Czesiociuch: Dziecko to też człowiek

Ona – projektantka mody, stylistka, miłośniczka pięknych i wartościowych rzeczy. On – muzyk, którego nie da się zaszufladkować i który sam nie znosi szufladkowania innych. Wierzą, że dziecko wie, czego chce, a co więcej – ma do tego pełne prawo. O sztuce, której nie da się oddzielić od biznesu i o Polsce, która wciąż pełna jest tematów tabu, z Dorotą Zielińską i Czesławem Mozilem rozmawia Katarzyna Sołtan.

materiały prasowe

ART & BUSINESS: Jakie są najgorsze i najbardziej krzywdzące stereotypy dotyczące dzieci?

CZESŁAW MOZIL: Te stanowiące o tym, że dzieci nie wiedzą, czego chcą, że chłopcy to tylko w niebieskim, z autem na koszulce, a dziewczynka w różowym tiulu.

DOROTA ZIELIŃSKA: Każdy stereotyp jest czymś krzywdzącym i świadczy o ułomności umysłowej. Te, nad którymi najbardziej boleję, dotyczą „odgórnego” podziału dzieci ze względu na ich płeć przez pryzmat kolorów (różowy − granatowy), zabawek (Barbie v. Transformers) i zachowań (chłopcy nie płaczą, a dziewczynki są próżne). Lubimy schematy, nie ma w tym nic złego, ale nad niektórymi warto się zastanowić.

Adam Pluciński

A&B: To, jak jesteśmy ubrani, wiele o nas mówi. Co mówią ubrania polskich dzieci?

CM: Z daleka krzyczą, jakiej płci jest dziecko. Tylko nie rozumiem zupełnie, po co…

DZ: Niestety, stereotypy mają się u nas dobrze. Nadal dominuje granatowo-różowa stylistyka i monotonna, sieciowa powtarzalność stylizacji.

A&B: Chyba pierwszy raz dziecięca marka tak wyraźnie podkreśliła swoją filozofię, która przyświecała jej podczas tworzenia kolekcji. Dlaczego tak mocno to akcentujecie?

DZ: Nie nosimy filozofii na sztandarach i nie głosimy jej przez megafony. Ludzi ciekawi, dlaczego nasze ubrania nie są tradycyjnie kolorowe, dlaczego na naszych sesjach dzieci się nie uśmiechają. Odpowiedzi na te pytania stały się „filozofią Czesiociucha”. A przecież to tylko nasze – nieco odmienne od większości – podejście do rzeczywistości. Dajemy dzieciom to, co nam się podoba i co sami nosimy. Dziecko to też człowiek, tylko troszkę mniejszy.

CM: Chcemy wnieść coś nowego do polskiego rynku produktów dla dzieci. Nie chcemy tylko sprzedawać fajnych ubrań, ale pomóc rodzicom, wujkom i ciociom spojrzeć na dzieci jak na pełnowartościowych ludzi.

A&B: Do niedawna, patrząc na modę, dzieci w Polsce były infantylizowane. Wasze ubrania są pewnego rodzaju manifestem. Chcecie powiedzieć rodzicom, żeby traktowali maluchy jak równych sobie partnerów?

DZ: Chcemy, aby dzieci były tak samo szanowane i uważnie słuchane, jak my, dorośli życzymy sobie tego od innych.

CM: Dokładnie tak. Chcemy dać im możliwość ubrania dzieci, za ich własną zgodą, w rzeczy, które sami chętnie by założyli. Jedna mama kupując u nas ubrania dla swojej córki napisała nam: „W końcu moje dziecko będzie mogło założyć tak samo fajne ubrania, jak ja”.

A&B: Takiego podejścia możemy pozazdrościć naszym sąsiadom z Północy. W czym model skandynawskiego wychowania dzieci różni się od polskiego?

CM: W Skandynawii dzieciom pozostawia się więcej swobody. Mogą same o sobie decydować, oczywiście w ramach pewnych zasad. Nie jest to, jak niektórzy myślą, wychowanie bezstresowe. W Polsce jednak ciągle jest tak, jakbyśmy nie dowierzali, że dzieci mogą zrobić lub powiedzieć coś mądrego… Uczymy się. Powoli, ale uczymy…

Adam Pluciński

A&B: Łączycie idealnie formułę art i biznes. Chcecie też wywołać społeczną dyskusję?

DZ: Oczywiście, lubimy stymulować emocje (uśmiech). W dzisiejszych czasach art i biznes to nierozerwalne obszary. Nie znam artysty, który z wyboru tworzyłby tylko dla własnej przyjemności, a obecnie biznes z prawdziwego zdarzenia chętnie angażuje się w akcje społeczne i artystyczne. To według mnie bardzo dobra mieszanka, która pozwala realizować ciekawe, unikalne projekty, pobudza kreatywność i gospodarkę i pozwala spełniać nawet najśmielsze marzenia.

CM: To się dzieje automatycznie. Nie da się dzisiaj rozgraniczyć biznesu od sztuki i odwrotnie. Jedno potrzebuje drugiego i taki mariaż to raczej kreatywne małżeństwo zapewniające sukces, niż staroświecki mezalians.

Adam Pluciński

A&B: Przeczytałam w jednym z Waszych wywiadów, że dzieci dobrze wiedzą, co im się podoba. To co im się podoba w Czesiociuchu?

CM: Wygoda, swoboda i komfort w noszeniu.

DZ: Każdy model w kolekcji przed produkcją i sprzedażą jest dokładnie testowany w piaskownicy, na wykładzinie, w domu i na podwórku. Wiemy, że wzory i kolory wybierają rodzice, to oni decydują i płacą, ale jeśli dostajemy maile i listy od dorosłych, że ich dziecko nie chciało zdjąć spodenek do spania, albo że pomimo za krótkich rękawów nie pozwoliło oddać marynarki, to znaczy, że trafiliśmy w gusta jednych i drugich. I o to chodzi.

A&B: A na co Wasza marka najbardziej zwraca uwagę przy projektowaniu ubrań dla dzieci?

DZ: Przede wszystkim na wygodę w noszeniu. Po drugie estetykę. Po trzecie oryginalność. Ubranie dla dziecka ma być tak zaprojektowane, żebym sama chciała je założyć!

A&B: Właśnie… Czy zdarzało się, że dorośli prosili Was o uszycie takich samych modeli, tylko w trochę większym rozmiarze?

DZ: Uśmiech na mojej twarzy spowodowany jest Pani wyczuciem tematu. Takie prośby otrzymujemy notorycznie, od samego początku powstania firmy. I mimo tego, że konsekwentnie podkreślamy, że Czesiociuch to firma z ubraniami dla dzieci – podejrzewam, że nie przestaniemy takich sugestii i próśb dostawać. Nasze twarde stanowisko nie wyklucza jednak możliwości wypuszczenia na rynek od czasu do czasu jakiegoś produktu dla rodziców, ale na zasadzie jednorazowej kolekcji limitowanej, nie zaś stałego elementu w naszym sklepie.

A&B: Na stronie Czesiociucha możemy przeczytać, że produkty marki nie będą stronić od trudnych tematów. Jakie poważne tematy chcecie poruszać w swoich kampaniach?

DZ: Kiedy przed rokiem prowadziliśmy z Czesławem rozmowy o powołaniu marki do życia, Czesław powiedział mi, że Polska jest pełna tematów tabu. O homoseksualizmie, homofobii, rozwodach nie mówimy wcale albo z agresją, a przecież dotyczą nas i społeczeństwa, w którym żyjemy. Więc zaczęliśmy od tego, że nasze ubrania są unisex – może w nich chodzić i dziewczyna, i chłopak. Ale to dopiero początek. W najnowszej kolekcji HumanKidz pojawi się specjalna seria T-shirtów z grafikami przygotowanymi dla nas przez wybitnie uzdolnionego ilustratora – Kropki Kreski. To swoistego rodzaju manifest trudnych tematów: zastraszania ze względu na odmienność, rozstań rodziców i sporów o dzieci, seksualności… Nie chcemy tym epatować, ale – tak jak zawsze – dajemy możliwość wyboru. Grafiki na ubraniach nie muszą ograniczać się przecież do postaci z kreskówek, lalek, kotków i dinozaurów. Mogą być piękne, estetyczne i wartościowe.

CM: Nie chcemy unikać żadnych trudnych tematów. Pewnie nie raz spotkamy się z krytyką czy nawet oburzeniem, ale to nas nie zatrzyma. Czesiociuch z założenia ma oferować dzieciom i ich rodzicom coś innego niż dotychczasowy polski rynek. W tym wypadku kontrowersyjność powoduje, że nie jesteśmy obojętni na dany temat. I o to chodzi.

Adam Pluciński

A&B: Jak oceniacie otwartość współczesnych rodziców na dyskusję, oryginalne projekty i polskie marki?

DZ: Wyraźnie widać zmiany, choć nie jest to forma rewolucji, a raczej powolna ewolucja… Rodzice zaczynają szukać czegoś innego dla swoich dzieci niż produkty z sieciówek. Zwracają uwagę nie tylko na jakość, ale także stylistykę, kolorystykę, ciekawe fasony. Sami dorośli coraz bardziej dbają o swój wygląd, w naturalny, pozytywny sposób interesują się modą i przekładają to na dzieci. A jak wiadomo, czym skorupka za młodu nasiąknie…

CM: Tak, jak powiedziała Dorota, jest lepiej, więc to dobra tendencja… Młodzi ludzie, w tym rodzice, wujkowie itd. szukają czegoś innego, oryginalnego, nie boją się eksperymentów. My pokazujemy, że w Polsce, z polskich produktów można zrobić coś naprawdę ciekawego i fajnego. Promujemy ideę wspierania lokalnego biznesu i mam nadzieję, że przywracamy wiarę w możliwości naszych rodzimych producentów.

A&B: Na filmie promującym markę widać, że ma Pan świetny kontakt z dziećmi, co sprawia, że filozofia Czesiociucha jest spójna i wiarygodna. Co jest najważniejsze w budowaniu relacji z dziećmi?

CM: Szczerość i zaangażowanie. Dzieci wyczuwają każdą przekłamaną nutę i się zrażają, tracą zaufanie. Jeśli poświęcasz im uwagę, to zrób to na 100%, a nie przy okazji robienia pięciu innych rzeczy.

A&B: Czy tworzyć dla dzieci jest łatwiej, przyjemniej? Daje większą satysfakcję?

CM: Dzieci to wyjątkowi odbiorcy, pod każdym względem. Niezależnie, czy tworzy się dla nich muzykę czy ubrania, potrzebują pełnego zaangażowania i czasami innego spojrzenia na rzeczy, otoczenie, które postrzegają może prościej, ale za to w moim odczuciu pełniej.

DZ: Na pewno nie jest łatwiej, ale przyjemniej. Dzieci są bardzo szczere, jasno komunikują, co im odpowiada, a co nie spełnia ich oczekiwań. To z jednej strony ułatwia pracę, ale też trzeba być przygotowanym na rzetelną krytykę (uśmiech).

A&B: Wnosicie do swojej kolekcji pierwiastek męski i kobiecy. Czy to dzięki temu Wasze ubrania nie mają wyraźnych podziałów na płeć?

DZ: Jestem kobietą, więc projektuję z myślą o dziewczynkach? Nie, to nie tak. Estetyka, jaką prezentuje Czesiociuch, jest bliska zarówno mi, jak i Czesławowi. Żadne z nas nie jest zwolennikiem agresywnego podkreślania płci, zdarza się, że nosimy te same spodnie albo T-shirty. Ja lubię szerokie spodnie o męskim kroju, a Czesław kocha głębokie dekolty. Jeszcze raz to podkreślę: to nie są dwa różne spojrzenia, ale jedno i w tym samym kierunku i takie było nasze założenie od samego początku.

A&B: A co Czesław Mozil wnosi ze swojej muzycznej wrażliwości do projektów ubrań?

CM: Nutkę alternatywy (uśmiech). Na szczęście doskonale rozumiemy się pod tym względem z Dorotą.

Adam Pluciński

A&B: Czy nie boicie się trochę, że Czesiociuch przez swoje ceny, zamiast podkreślać indywidualizm w pozytywnym sensie, będzie podkreślał różnicę pomiędzy tymi dziećmi, których rodziców stać, żeby je modnie ubrać, a tymi, którzy bardzo by chcieli fajnie ubrać swoje pociechy, ale ich na to nie stać?

DZ: Rynek konsumencki jest tak złożony, że dla kupującego cena nigdy nie będzie zbyt niska, a dla sprzedawcy zbyt wysoka. Jednak staramy się, aby nasze ceny były rzetelne i relatywnie odzwierciedlały jakość towarów. Produkujemy w Polsce, z polskich produktów, w limitowanych często ilościach, a i tak ceny naszych ubrań są zbliżone do cen produktów sieciowych. Poza tym oferujemy sezonowe wyprzedaże, okresowe obniżki cen, a obecnie mamy też outlet.

A&B: Na jakim etapie są prace nad najnowszą kolekcją?

DZ: Pierwsza odsłona najnowszej kolekcji HumanKidz weszła już do sklepów. Kolejne czekają, a my kończymy prace nad kolekcją jesienno-zimową. Jak zwykle postaramy się pokazać coś zupełnie nowego, zaskakującego i nieco burzącego zastany porządek rzeczy (uśmiech).

Tematy:

Nieprawidłowy email