77-letnia Jane Fonda na okładce „W”

Jane Fonda co kilkanaście lat wymyślała siebie od nowa. Będąc żoną Rogera Vadima weszła w rolę seksbomby. Potem była aktywistką polityczną, potem przykładną żoną milionera. Przez ostatnią dekadę Fonda została samozwańczą i niezwykle skuteczną ambasadorką dojrzałych kobiet, a show-biznes okrzyknął ją ikoną stylu. Jak na ikonę przystało, Fonda doskonale wie, w czym wygląda najlepiej. „Dobra konstrukcja, bez żadnych kokardek czy falban. Podkreślona talia i tyłek. Zawsze miałam dobry tyłek,” podsumowuje w wywiadzie dla magazynu „W”.

Foto: W Magazine

Jane Fonda od lat sześćdziesiątych fascynuje świat mody. W 1968 roku, po tytułowej roli w „Barbarelli” stała się międzynarodowym symbolem seksu, kobietą, o której fantazjowali wszyscy chłopcy i mężczyźni na Zachodzie. Potem przyszła pora na uznanie ze strony Akademii Filmowej – Fonda zdobyła dwa Oscary, czyli o dwa więcej niż miał na swoim koncie jej ojciec, aktor Henry Fonda. W latach osiemdziesiątych Jane stała się królową aerobiku. W dziewięćdziesiątych była przede wszystkim żoną swojego trzeciego męża, milionera Teda Turnera. Ilekroć Jane Fonda wchodziła w nowy związek, totalnie zmieniała swoje życie. Jej córka, Vanessa Vadim, stwierdziła wręcz, że matka jest kameleonem, który przybiera kolory  nowego mężczyzny za każdym razem, gdy wychodziła za mąż.

Dopiero po trzecim rozwodzie, w 2001 roku, przyszła pora na Jane, która nie starała się nikogo udawać.  Fonda została ambasadorką dojrzałych kobiet w show-biznesie. Wróciła do grania w filmach, zaczęła flirtować z telewizją i coraz częściej pojawiała się na czerwonym dywanie w kreacjach, które podkreślały jej wyrzeźbioną przez balet i aerobik sylwetkę. Chwilę potem posypały się kontrakty i propozycje od magazynów.

Teraz Jane Fonda jest ambasadorką L’Oreal, gra w kolejnych filmach i totalnie zwala z nóg w ostatnim numerze „W”. 77-letnia gwiazda pojawiła się na okładce magazynu. Autorem sesji jest Steven Meisel, a za zmysłowe stylizacje w stylu glamour starego Hollywood odpowiada Edward Enninful. Na okładkowej fotografii Jane Fonda pozuje w białej sukni Giambattista Valli, odsłaniającej dekolt.

W rozmowie z magazynem aktorka przyznaje, że jej związek z modą był burzliwy, ale teraz już wie, w czym wygląda dobrze. „Dobra konstrukcja, bez żadnych kokardek czy falban. Podkreślona talia i tyłek. Zawsze miałam dobry tyłek,” rzeczowo podsumowuje i dodaje, że o ile eksponowanie pupy jest dozwolone, ramiona odsłania tylko przy świetle świec i od wielkiego dzwonu. Jako młoda dziewczyna pozwalała sobie na więcej. Teraz jest bardziej świadoma swoich mankamentów i uważa, że ta świadomość jest bardzo przydatna. Zwłaszcza, gdy jest się ambasadorką największego koncernu kosmetycznego na świecie, jakim jest L’Oreal. Dlatego tym bardziej podziwiam Fondę za szczerość w kwestii operacji plastycznych. „Miałam operacje, z czego nie jestem dumna,” wyznaje. „Ale przez całe życie byłam określana przez to, jak wyglądam. Wpojono mi, że będę kochana tylko, jeśli będę szczupła i śliczna. To doprowadziło do wielu problemów,” dodała.

Obecnie Jane trzyma się z daleka od skalpela i prowokacyjnie przekonuje, że sekretem jej urody jest… seks. Niewątpliwie, cera dojrzałej aktorki jest promienna, a sylwetka nienaganna. Ale śmiem twierdzić, że oprócz seksu przydają się też doskonałe kosmetyki i lata ćwiczeń łączących aerobik z baletem.  Jeśli więc za kilkadziesiąt lat chcecie wyglądać tak, jak legendarna Barbarella, należy już dziś zacząć rozglądać się za instruktorem baletu. Najlepiej takim, który sprawdzi się nie tylko przy drążku

Tematy:

Nieprawidłowy email