różnymi znakami typu E. Taka wiedza jest bardzo przydatna, szczególnie kiedy jako „zwykła” żona, a nie sportowiec, idę na zakupy, żeby ugotować mojemu mężowi obiad. Staram się jeść zdrowo i mieć kontrolę nad jedzeniem, żeby później nie mieć sobie nic do zarzucenia. Ale wydaje mi się, że sportowcy nie muszą aż tak uważać na kalorie. Przez to, jak dużo trenuję, wolę skupić się na wartości odżywczej jedzenia, a nie na kaloriach. Nie zabraniam sobie jedzenia słodyczy. Bywa tak, że muszę się ograniczyć, bo waga w lekkoatletyce też jest ważna, ale nie stosuję żadnej ściśle przygotowanej diety.

Lubisz gotować?

Lubię. W ogóle mam tak, że jak już zaczynam coś robić, to robię to z przekonaniem. Korzystam z  dostępnych przepisów, ale nie boję się eksperymentować. Bardzo lubię włoską kuchnię, jem dużo makaronów. Jestem z rodziny, która lubi jeść. Moja siostra też bardzo lubi gotować. Staram się być jednak świadoma tego, co jem. Czasem robię detoks, który pozwala mi utrzymać równowagę. Ale myślę, że gdybym miała zupełnie poświęcić się dla sportu, zastosować restrykcyjną dietę i ze wszystkiego zrezygnować, to nie sprawiałoby mi to już radości.

A jak wygląda twoja relacja z tatą – trenerem?

Tu są cienie i blaski. Superzaletą jest to, że mój tata mnie zna, jak nikt inny i doskonale wie, jak trening na mnie zadziała. Trenujemy razem od 15 lat, jeździmy na obozy i zawody i już zdążyliśmy się dużo nauczyć od siebie nawzajem. Wiadomo, że czasem na treningu „pójdą iskry” i potem to napięcie przenosi się do domu. Dziecko w stosunku do taty pozwala sobie na więcej niż zawodnik wobec trenera. Ja zawsze czułam respekt do taty, ale potrafiłam jednocześnie postawić na swoim.

Foto: Zdjęcia własne VU MAG fot. Robby Cyron

Jak rok temu, gdy mimo kontuzji brałaś udział w zawodach?

Rzeczywiście, wtedy dosyć mocno trenowałam i stawiałam na swoim. Przez to, że forsowałam organizm i startowałam w zawodach, moja kontuzja przerodziła się w coś poważniejszego. Z tego względu nie wystartowałam na mistrzostwach Polski i nie pojechałam na mistrzostwa świata do Pekinu. Wtedy przekonałam się, jak wygląda taka prawdziwa sportowa frustracja. Bardzo chciałam startować, przepracowałam cały rok i nagle zupełnie niezależna ode mnie niedyspozycja nie pozwoliła mi dalej trenować. Nigdy wcześniej nie miałam kontuzji, więc to też była nauka dla mnie.

Od niedawna mieszkasz z mężem. Czy masz od niego wsparcie?

Przeprowadziłam się z Puszczykowa do Bydgoszczy pół roku temu. Mój mąż, który jest lekarzem, dostał tam pracę. Na szczęście w Bydgoszczy jest świetne zaplecze sportowe i dużo znajomych osób z kadry narodowej. Wspólnie trenujemy i spędzamy czas wolny. Łukasz też jest sportowcem, tyczkarzem. Co prawda, już zakończył karierę, bo ciężko było mu pogodzić treningi z pracą, ale bardzo mnie wspiera. Teraz wspólnie żyjemy marzeniem o wyjeździe do Rio i czasami nawet razem chodzimy na treningi. Zdarza się, że trenuję pod okiem męża. Nie ukrywam, że trochę tęsknię za rodzinnym miastem.

W gronie twoich przyjaciół są głównie sportsmenki?

Może to dziwnie zabrzmi, ale mam więcej kolegów niż koleżanek. Charakterem jestem lepiej dopasowana do mężczyzn i z nimi dobrze się dogaduję. Koleżanki ze skoczni i bieżni jak najbardziej też mam. W lekkoatletyce wszyscy się znamy. To taka duża rodzina. Często spotykamy się na obozach czy zawodach.

Jak wygląda twój czas wolny?

Słucham muzyki, oglądam filmy i czytam. Jestem typem domatorki. Lubię spotykać się ze znajomymi, ale przez to, że dużo wysiłku kosztują mnie treningi, w wolnych chwilach częściej odpoczywam, niż gdziekolwiek wychodzę.

A lubisz chodzić na zakupy?

No pewnie! Jak większość kobiet interesuję się modą, ale z drugiej strony jestem słaba w malowaniu się i jeszcze gorsza w czesaniu. Zwykle chodzę w dresie, do czego trochę zmusza mnie sport, więc cieszę się, że jest teraz dostępnych tyle fajnych ubrań sportowych. Zwłaszcza na zawodach lubię dobrze wyglądać. Uważam, że jeśli już istnieją jakieś miejsca, w których wypada być uczesaną i umalowaną, to jest to arena lekkoatletyczna podczas zawodów. Można powiedzieć, że dobry wygląd dodaje mi pewności siebie. To taki talizman. Wszyscy na mnie patrzą, jest telewizja, więc muszę wyglądać pięknie!

A na randkę z Łukaszem zakładasz obcasy?

Umiem chodzić na obcasach, ale jakoś nie sprawia mi to przyjemności. Mój mąż z pewnością życzyłby sobie, żebym częściej zakładała szpilki, ale bez przesady. Całe życie chodzę w sportowych butach i pewnie tak już zostanie.

Jaki wynik uznasz za satysfakcjonujący na igrzyskach olimpijskich?

Nigdy nie zakładam, jaki osiągnę wynik. Nie lubię się zawodzić. Podczas zawodów jestem zmobilizowana w 100% i po prostu daję z siebie wszystko, na co mnie stać danego dnia. Do każdego skoku podchodzę tak, jakby to była moja jedyna szansa. W przypadku Rio na pewno satysfakcją będzie sam występ na igrzyskach. Ale jeżeli miałabym wznieść się na szczyt swoich ambicji, to bardzo chciałabym się dostać do finału, czyli ósemki najlepszych. Żeby to zrobić, najpierw muszę osiągnąć wyniki w okolicy rekordu Polski. Od kilku miesięcy marzę, żeby pobić ten rekord i zapisać się na kartach historii.

Pamiętam, że w 2012 roku bardzo zależało mi na wyjeździe na igrzyska w Londynie. Niestety, wtedy nic z tego nie wyszło i nie ukrywam, że byłam bardzo rozczarowana. Na szczęście teraz jestem gotowa i wiem, że wynik, który mnie zakwalifikuje do Rio, jest na wyciągnięcie ręki. Dla dziecka wychowanego w domu sportowym, gdzie ogląda się zawsze wszystkie igrzyska, to jest naprawdę duże przeżycie, żeby w końcu na nie pojechać.

Foto: Zdjęcia własne VU MAG fot. Robby Cyron

Stylizacja: biżuteria: Minty Dot, Takk, okulary: Mykita/Moko 61

Sesja zdjęciowa:

fotograf: Robby Cyron, stylizacja: Dagmara Radzikowska, make-up/fryzury: Katarzyna Sobura, produkcja: Marek Pietroń

Tematy:

Nieprawidłowy email