Londyński luz: dlaczego w Londynie ekscentrykom wolno więcej?

Już dziś startuje londyński fashion week. Na ulicach stolicy pojawią się więc ludzie związani z modą, którzy przylecieli tu z całego świata. W galeriach mody ulicznej zobaczymy niesamowicie ekscentryczne stylizacje. Niektóre będą zjawiskowe. Inne – karykaturalne. Ale z pewnością będą wyróżniały się na tle pozostałych fotek z nowojorskiego czy paryskiego tygodnia mody. Dlaczego?

Foto: East News

Londyn to jedno z największych miast na świecie. Licząca 8,6 miliona ludzi aglomeracja to ogromny kulturowy tygiel. Mulituklturowość jest po części spadkiem z czasów Imperium Brytyjskiego, po części efektem atrakcyjnego pakietu socjalnego, który wabi imigrantów z całego świata. Dość stwierdzić, że najpopularniejszą potrawą na Wyspach jest curry, zaś drugim najczęściej używanym językiem jest hindi, a prawie każde duże miasto w Anglii, Walii czy Szkocji ma swoje chińskie dzielnice i polskie enklawy. Różnorodność jest tu na porządku dziennym. A żadne miasto nie obrazuje tego tak dobrze, jak ogromny Londyn, w którym szczęścia szuka znaczna część przybyszów ze świata.

Foto: East News

Ale przecież nie o emigracji tu mowa, a o modzie. Jedno ma jednak ogromny wpływ na drugie. W mieście, którego 38 proc. mieszkańców urodziło się poza granicami Wielkiej Brytanii nie sposób dziwić się odmienności. Dla porównania w Polsce, 99 proc mieszkańców urodziło się na terenie RP. Mieszkańcy Londynu przyzwyczajeni się do widoku kobiet w przepięknych kolorowych sari czy burkach zasłaniających ciało od stóp do głów. Szanują religijne i kulturowe uwarunkowania do tego stopnia, że Sikhowie, których religijnym obowiązkiem jest noszenie turbana, nie muszą zakładać kasku podczas jazdy na motocyklu czy rowerze. I może nawet mieszkańcy Londynu czasem dziwią się na widok blogerek – fashionistek ubranych w ultra kolorowe kreacje, ale nie dają po sobie tego poznać. W końcu przez Londyn przewinęły się już wszystkie mody, a to co, w lutym i wrześniu jest ekscentryczną nowinką przed pokazami mody, pół roku później trafia do głównego obiegu i wisi we wszystkich sklepach, od Marks&Spencer po Topshop.

Foto: East News

Londyn od lat kojarzony jest z awangardą w modzie. To tutaj w latach sześćdziesiątych dziewczyny zaczęły odważnie nosić spódniczki mini sprzedawane w butiku BIBA Barbary Hulanicki. Ku zgorszeniu tradycyjnych mediów i konserwatywnych obywateli odsłaniały nogi, malowały grubaśne kreski a’la Twiggy i piszczały z zachwytu na widok Beatlesów. O ile Paryż był stolicą haute couture i kojarzył się przede wszystkim z szalenie eleganckimi projektami Chanel czy Diora, zaś Nowy Jork na mapie modowej pojawił się z powodów czysto pragmatycznych (pierwsze pokazy zorganizowano tuż po wojnie, aby redaktorki magazynów nie musiały jeździć aż do Paryża), o tyle Londyn od zawsze kojarzony był ze swobodą i inspirowaniem się konkretnymi wydarzeniami i zjawiskami społecznymi.

Foto: East News

Nie ma chyba lepszego przykładu niż moda na punk, która z ulicy lat osiemdziesiątych przeniosła się na wybiegi. Jej królową jest oczywiście Vivienne Westwood, ale to nie ona, a zbuntowani młodzi ludzie z całej Anglii stworzyli punk. Ognistowłosa Westwood była „tylko” doskonałym obserwatorem, który umiał zinterpretować to, co dzieje się w kraju i przekazać to za pomocą ubrań. Może dlatego Londyńczycy z taką łatwością akceptują kolejne nowinki ze świata mody? W końcu sporą część z nich widzą na ulicach, zanim którykolwiek projektant zainspiruje się codziennością ich miasta.

Foto: East News

Wystarczy spojrzeć na galerie mody ulicznej z ostatniego, lutowego London Fashion Week. Wśród bywalców pokazów królowały białe Adidasy Superstar lub Stan Smith (które dzisiaj nosi co drugi dzieciak z ogólniaka i większość kobiet pracujących w świecie mody), kobiety masowo wręcz zakładały rozkloszowane spódnice za kolano, w stylu retro. Dokładnie takiego fasonu nie zabrakło w późniejszych kolekcjach H&M, Mohito czy Zary. Bielizna Calvina Kleina, noszona dumnie jako część stylizacji? Od tamtego czasu nie ma dnia, bym na Instagramie nie „przyłapała” chociaż kilku użytkowników w słynnym już topie z logo Calvin Klein.

A może nietypowe kreacje są lepiej przyjmowane w Londynie ze względu na klimat? Nie ten polityczny czy społeczny ale pogodę? Jakby nie patrzeć, ciepłe zimy i umiarkowanie ciepłe lata sprawiają, że w zasadzie przez cały rok londyńska ulica jest kolorowa i niezwykła. W przeciwieństwie do Warszawy, która od listopada do marca opatulona jest w bure ale ciepłe płaszcze, kurtki i puchówki. Rzecz tak banalna, jak temperatura, sprawia, że dziewczyny w Londynie niemal przez cały rok wybierając się na imprezę, mogą bez większych obaw zakładać szpilki, zamiast cieplutkich butów EMU czy modnych acz średnio zwiewnych Timberlandów. Przypuszczalnie mieszanka wszystkich tych czynników sprawiła, że to Wielka Brytania wydała na świat niesamowitą ilość supermodelek i ikon stylu.

Foto: East News

Zaczynając od Twiggy i Grace Coddington, przez Naomi Campbell, Kate Moss, Alexę Chung i Carę Delevingne, na Georgii May Jagger i Suki Waterhouse kończąc. Ich styl, choć nieco bardziej uporządkowany i wygładzony medialnie, to kwintesencja londyńskiego luzu i swobody, który tak chętnie kopiowany jest na całym świecie.

Tematy:

Nieprawidłowy email