Magdalena Mielcarz: "Lubię być pomiędzy"

Ma wszystko – urodę, pieniądze i sławę. Uwielbia wyzwania i ciągle poszukuje miejsca dla siebie. Mimo że mieszkała w wielu miejscach na świecie, najlepiej czuje się w Polsce. Niedawno odkryła w sobie nową pasję. Pokochała sport i została twarzą kampanii marki 4F. Magdalena Mielcarz w szczerym wywiadzie opowiada o początkach swojej kariery, rodzinie i przyjaciołach, na których zawsze może liczyć.

Foto: Materiały prasowe

Damian Gajda: Żyjesz w dwóch krajach – Polsce i Stanach. Czujesz się dziś bardziej polska czy amerykańska?

Magdalena Mielcarz: Czuję się Polką, która mieszka w Stanach. Po kilku miesiącach spędzonych w Los Angeles przyjeżdżam do Polski i myślę: "To ja, ja stąd". Potem wracam do Stanów, wysiadam na lotnisku, patrzę w słońce i mówię: "Teraz jestem stąd". W każdym z tych miejsc staram się szybko adaptować – nasiąkam atmosferą, dostosowuję się do nowych warunków. Lubię tę swoją "dwoistość". Przez całe życie odwiedziłam kilkadziesiąt krajów – w każdym z nich znalazłam coś, co mnie inspirowało. Mam dużo polskich cech – tutaj się wychowałam, Polska mnie ukształtowała. To zawsze będzie moja ojczyzna. Zdarza mi się jednak przejmować funkcjonujące w Stanach systemy myślowe, jeśli uważam, że są one korzystne.

To znaczy?

Stany to kraj emigrantów, którzy często zostawiali swoje ojczyzny bez możliwości powrotu. Determinację i wolę walki mają we krwi. Ci ludzie po prostu wiedzą, że musi im się udać. Podoba mi się, że nawet, jeśli coś im nie wychodzi, próbują dalej i się nie poddają – nie traktują niepowodzeń w kategorii porażki, ale dobrej lekcji na przyszłość. To amerykańska filozofia życia "You can do it".

Ty z kolei myślałaś, że wyjeżdżasz do Stanów tylko na chwilę…

(śmiech) Wyjechałam na studia w szkole aktorskiej. Nie wiedziałam, co czeka mnie w Ameryce. Planowałam, że po zakończeniu nauki wrócę do Europy. W walizce miałam trochę ubrań i masę książek po polsku. Chciałam przeżyć coś nowego, przewietrzyć umysł i poznać innych ludzi.

Co Cię zatrzymało? Miłość?

Właściwie tak. W Stanach poznałam swojego męża, urodziłam dwie córki.

Mówisz, że w Stanach podoba Ci się przyzwolenie na popełnianie błędów. Ile błędów popełniłaś, zanim wyszłaś na prostą?

Cały czas popełniam i zamierzam popełniać błędy (śmiech)! Nie wiem, co to właściwie znaczy "wyjść na prostą". Zakręty zdarzają się każdemu. Wszystko zależy od tego, jak sobie z nimi radzimy. W kulturze zachodniej dzieci wychowywane są w nastawieniu na zewnętrzny sukces i poczuciu ciągłego niedosytu. Ja staram się doceniać to, co mam. Cieszę się drobiazgami – tym, że mogę wyspać się w ciepłym łóżku i że mogę zapewnić byt swoim dzieciom. Nie chcę się do nikogo porównywać, bo zawsze znajdą się bogatsi, piękniejsi i lepiej wykształceni. Zamiast zazdrościć, warto samemu zacząć pracować na swój sukces.

Jesteś perfekcjonistką?

Nie lubię tego określenia – jest ograniczające i zupełnie do mnie nie pasuje.

A z czym kojarzy Ci się słowo "Polska"?

Z ojczyzną, bezpieczeństwem, czymś znajomym.

Lubisz tu wracać?

Uwielbiam. Mieszkałam w wielu krajach na świecie, ale zawsze kiedy lądowałam na warszawskim lotnisku, czułam, że wróciłam do domu. To wielka radość widzieć, że Polska tak bardzo się rozwija. Warszawa stała się w ostatnich latach europejskim miastem, które moim zdaniem energetycznie przebija Paryż czy Berlin. Powstaje tu mnóstwo fajnych knajp, podejmowane są ciekawe inicjatywy artystyczne, o których mówi się w Europie. Cieszy mnie różnorodność tego miasta – obok starych, komunistycznych budynków wyrastają nowoczesne, architektonicznie ciekawe wieżowce. Dynamiczne i inspirujące miejsce. Za każdym razem, kiedy jestem w Warszawie, odkrywam coś nowego.

Twoi przyjaciele i ludzie, z którymi pracujesz określają Cię mianem "aktorki", "modelki", "piosenkarki". A Ty, kim się najbardziej czujesz?

Czuję się przede wszystkim człowiekiem (śmiech). Mam problem, kiedy w urzędzie trzeba wypełnić rubrykę "zawód". Zdarzyło mi się wpisać tam "kominiarz".

Ile czasu poświęcasz pracy?

Lubię pracować, ale odkąd mam rodzinę, ona jest dla mnie na pierwszym miejscu.

Jesteś dobrze zorganizowana?

Powoli się tego uczę. Kiedyś sądziłam, że planowanie to zamach na moją wolność, ale zauważyłam, że zbyt swobodnie podchodziłam do czasu. Teraz traktuję kalendarz jak swojego przyjaciela.

Podróżujesz razem z rodziną?

Jeśli tylko jest taka możliwość. Chcę mieć ich wszystkich przy sobie – móc się przytulić, pocałować. Staramy się z mężem zabierać nasze córki na koncerty, do restauracji, teatrów. Lubimy być razem.

Co w Twoim życiu zmieniło macierzyństwo?

To była ogromna zmiana. Od początku czułam, jak ważne jest dla mnie bycie z córkami, przeżywanie wspólnie ważnych momentów… Marzyłam, by stworzyć prawdziwy dom – miejsce, w którym czujemy się bezpiecznie. Musiałam przeorganizować swoje dotychczasowe życie – zrezygnować z niektórych zawodowych wyzwań na rzecz opieki nad dziećmi. Nie mogę już, tak jak kiedyś, wyjechać na cztery miesiące na plan, bo pękłoby mi serce!

Żałujesz?

W ogóle. Spełniam się w roli matki. Otworzyłam się na inne marzenia, których nie mogłam realizować ze względu na liczne zobowiązania.

Jakie to są marzenia?

Od zawsze chciałam śpiewać, ale dopiero ostatnio znalazłam na to czas.

Śpiewasz w domu?

Tak, ale tam mam konkurencję, bo moje dziewczyny też urządzają koncerty.

Rozmawiasz z Mayą i Indią po polsku?

Oczywiście, dziewczynki znają polski. Uwielbiam ten język. Jest bardzo bogaty, wyrafinowany. Czytanie po polsku to dla mnie ogromna przyjemność.

Jesteś wymagającą mamą?

I tak, i nie. W domu są zasady. Chciałabym jednak, żeby dziewczyny poczuły konsekwencję wynikające z podejmowania złych decyzji.

Udało Ci się stworzyć dom, o którym marzyłaś?

Czasem żartuję, że jesteśmy typową włoską rodziną – ciągle ktoś do nas przychodzi, dużo czasu spędzamy przy stole, rozmawiając i jedząc. Prowadzimy otwarty dom, czuję się w nim szczęśliwa.

Z jakimi ludźmi się przyjaźnisz?

Lubię ludzi, którzy są inspirujący, szczerzy i oryginalni. Pociągają mnie indywidualiści o podobnej wrażliwości. Czasem nie widuję swoich przyjaciół przez kilka miesięcy, a mimo to wciąż mamy dobry kontakt.

W tym roku kończysz 37 lat. Świetnie wyglądasz, masz superwysportowaną sylwetkę. Jak o siebie dbasz?

Od niedawna bardzo polubiłam sport. Wcześniej nie uważałam się za kogoś szczególnie wysportowanego, chociaż jako dziecko tańczyłam. Zawsze byłam szczupła, więc nie miałam motywacji do ćwiczeń.

A mimo to zostałaś niedawno ambasadorką marki 4 F.

(śmiech) Ucieszyłam się z tej propozycji – poczułam, że to dla mnie wielkie wyzwanie. Dzięki współpracy z 4F porządnie wzięłam się za siebie. Teraz doszłam do takiego momentu, że nie wyobrażam sobie życia bez sportu.

Foto: Materiały prasowe

To zdrowe uzależnienie!

Genialne. Bardzo się wzmocniłam – robię coraz cięższe treningi. Uważam, że to – oprócz wykształcenia – najlepsza inwestycja w samego siebie. Sport ułatwia przekraczanie barier, które wcześniej wydawały się nie do pokonania. Dobrze wpływa nie tylko na ciało, ale też na psychikę. Kampania 4F jest dla mnie ważna. Mam nadzieję, że inni pójdą za moim przykładem i zaczną regularnie ćwiczyć.

Zdradzisz nam swoje plany na przyszłość?

Pracuję nad nowym singlem – tym razem w języku polskim.

Czyli mentalnie wracasz do Polski?

Mentalnie tak, ale lubię to życie "pomiędzy" – dzięki niemu otwieram się na różne bodźce.

Tematy:

Nieprawidłowy email