Kto stoi za wizerunkiem Michała Szpaka?

Jeszcze kilka lat temu podczas studiów na politechnice uczyła się o konstrukcji reaktorów jądrowych, suszarek fluidalnych i wymienników ciepła. Dziś robi to, co lubi, czyli zajmuje się modą i ubiera gwiazdy. Ostatnio jest o niej głośno głównie dzięki współpracy z Michałem Szpakiem. Uśmiechnięta, pełna pozytywnej energii i… trochę zwariowana.

Foto: East News

Damian Gajda: Kiedy idziesz ulicą, mijasz nieznajomych ludzi, oceniasz to, co mają na sobie?

Justyna Bulińska Levine: Prawie zawsze! Myślę, że trochę przeszkadza to moim znajomym, bo kiedy zapraszają mnie na kawę w centrum miasta, zdarza mi się nagle przerwać rozmowę i spontanicznie skomentować: „Spójrz na jej skarpety!" albo „Zobacz, jakie ona ma buty!”. Na szczęście coraz częściej są to pozytywne komentarze. Co więcej, kilka razy zatrzymałam kogoś obcego i zapytałam, gdzie kupił daną rzecz.

Jak Twoim zdaniem ubiera się polska ulica?

Uważam, że polska ulica przeżywa teraz renesans. Jest zdecydowanie lepiej niż kiedyś. Mimo że ludzie wciąż boją się eksperymentować, czasami przemycają w swoich stylizacjach coś szalonego. Chyba zaczynamy rozumieć, że modą trzeba się bawić. Polki to przecież piękne i zadbane kobiety, którym tak naprawdę niewiele trzeba. Uwielbiam obserwować mężczyzn starających się wyglądać modnie. Od niektórych naprawdę można wiele się nauczyć. Widać, że coraz częściej szukamy ubrań nie tylko w „sieciówkach”, na co najlepszym dowodem są targi polskich projektantów, oblegane zarówno przez nastolatki, jak i kobiety po "60"…

Polskie ulice wyglądają już jak ulice Amsterdamu czy Londynu?

Za granicą ludzie mają inne podejście do życia, większy luz i dystans do siebie, dlatego są bardziej otwarci na szaleństwa modowe. Polacy muszą się tego jeszcze nauczyć.

Naprawdę jest aż tak źle? Myślę, że trochę przesadzasz.

Oczywiście, nie można generalizować. Sama obcuję z ludźmi z branży muzyczno-modowej i widzę, jaką frajdę daje im moda! Chętnie szukają nowych, ciekawych rzeczy i dbają o to, by się wyróżniać. Czasami noszą niepasujące do siebie ubrania. I to nie jest błąd – pod warunkiem że cały strój współgra z naszą osobowością. Jeśli staramy się być oryginalni na siłę, bo chcemy komuś zaimponować, nie warto tego robić.

Mówisz o luzie – mnie wciąż śmieszą ludzie, którzy noszą zaprasowane w kancik spodnie i śnieżnobiałe tenisówki. Wydaje mi się, że to, co w Polsce uchodzi jeszcze za synonim wyrafinowanej mody, za granicą stało się po prostu obciachem.

Coś w tym jest, ale jeśli ktoś lubi nosić takie spodnie, nie powinien z nich rezygnować. Powtarzam swoim klientom: noście to, w czym dobrze się czujecie. Nie można jednak oceniać mody z perspektywy warszawskiej ulicy. O ile tutaj radzimy sobie z nią w miarę dobrze, gorzej jest na prowincji. Studiowałam na Śląsku i wiem, że tam każdy boi się eksperymentów, bo „co ludzie powiedzą?”. Dlatego najczęściej wybierają takie ubrania, które pozwalają im zatopić się w tłumie.

Doradzasz znajomym, co powinni nosić?

Teraz, niestety, nie mam na to czasu, dlatego często znajomi wysyłają mi zdjęcia ubrań, nad którymi zastanawiają się podczas zakupów. Oczywiście trochę brakuje mi babskich wycieczek po sklepach z koleżankami.

Co Twoim zdaniem jest podstawą dobrego stylu?

Najważniejsze, by pamiętać, że nie zawsze pasuje nam to, co akurat jest modne. Modelki noszą rozmiar zero i na wybiegu we wszystkim wyglądają pięknie. Powinniśmy szukać własnego stylu i nie bać się eksperymentować. Staram się niczego nie narzucać, raczej podpowiadam i wspólnie z klientem szukam złotego środka.

W pracy ubierasz głównie gwiazdy. Czym różni się ubranie celebrytów od doradzania znajomym?

To całkowicie inne zajęcie –  kiedy pracuję z gwiazdą, najczęściej zostają mi podane konkretne informacje, np. czy mam znaleźć strój na galę, koncert czy event. Zdecydowanie trudniej przebiega „współpraca”, kiedy wychodzę na zakupy ze znajomymi. Oni chcieliby pozbyć się za jednym zamachem całej zawartości szafy! W przypadku gwiazd zazwyczaj mamy już gotowy pomysł na daną stylizację. Często dzwonię do zaprzyjaźnionych showroomów i projektantów. Przygotowują specjalnie dla mnie ciuchy, a ja zastanawiam się tylko, w jaki sposób można je interesująco zostawić.

W ciągu kilku tygodni przypięto ci łatkę "stylistki gwiazd"  głównie za sprawą współpracy z Michałem Szpakiem, tegorocznym finalistą Eurowizji. Jak się poznaliście?

Poznaliśmy się przez Sony Music Poland. Współpracuję z tą wytwórnią i pewnego dnia dostałam informację, że pojawiła się możliwość, by ubrać Michała do sesji towarzyszącej jego nowej płycie oraz okładkowemu wywiadowi w „Gali”. Musiałam przygotować swój pomysł, podano mi jednak wytyczne – bez kontrowersji, ale wciąż w stylu Michała. Po wysłaniu propozycji telefon milczał, więc pomyślałam, że wybrali innego stylistę. Jednak po miesiącu zadzwoniła project managerka z Sony i zaprosiła na spotkanie. Nie ukrywam, że różni ludzie przestrzegali mnie przed tą współpracą.

Dlaczego?

Powtarzali, że tylko sobie zaszkodzę, bo nie wiadomo, czego mogę się spodziewać. Jednak ja kocham wyzwania! Na spotkaniu zobaczyłam skromnego chłopaka w dresowych spodniach i cekinowej marynarce, spokojnego, sympatycznego. Myślę, że z nas dwojga to ja byłam tą bardziej szaloną, bo zaczęłam… handlować srebrnymi trampkami, które zostały mi po sesji (śmiech). Tym właśnie ujęłam Michała. „Chcesz? Opchnę ci za pięć dyszek”, spytałam. Kupił je bez wahania! Już wtedy zaproponował, bym ubierała go na występ podczas meczu charytatywnego  „TVN kontra TVP”. Mimo że Michał nie należy do ufnych osób, od razu znaleźliśmy wspólny język. Widywaliśmy się prawie codziennie i tak pozostało do dziś, bo w międzyczasie zaproponował mi posadę swojej project managerki.

Michał ma specyficzny styl. Jak pogodziliście jego przyzwyczajenia z Twoją wizją?

Dla mnie zawsze najważniejsze są rozmowy i spotkania z daną osobą. Niezależnie, czy to jest gwiazda, czy normalny człowiek. Chcę poznać każdego –  wówczas łatwiej jest mi dopasować rzeczy do osobowości klienta.

Foto: AKPA Styl Michała Szpaka

Michał jest trudnym klientem?

Najtrudniejszym! (śmiech) Żartowałam –  Michał to ten typ, którego ubierze się w worek po kartoflach i nadal będzie wyglądał doskonale. W związku z tym, że dobrze się znamy i wspólnie pracujemy nad każdą stylizacją, nie dochodzi między nami do spięć. Często wspólnie wychodzimy na zakupy – szukamy czegoś fajnego, przerabiamy to, a później zestawiamy. Uważam, że Michał może mi w stu procentach zaufać.

Czego nauczyłaś się dzięki tej współpracy?

Cierpliwości? (śmiech) Zaprzyjaźniliśmy się – zdaniem moich znajomych popełniłam wielki błąd, łącząc pracę z życiem prywatnym. Jednak ani przez sekundę tego nie żałowałam. Zyskałam superkumpla, z którym może czasem się sprzeczamy, ale który zawsze otworzy mi drzwi, gdy będę go potrzebować.

Foto: AKPA Styl Michała Szpaka

A on się czegoś od Ciebie nauczył?

O to trzeba zapytać Michała. Wydaje mi się, że oboje nieustannie uczymy się od siebie czegoś nowego.

Chyba nigdy wcześniej nie śmiałam się tyle, co teraz! Dziś Michał nie wyobraża sobie życia beze mnie, ja to wiem! (śmiech)

Foto: AKPA Styl Michała Szpaka

Które gwiazdy jeszcze ubierasz?

Mam wielu klientów zarówno wśród zwykłych osób, jak i gwiazd. Nie wiem, czy życzyliby sobie, żebym zdradziła, że korzystają z usług stylisty… Mogę jedynie wyjawić, że ostatnio miałam okazje ubierać Roberta Gawlińskiego na festiwal w Opolu i cały zespół na sesję, Reni Jusis do sesji i klipu, a na sylwestra m.in. Janusza Panasewicza. Uwielbiam te osoby – wszyscy byli przemili i nie sprawiali żadnych problemów.

Czym zajmowałaś się wcześniej?

Zapytaj o to, czym się nie zajmowałam! (śmiech) Skończyłam studia na Politechnice Śląskiej – dokładnie Industrial and Engineering Chemistry. Sama nazwa brzmi przerażająco i przyznam, że to nie był łatwy kierunek. Nie dość, że zajęcia odbywały się w języku angielskim, to jeszcze uczyłam się o konstrukcji i działaniu reaktorów jądrowych, suszarek fluidalnych i wymienników ciepła.

Skąd pomysł, by studiować na politechnice?

Pochodzę z Bełchatowa – to niezbyt duże miasto. Byłam dobra z przedmiotów ścisłych, dlatego wybrałam taki kierunek. Jednak już na trzecim roku zorientowałam się, że praca w zawodzie nie jest mi pisana. Zaczęłam działać w organizacji studenckiej, zainteresowałam się polityką. Rozpoczęłam nawet współpracę z jednym z europosłów.

Na czym ona polegała?

Zajmowałam się marketingiem politycznym i internetowym, byłam też doradcą wizerunku. Wciąż śledziłam jednak światowe wybiegi, marzyłam o ciuchach od projektantów, sama próbowałam projektować – pragnęłam stać się częścią tego świata! Na czwartym roku podjęłam ostateczną decyzję – jadę do Warszawy. Trafiłam na staż w korporacji, gdzie harowałam za gorsze. Po opłaceniu czynszu zostawało mi zaledwie 150 złotych. Wszyscy pukali się w głowę, bo przecież po moich studiach bez problemu znalazłabym zajęcie za duże pieniądze.

Jak Twoi rodzice zareagowali na tę decyzję?

Nie ukrywam, że najciężej było pogodzić się z nią mojemu tacie, który chyba dopiero niedawno zaakceptował to, co robię.  Z czego się bardzo cieszę, bo traktuję tatę jak dobrego kumpla! Nawet zwracam się do niego po imieniu. Jakiś czas od przeprowadzki Łukasz Urbański, z którym się przyjaźniłam, zaproponował, żebym została jego menedżerem. Tak wszystko się zaczęło – współpraca z Universal Music, przygoda w magazynie „Joy”, współpraca z projektantami, z Sony Music i różnymi gwiazdami… Mogłabym napisać książkę o tym, co mi się przydarzyło!

Kiedy zaczęłaś się interesować modą?

Jestem znana z tego, że jeśli czegoś bardzo pragnę, zawsze staram się to zrealizować. Jako nastolatka sama szyłam swoje ubrania na rosyjskiej maszynie do szycia, którą rodzice podarowali mi na gwiazdkę. Interesowałam się modą, a Sławek przywoził specjalnie dla mnie katalogi z modą z NRD.

Przywiązujesz dużą wagę do swojego stylu?

Tak, bardzo lubię się wyróżniać i łączyć różne, na pozór kompletnie niepasujące, ubrania. Ufarbowałam włosy na różowo – dodają charakteru każdej stylizacji. Lubię jednak kolor czarny, przełamany delikatnym akcentem w postaci kolorowej biżuterii, co daje ciekawe połączenie.

Co jest dla Ciebie szczególnie ważne w ubraniu?

Chcę wyglądać szczupło – chyba jak każda kobieta (śmiech)!

Jak zamierzasz wykorzystać swoje 5 minut?

Wcale nie uważam, że to moje pięć minut (śmiech)! Po prostu robię swoje – ciężko pracuje i realizuję marzenia. Jeśli ktoś to doceni, będzie mi miło. Uważam, że rolą stylisty i project managera jest zawsze stanie w cieniu artysty i tego się trzymam. Marzeń, planów mi nie brakuje. Mam nadzieję, że za jakiś czas uda się polecić do Stanów i realizować kolejny cel.

Foto: Materiały prasowe Cała prawda o stylu Michała Szpaka

Tematy:

Nieprawidłowy email