Nowa kolekcja wiosenna Ewy Szabatin

Jest bardziej osobista: nawiązuje zarówno do tańca, jak i twórczości mojej ulubionej poetki, Haliny Poświatowskiej – mówi o swojej najnowszej kolekcji Ewa Szabatin, utytułowana mistrzyni tańca towarzyskiego i trzykrotna uczestniczka „Tańca z Gwiazdami”, a od 4 lat także projektantka mody i właścicielka marki odzieżowej Shabatin.

Kolekcja Shabatin wiosna-lato 2017

Jej atelier na warszawskiej Saskiej Kępie mieści się niedaleko jej rodzinnego domu i jest dawną pracownią krawiecką jej mamy – tu powstawały nie tylko wszystkie taneczne kreacje Ewy, ale i kostiumy dla innych zawodników tańca towarzyskiego, a później stroje dla uczestników telewizyjnego „Tańca z Gwiazdami”. Pracownia cieszyła się w środowisku świetną renomą, zamawiali w niej konkursowe kreacje najlepsi tancerze, również z innych krajów. W 2013 roku, gdy mam przeszła na emeryturę, w pracowni przy Francuskiej Ewa urządziła biuro i showroom swej marki. Od 14 marca można tam oglądać i zamawiać najnowszą, wiosenną kolekcję damską – letnie płaszcze i żakardowe bomberki z naszywkami, spodnie i bluzki z kolorowym printem lub z białej koronki, złote i srebrne plisowane spódniczki i sukienki.

Jak Pani może podsumować te 4 lata działalności w modzie? Spełniły się Pani oczekiwania, marzenia?

I tak, i nie. Z jednej strony, marka Shabatin utrzymała się na rynku, pozyskała klientów w kraju i zagranicą: sprzedawałam swoje kolekcje w Dubaju, Hongkongu czy znanej sieci włoskich domów towarowych Rinascente. Z drugiej… Moda to bardzo trudna branża, znacznie trudniejsza, niż się spodziewałam, gdy otwierałam firmę. Jest bardzo duża konkurencja, wysokie koszty marketingu – produkcja katalogów, udział w międzynarodowych targach – i co sezon trzeba walczyć o uznanie i uwagę klientów. Mam satysfakcję, że dałam sobie radę, przeżyłam ten najtrudniejszy początek, a jednocześnie poczucie, że mnóstwo pracy przede mną.

Dlaczego po prostu nie rozbudowała Pani pracowni mamy? Nie byłoby łatwiej?

Byłoby. Na pewno. A dlaczego nie otworzyłam po prostu swojej szkoły tańca, jak moi, często nawet mniej utytułowani, koledzy po fachu? Moja mama nie mogła tego odżałować, bardzo mnie namawiała…

A więc dlaczego? Chciała pani spełnić swoje marzenie o byciu projektantką?

To też, bo rysowałam stroje od dziecka. Gdy byłam nastolatką, projektowałam większość ubrań szytych w pracowni mamy. Dziś jednak myślę, że ja chciałam po prostu radykalnej zmiany, chciałam zacząć zupełnie nowe życie. Bez tańca.

Obraziła się Pani na taniec?

Nie. Bardzo przeżyłam rozstanie z nim, koniec zawodowej kariery. To tak jak z wielką miłością: jeżeli nie można być razem, to lepiej uciec na koniec świata. Przeważnie tacy tancerze jak ja – najwyższej, międzynarodowej klasy „S” – kończą karierę zawodową w wieku 35-40 lat. Ja, ze względu na udział w „Tańcu z gwiazdami”, musiałam wycofać się znacznie wcześniej, już dziesięć lat temu. Po prostu nie byłam w stanie połączyć pracy w programie telewizyjnym z własnymi treningami, a potem nie miałam też już sił na szukanie kolejnego partnera.

„Taniec z gwiazdami” przyniósł Pani wielką popularność…

Toteż niczego nie żałuję: mówię tylko, dlaczego postanowiłam skończyć z tańcem tak radykalnie. Potrzebowałam chyba czasu, by uporać się z tym żalem, bo teraz myślę, że obok fitnessu i jogi mogę już zacząć chodzić na jakieś zajęcia taneczne. Coś zupełnie innego, niż mój taniec latynoamerykański i standardowy. Może jazz albo hip hop? I jestem dziś gotowa, żeby zaprojektować kolekcję ubrań do tańca – nie tych na pokazy i konkursy, a treningowych. Bo przecież to nie jest dyscyplina, którą ćwiczy się w dresach: myślę o legginsach, krótkich spódniczkach, bluzeczkach, sukienkach, które będą wygodne i ładnie układały się podczas ćwiczeń.

Dlaczego nie zrobiła Pani linii sukien ślubnych? Rok temu Pani suknia ze ślubu na Malediwach wywołała sporą sensację.

Bo wszyscy myśleli, że jest przezroczysta i założyłam ją na gołe ciało! Uszyta była na podszewce z cielistej siateczki, więc znakomicie leżała na figurze, ale nie prześwitywała. Ale to prawda, że zupełnie nie wykorzystałam zainteresowania, jakie wzbudziła tamta syrenia suknia z beżowej koronki i druga, różowa z głębokim dekoltem na plecach, w której brałam z Rubenem ślub w warszawskim USC. Dostałam nie tylko dużo komplementów, ale i pytań, czy mogę uszyć na zamówienie podobny egzemplarz… Dopiero teraz myślę o stworzeniu specjalnej oferty sukien ślubnych i wieczorowych – romantycznych, kobiecych, na szczególne okazje. W tej obecnej kolekcji już jest tego przedsmak: złota plisowana suknia z długim, wirującym w ruchu dołem czy srebrna z obniżonym stanem, a la lata 20-te.

Kolekcja Shabatin wiosna-lato 2017

Są też ubrania ze specjalnie dla Pani zaprojektowanej tkaniny, ozdobionej printem z fragmentem „Lustra” Haliny Poświatowskiej. To Pani ulubiony wiersz?

Jeden z ulubionych. Halinę Poświatowską uwielbiam od zawsze, chyba od szkoły podstawowej, i znam jej wszystkie wiersze. W tym roku minie 50. rocznica jej śmierci, ale ten wiersz na użytej przeze mnie tkaninie jest bardzo osobisty. W tej kolekcji to taki kolejny autorski sygnał, kim jestem – kobietą, która lubi swoje ciało i lubi mówić o uczuciach, tancerką, dziewczyną, która lubi się bawić i ma poczucie humoru.

Szczerze mówiąc, mnie ta kolekcja wydaje się bardzo mało autorska: niewiele tu rzeczy obcisłych, rysujących sylwetkę?

Bo takie się nie sprzedają. W poprzedniej kolekcji zaprojektowałam świetną sukienkę bardzo blisko ciała, z seksownym suwakiem na boku. Powstały tylko dwa wzory. I bardzo dobrze, bo w jednej chodzę ja, a drugą kupiła Kasia Stankiewicz. Nie robię kolekcji dla siebie, tylko dla innych kobiet – a one wolą dziś luźne ubrania, wygodne i funkcjonalne, na co dzień. Polki mają dość zachowawczy gust, wolą jednobarwne tkaniny zamiast printów, które z kolei nieźle sprzedają się za granicą.

Kto zajmuje się marketingiem? Pani czy mąż, Ruben Barat-Rodrigues, który jest współwłaścicielem marki?

Głównie nasza agencja w Mediolanie. Zatrudniamy ich od samego początku, bo od razu zakładałam, że będziemy próbowali sprzedawać kolekcje na cały świat. Pierwszą kolekcję pokazaliśmy na targach Premium w Berlinie i natychmiast zamówił ją klient z Dubaju. Braliśmy trzykrotnie udział w targach Premium i przyniosły nam klientów z Hongkongu, Niemiec, Włoch. Agencja w Mediolanie, nie dość, że pokazuje tam i sprzedaje każdą moją kolekcję, podzieliła się ze mną handlowymi doświadczeniami, o których nie miałam pojęcia. Bo ważne jest wszystko: kolejność eksponowania rzeczy, kolorystyczna synchronizacja wieszaków. Jesteśmy za małą firmą, by kupować specjalistyczne prognozy przyszłych trendów, polegam głównie na swoich obserwacjach i intuicji. Poza tym, myślę, że pomogło mi też to, że byłam już przyzwyczajona do takiej międzynarodowej współpracy: z Janem Klimentem wytańczyłam mistrzostwo Czech, ze Stefano Terrazzinim reprezentowaliśmy Niemcy, miałam też partnera w tańcu Rosjanina.

A teraz? Skąd pochodzi Pani mąż? Czym zajmuje się w firmie?

Ruben jest Portugalczykiem, ale obecnie pracuje w Szwajcarii, w branży farmaceutycznej. Jest biznesmenem, więc to on twardą ręką trzyma finanse firmy. Bardzo mnie wspiera, wierzy w moją pracę i kreatywność, ale też mocno stąpa po ziemi. Kiedy okazało się, że w tym sezonie Rinascente nie weźmie mojej kolekcji, Ruben powiedział; „Łaska Boska! Ewa, oni nie zapłacili jeszcze za dwie poprzednie kolekcje, choć mieli całkiem niezłą sprzedaż – nie możemy dalej ich kredytować!”

Kolekcja Shabatin wiosna-lato 2017

Myślałam, że komis to domena polskich sprzedawców?

Bo tak jest: domy towarowe Rinascente były wyjątkiem, wszyscy nasi zagraniczni klienci płacili zaliczkę przy podpisywaniu umowy i całość kwoty przy odbiorze zamówienia. Zgodziłam się na warunki Włochów, bo zamawiali dużo rzeczy i mieliśmy tam niezłą sprzedaż. No i bardzo to było przyjemne, znaleźć się w takim towarzystwie: tu Moschino, a obok Shabatin…

Klientki z Polski kupują głównie w waszym sklepie online?

Tak, ale chcemy też w tym roku bardziej rozwinąć sieć sprzedaży naszych ubrań w Polsce. W związku z planami rozbudowy marki o nowe linie chcemy być bardziej widoczni na krajowym rynku. Szukamy nowego partnera finansowego, chcemy zwiększyć produkcję. Ta wiosna również dla mnie oznacza sporo nowości.

Tematy:

Polecamy także:

Nie udało się dodać załącznika.
Nie udało się dodać więcej załączników, usuń któryś z już dodanych
Poczekaj chwilę - trwa dodawanie załączników.

Komentarz został wysłany.

Przepraszamy Twój komentarz nie może zostać wysłany

Wkrótce pojawi się w serwisie. Zachęcamy do dalszej dyskusji. Wystąpił błąd i nie można zapisać komentarza.

 









Wpisz, jak chcesz się przedstawić
lub zaloguj się

Nieprawidłowy email