Alexander Wang, mistrz sportowej nonszalancji, kończy 34 lata

Genialne dziecko amerykańskiej mody, sprytny biznesmen, niepokorny introwertyk. Alexander Wang, który buduje swoją markę od 19 roku życia, właśnie został także prezesem jej zarządu. Czy to znaczy, że porzuca chłopięcy wizerunek na rzecz statecznej dojrzałości?

Foto: Getty Images

Alexander Wang nie znosi się spóźniać. Na trzysta wiadomości, które trafiają dziennie do jego skrzynki odbiorczej, odpisuje natychmiast, po każdym zebraniu z zespołem wysyła notatkę z podsumowaniem pracy, a je lunch przy biurku, żeby nie tracić cennych minut.

Zaczyna i kończy dzień od sprawdzania maila. Spotkania umawia o pełnych godzinach, chociaż czasami trwają tylko 15 minut, bo nie lubi gadania po próżnicy. Ucina nawet rozmowy telefoniczne z przyjaciółmi, jeśli „do niczego nie zmierzają”.

O 20 wychodzi z biura, po drodze odbierając kolację z jednej ze swoich ulubionych japońskich restauracji. Nigdy nie gotuje w domu. W jego lodówce prędzej znaleźć można wódkę, maseczkę Shiseido (Wang obsesyjnie dba o cerę) i smoothie niż masło, mleko, czy jajka.

Nie pije kawy, tylko świeżo wyciskany sok. Chyba że jest piątek, wtedy potrafi wlać w siebie morze alkoholu. „Długo udawało mi się unikać kaca. Po trzydziestce niestety gorzej znoszę poranki po imprezie”, śmieje się Wang, który po weekendowych tańcach niedziele poświęca na odpoczynek. „Nie stać mnie na to, żeby zachorować”, mówi. Nie ogląda wiadomości, bo są „dołujące”, woli wszelkiej maści „Idoli”, wiralowe filmiki i teledyski Beyoncé.

Pragmatycznie powtarzalna jest także jego garderoba. W modzie kocha czerń, w designie biel (jego biuro zdobią wyłącznie białe kwiaty – lilie, peonie i róże). Ma 50 par takich samych czarnych dżinsów, kolekcję białych i czarnych T-shirtów, szarych kaszmirowych swetrów i czarnych sneakersów, które co miesiąc oddaje do odświeżenia do Leather Spa. Długie włosy nosi rozpuszczone, spięte w kucyk albo koczek.

Foto: Getty Images Alexander Wang

Introwertyczny, co - jak sam twierdzi - inni uznają za arogancję, nieśmiały i tajemniczy, za swoją najważniejszą cechę uważa ambicję, która przywiodła go na sam szczyt nowojorskiej mody.

Alexander Wang urodził się w San Francisco w rodzinie imigrantów z Tajwanu, którzy w Stanach szybko rozkręcili dobrze prosperujący biznes. Jego mama zaszła w ciążę w wieku 40 lat. Martwiąc się, że nie urodzi zdrowego dziecka, poszła do wróżki, która przekonała ją, że wszystko będzie dobrze. Wang, przesądny po mamie, codziennie czyta horoskopy.

„Rodzice nie mieli nic wspólnego z modą. Mama nie była szwaczką, ani tata krawcem”, podkreśla Wang, naśmiewając się subtelnie z historii o własnych rodzinnych tradycjach, które z lubością powtarzają młodzi projektanci. Moda była jednak w jego życiu obecna, od kiedy sięga pamięcią. „Gdy byłem mały, chodziłem z mamą do fryzjera. Z nudów przeglądałem magazyny kobiece. I zakochałem się w supermodelkach”, śmieje się. Zapamiętywał, co nosiły na zdjęciach, a potem w domu w swoim szkicowniku odwzorowywał projekty mistrzów.

Jako nastolatek przeprowadził do Nowego Jorku. Z początku pracował na dziale obuwniczym domu towarowego Barney's, gdzie oprócz sprzątania po klientach, miał wgląd w statystyki sprzedaży, co podobno pomogło mu rozpisać własny biznesplan.

Studia na prestiżowym Parsons przerwał po dwóch latach, bo „nie mógł doczekać się prawdziwej pracy”. Założył własną markę w młodzieńczym wieku lat 19. „Amerykański dom mody pochodzenia azjatyckiego z europejskim zapleczem”, nazywa swoją firmę Wang. Jego pierwsza kolekcja składała się z sześciu swetrów, które pomagała mu promować szwagierka.

Rok później propozycję przejścia pod jej skrzydła złożyła mu Diane von Furstenberg. Grzecznie odmówił. „Nie po to rzucałem szkołę, żeby pracować dla kogoś”. Opłaciło się postawić na swoim, bo już trzy lata później Wang pokazał swoją autorską kolekcję na nowojorskim tygodniu mody. I tak jak Tom Ford i Marc Jacobs, których podziwia, udało mu się stworzyć nie tylko ubrania, ale styl życia wokół nich, spójny z charakterem samego Wanga, a zarażający pasją jego rówieśników.

Foto: Getty Images Rok 2006, Alexander Wang i jego prezentacja mini kolekcji na wiosnę 2007

Po debiutanckiej kolekcji spłynęły na niego laury. W 2008 otrzymał nagrodę CFDA/Vogue Fashion Fund i 20 tys. dolarów na rozwój biznesu. Potem nagrodzono go także tytułem projektanta roku Swarovski oraz Swiss Textile Award, a za swojego faworyta uznała go sama Anna Wintour.

Szybko wsławił się mieszanką grunge'u, francuskiego szyku i sportowych sylwetek. Brzmi eklektycznie? „Niezależnie od tego, czy w danym sezonie fascynuje mnie Art deco, czy stroje do hokeja, najważniejsze jest DNA marki”, mówi Wang, dla którego moda musi być nowatorska, konsekwentna i spójna. Charakterystyczne elementy jego stylu – ergonomiczne fasony, czerń, nonszalancki seksapil – były widoczne także w jego limitowanych kolekcjach dla H&M i Adidasa (kolejna już na początku roku)

Chociaż jego projekty są określane jako „sport w wyrafinowanej wersji”, sam Wang wcale nie lubi ćwiczyć. Chodzi na trening zaledwie raz w miesiącu. „Sportowe fasony to tylko punkt wyjścia. Tak naprawdę tworzę praktyczną modę dla aktywnych mieszkańców wielkich miast”, mówi Wang. Dlatego projektant po inspiracje nie jeździ na drugi koniec świata. Wystarczą mu nowojorskie metro, stroje sceniczne raperów i zdjęcia mody ulicznej. Wang na każdym kroku podkreśla, że moda to „rozmowa”, a nie „jednostronne kreowanie trendów”. Tym samym przyznaje, że jego pomysły przenikają się z tym, co nosi ulica, więc nie wiadomo, co było pierwsze – czy it-girls noszące Wanga, czy Wang projektujący to, co już podoba się trendsetterkom.

Cóż, „najpiękniejsze w modzie jest to, że wciąż się zmienia. A my, ludzie z branży, jesteśmy na tyle szaleni, że uwielbiamy tę jazdę bez trzymanki”, jak mówi sam Wang. On sam jednak od tej „branży” trzyma się trochę z boku. Chociaż na afterparty po jego pokazach próbują się dostać wszyscy, a zaproszenia dostają tylko ci, którzy aktualnie zaliczają się do pierwszej ligi – Gigi, Hailey czy Kendall, Wang zawsze powtarza, że woli imprezować z przyjaciółmi niż z modelkami.

Może jego niechęć do podporządkowywania się schematom uniemożliwiła mu osiągnięcie sukcesu w Paryżu? Chociaż przez trzy lata tydzień w miesiącu spędzał w atelier Balenciagi, a kolekcje były chwalone przez krytyków, jego miejsce na szefowskim stanowisku w bardzo francuskim domu mody zajął w końcu Demna Gvasalia.

Foto: Materiały prasowe Najnowsza kampania reklamowa Alexander Wang wiosna-lato 2017

Wang za bardzo się tym nie przejął. Przeszedł za to do ofensywy, przejmując obowiązki prezesa zarządu własnej firmy, która notuje 20 procentowy wzrost rocznie. „Myślę biznesowo o modzie i kreatywnie o biznesie”, mówi Wang. W pracy, zarówno w atelier, jak i na sali konferencyjnej, najbardziej lubi moment, w którym mglisty plan staje się rzeczywistością.

Wraz ze zbliżającymi się urodzinami, Wang patrzy jeszcze dalej w przyszłość, planując skoncentrować się choć trochę na życiu prywatnym. „Nie mam rodziny, nie mam dzieci, nie mam nawet psa. Wszystko jest podporządkowane pracy. Czy to się wreszcie zmieni?” - zastanawia się Wang.

Tematy:

Polecamy także:

Nie udało się dodać załącznika.
Nie udało się dodać więcej załączników, usuń któryś z już dodanych
Poczekaj chwilę - trwa dodawanie załączników.

Komentarz został wysłany.

Przepraszamy Twój komentarz nie może zostać wysłany

Wkrótce pojawi się w serwisie. Zachęcamy do dalszej dyskusji. Wystąpił błąd i nie można zapisać komentarza.

 









Wpisz, jak chcesz się przedstawić
lub zaloguj się

Komentarze

~Aga : nie 34 tylko 33
27 gru 16 21:30
Liczba głosów:0
0%
0%
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
~Dorota : Projektant nowej generacji, znający potęgę internetu i trendy lifestylowe.
https://lowcamarek.blogspot.com
26 gru 16 16:09
Liczba głosów:0
0%
0%
  • Zgłoś naruszenie
  • Podziel się:
  •  Link
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:

Nieprawidłowy email