Buty – moje uzależnienie

Isabelle Thomas, paryska stylistka i dziennikarka modowa, o butach wie wszystko. I jak przyznaje, jako właścicielka ponad 100 par szpilek, może mówić o sobie „butoholiczka”. Do księgarń trafiła właśnie jej książka „Francuski szyk! Na obcasach. Wszystko o butach”.

Isabelle Thomas, fot. Frédérique Veysset

Damian Gajda: Może porozmawiamy najpierw o aktualnych trendach w Paryżu – jakie buty są teraz modne?

Isabelle Thomas: Paryżanki, pozostające na bieżąco z modą, coraz częściej rozstają się z balerinkami, które tak długo uwielbiały. Dziś wolą je w wersji bardziej spiczastej albo retro, mniej wcięte i na małym obcasie. Przepadają za wysokimi obcasami, kolekcjonują szpilki, ale rzadko je noszą. W Paryżu dużo się chodzi i biega, więc ważne jest, by obuwie było wygodne. Dziewczyny chętnie wybierają botki, glany, kolorowe sneakersy lub buty w męskim stylu, z dobrym wykończeniem detalu, na przykład srebrnym szpicem, ćwiekami czy kolorową meksykańską patką.

Dużo się mówi o francuskim stylu i paryskim szyku w modzie. Czy to dotyczy też butów?

Francuzki są maniaczkami butów. Wiedzą, że to podstawa każdej udanej stylizacji . Zależnie od modelu założonego do dżinsów – sneakersów, butów na obcasie czy derbów – zmienia się nasz image. To element słynnego bezwysiłkowego szyku „efortless”, jak mówią Amerykanie. Bardzo francuskie podejście. Znam wiele kobiet, które wybierając rano ubranie, zaczynają właśnie od butów.

W takim razie jak dobrze je wybrać?

Mam jedną radę: bądźmy uważne. Zapomnijmy o kompromisach w kwestii jakości. Możemy przez chwilę cieszyć się parą modnych, stosunkowo niedrogich butów, bo szybko się zużyją i wkrótce je wyrzucimy. Mniej znaczy więcej, zatem kupujmy mniej par butów, ale w lepszym gatunku. Piękna skóra błyszczy, ale tylko pod warunkiem, że troskliwie ją pielęgnujemy. Powinnyśmy też wystrzegać się naśladownictwa. Nie kupujmy butów wybranych przez koleżankę, lepiej znajdźmy i rozwińmy własny styl. Zachęcam też, byśmy nie rezygnowały z obcasów: czasem trzeba przetestować wiele modeli, ale w końcu znajdzie się taki, w którym poczujemy się jak ryba w wodzie.

A kupowanie w internecie – to zły czy dobry pomysł?

Dlaczego nie, o ile dobrze znamy rozmiarówkę. Uważałabym jednak w przypadku butów na obcasach. Komfort chodzenia w takim obuwiu zależy od właściwego wyprofilowania podbicia, którego nie da się sprawdzić „na oko”. Z drugiej strony sklepy internetowe to sezam modeli, można w nich znaleźć każdą parę, o jakiej się tylko zamarzy.

W książce przytaczasz historię kobiety, która nosi rozmiar 42, ale zdarzało jej się kupować mniejsze buty tylko dlatego, że jej się bardzo podobały...

To rzeczywiście zabawne. Nie będę ukrywać, mi też zdarzyło się postąpić podobnie, bo jestem rasową butoholiczką (śmiech). Ale nie jest to dobra decyzja. Buty nie staną się większe, a my skończymy na podziwianiu ich niczym muzealnego eksponatu. Niestety, często powtarzamy ten błąd. Miłość do butów potrafi odebrać rozum, a niekiedy to miłość od pierwszego wejrzenia. Trzeba być silną i nauczyć się stoickiej postawy (śmiech)... Jeśli jednak już się stało i kupiłyśmy niedobrą parę, pospieszmy się z odsprzedaniem jej koleżance, która nosi mniejszy rozmiar.

Anne Tuorneux, stylistka telewizyjna i jedna z Twoich rozmówczyń, mówi: „Buty, które musisz mieć: dobrze skrojone czarne kozaki i półbuty”. Jakie modele twoim zdaniem są naprawdę naszym must-have?

Nie ma żadnych must-have. Albo inaczej, każda z nas ma swój własny, indywidualny must-have. Są kobiety, które nigdy nie zakładają dżinsów czy małej czarnej, uważanych przecież za podstawowe elementy garderoby. Inne szczerze nie cierpią balerinek czy obuwia sportowego.

A Ty jakie modele lubisz najbardziej?

Uwielbiam botki i derby. Noszę je przez cały rok, w lecie i w zimie, do spodni i spódnic. Wracając jednak do Twojego poprzedniego pytania – uważam, że najważniejsze to znaleźć własny styl. Taki, który nam odpowiada, a nie narzucony przez modę i kolorowe magazyny. To podstawowe założenie mojej pracy jako stylistki i dziennikarki zajmującej się modą.

Założę się, że niejedna polska czytelniczka zdziwi się, czytając, że do szpilek można założyć skarpetki...

Bardzo się cieszę, że „Francuski szyk! Na obcasach...” ukazuje się w Polsce. Pozdrawiam wszystkie czytelniczki! Co do skarpetek i butów na obcasie, ja sama lubię to połączenie, ale rozumiem osoby, które mają odmienne zdanie. Czasem noszę też męskie obuwie bez skarpetek, albo kowbojki na gołych stopach. Ma to swój urok.

Isabelle, nie mam wątpliwości, że jesteś prawdziwą butoholiczką...  A co z torebkami? Od nich też przecież można się uzależnić.

Ależ tak! Ja jestem podwójnie uzależniona! Muszę się jednak przyznać, że posiadam więcej butów niż torebek – ponad setkę! Wiem, to szaleństwo!

Foto: Materiały prasowe Francuski szyk

Tematy:

Nieprawidłowy email