Zofia Chylak: „Projektanci ubierają się na czarno”

Zofia Chylak od kilku lat szyje ubrania na miarę, a od niedawna projektuje też ekskluzywne torebki ze skóry. Mały worek to absolutny hit sprzedażowy, który wyprzedaje się w mgnieniu oka, a wierne klientki od razu zapisują się na listy oczekujących. My podpytujemy Zofię o jej styl i receptę na sukces.

Foto: Zofia Chylak

Magdalena Linke: Wiesz, że wiele osób fascynuje się Twoim stylem?

Zofia Chylak: Jestem zaskoczona, bo mam wrażenie, że odkąd zajmuję się projektowaniem mody, popadłam w zupełną ubraniową nudę, jeżeli chodzi o mój własny styl. Im dłużej ubieram innych, tym mam większe poczucie, że ciągle chodzę w tym samym. Mam taki swój ulubiony mundur i zwykle ubieram się na czarno. Chyba tak już jest, że projektanci wybierają czerń? A przecież wszystko zaczęło się od strojenia. Jako mała dziewczynka uwielbiałam zwracać uwagę ubraniem.

Projektujesz czasem coś dla siebie?

Noszę przede wszystkim swoje ubrania, choć nie zawsze jest czas, żeby szyć rzeczy dla mnie. Klientki mają zawsze pierwszeństwo. Wtedy zdarza się, że miewam chwile kryzysu, kiedy po prostu muszę wyjść do sklepu i coś sobie kupić. To mi poprawia humor.

A masz swoje ulubione ubrania?

Mam ich mnóstwo. Moja szafa jest rzeczywiście dosyć wypchana, ale przy tym bardzo prosta, wszystko do siebie pasuje, nie staję nigdy przed nią z takim problemem, że nie wiem, co, do czego dobrać. Być może to dzięki tym czarnym ubraniom. Pogoda w Polsce też mnie zamyka na eksperymenty z modą. Na więcej pozwalam sobie latem, wtedy zdarza mi się zaszaleć i włożyć coś kolorowego.

Jest coś, czego byś nie założyła na siebie?

Myślę, że jest mnóstwo takich ubrań. Na pewno nie założyłabym kolorowych rajstop i czerwonej torebki. Chociaż, nigdy nic nie wiadomo... Mam też taki patent, że zawsze chodzę na czarno, a jednego dnia nagle ubieram się cała w jakiś intensywny kolor, wtedy to robi wrażenie. Mam kilka takich rzeczy w szafie, które zaskakują, jak czarny garnitur w białe cętki albo sukienka z niebieskiej organzy, którą miałam na sobie ostatnio na rozdaniu nagród ELLE Awards. Udało mi się zaskoczyć nią wszystkich.

Foto: Zofia Chylak Zofia Chylak z nagrodą Elle Style Awards 2015
Foto: AKPA Zofia Chylak podczas rozdania nagród Elle

Jak zareagowałaś na to wyróżnienie?

Poczułam się wspaniale. W zeszłym roku byłam nominowana w kategorii „Odkrycie Roku”, ale dopiero teraz udało mi się  wygrać nagrodę. Tym razem już jako „Marka Roku”. To niesamowite, że w tak krótkim czasie udało mi się coś takiego osiągnąć. Poprzednio w tej kategorii wygrała marka La Mania, której skala i możliwości są nieporównywalnie wyższe w zestawieniu z naszą firmą. Czujemy się tym bardziej wyróżnieni.

Jak dużo masz rzeczy?

Sporo. Kolekcjonuję i nie umiem się pozbywać ulubionych ubrań. Zawsze wydaje mi się, że coś z mojej szafy może mnie jeszcze zainspirować za jakiś czas. Zanim zaczęłam projektować, chciałam być operatorem filmowym. Jednak już wtedy strój miał dla mnie ogromne znaczenie. W niewielkim stopniu zmieniła mi się od tego czasu figura, przez co zdarza mi się, że noszę ubrania z czasów, kiedy byłam jeszcze właściwie dziewczynką.

Jak się wtedy ubierałaś?

Byłam przyzwyczajona do tego, że ubrania szyje krawcowa. Moja mama i wszystkie kobiety w rodzinie szyły sobie ubrania na miarę. Ja pierwszy raz poszłam, jak miałam 13 lat i to było dla mnie niesamowite przeżycie. Spodobało mi się to, że miałam na sobie oryginalne ubranie, zrobione specjalnie dla mnie według tego, co sobie wymyśliłam.  Przez wiele lat te wizyty u krawcowej były dla mnie naturalne i byłam zdziwiona, kiedy dowiedziałam się, że inni ludzie wcale tego nie robią. Później okazało się, że wykorzystałam moje doświadczenie z dzieciństwa w firmie, którą założyłam. Przez to mam takie poczucie, że projektuję od lat. Sporo już przeżyłam z krawcami.

Narzucasz innym swoją wizję?

Zawsze zaznaczam, że moja usługa, to nie jest usługa krawiecka. Nie można tak po prostu przyjść z zadaniem uszycia ubrania. Klientka, która do mnie przychodzi, zwykle na początku opowiada, co chciałaby wykonać, ale ostatecznie projekt realizuję ja sama. Można powiedzieć, że dobieram ubranie specjalnie dla niej i jednocześnie tak, by pozostawało w estetyce marki. To takie spotkanie w połowie drogi. Na szczęście moje klientki rozumieją estetykę, którą im proponuję.

Szyjąc na miarę, właściwie za każdym razem projektuję coś nowego, przy każdej sukience robimy nową formę, wymyślamy nowe rozwiązania. To żmudna praca, być może z tym wiąże się teraz moje większe skupienie na torebkach.

Foto: Zofia Chylak

Skąd ten pomysł?

Bardzo chciałam zająć się projektowaniem torebek i długo myślałam nad tym, jak się do tego zabrać. Wyprodukowanie pierwszej kolekcji zajęło mi dokładnie rok. Długo trwało szukanie odpowiednich skór, robienie prototypów, sprowadzanie takich elementów jak suwaki. Bardzo dobrze, że równolegle robiłam sukienki, bo inaczej chyba bym zwariowała. Napotkałam w trakcie produkcji wiele przeszkód. Musiałam bardzo dużo nauczyć się sama i znaleźć to, czego potrzebuję. Druga kolekcja torebek pojawiła się dość szybko, dlatego że już wiedziałam, co robić, było mi dużo łatwiej, gdy już wiedziałam, co, z czym mogę łączyć. Chciałam, żeby moje torebki były dostępne dla wszystkich, a jednocześnie, żeby były unikatowe. Mały worek jest hitem sprzedażowym, bo po prostu jest piękny i osiągalny. Wyprzedaje się w kilka chwil.

Foto: Zofia Chylak Torebki-worki

Pierwsza kolekcja torebek miała premierę rok temu na targach HUSH Warsaw. W tym roku też się pojawisz?

Oczywiście, będziemy na targach, to świetne miejsce, żeby móc spotkać się z naszymi klientami. Szykujemy kilka przedświątecznych nowości.

Równolegle pracuję też nad nową kolekcją, ale na nią potrzeba nam jeszcze trochę czasu.

Foto: Zofia Chylak Zofia Chylak

Tematy:

Nieprawidłowy email